Filmy,Recenzje

Paryż w ogniu – Ladj Ly – „Nędznicy” [recenzja]

Nędznicy
Nędznicy

Nędznicy – tytuł czerpiący z ikonicznej powieści Victora Hugo oczywiście nie jest w tym miejscu w żadnej mierze dziełem przypadku, aczkolwiek z całą stanowczością podnieść należy, że nie jest to też żadna ekranizacja klasycznej książki nawet przy ewentualnym przyjęciu, że mogłoby to być uwspółcześnione odczytanie tego tekstu. Bardziej chodzi w tym miejscu o pewne upiornie ironiczne granie samym tytułem. Obraz debiutanta zdążył już zdobyć nagrodę jury na festiwalu w Cannes (ex aequo z brazylijskim Bacurau), nominację do Oscara w kategorii Najlepszy film międzynarodowy (gdzie rywalizował – bezskutecznie – z polskim Bożym ciałem), szereg nominacji do Europejskich Nagród Filmowych, ostatecznie zaś – kończąc ten triumfalny korowód – jedenaście nominacji do Cezarów. Lada moment okaże się, czy zostanie najlepszym francuskim filmem ubiegłego roku.

Niewątpliwie w kontekście z rzeczoną literaturą, która dziś może uchodzić za anachroniczną ramotę nadającą się tylko do epickich musicalowych hollywoodzkich widowisk, łączy film Ly klasowa perspektywa. O ile jednak w dziewiętnastowiecznej epopei punktem odniesienia jest kształtująca się klasa robotnicza, o tyle we współczesnym Paryżu, sprekaryzowani imigranci żyjący w blokowiskach pozostają bez stałego zajęcia, stając się podatnym materiałem dla islamskich fundamentalistycznych, często samozwańczych, imamów lub struktur przestępczych sprawujących realną władzę w dzielnicy. W tym kontekście sam paradokumentalny prolog ukazujący ogólnonarodowe fetowanie na Polach Elizejskich z powodu zdobycia przez Le Bleus tytułu mistrza świata w piłce nożnej brzmi jako ironiczny żart.  Wielorasowa drużyna laureatów Mundialu to jedyny punkt tożsamościowego odniesienia dla imigrantów pozbawionych perspektyw i podlegających społecznemu wykluczeniu.

Celne obserwacje socjologiczne twórcy, przypominające w tej warstwie nieco dokonania Jacquesa Audiarda (vide nagrodzeni Złotą Palmą Imigranci, choćby z tego powodu, że zarówno w jednym, jak i drugim przypadku rozkręcająca się fala przemocy prowadzi do kulminacyjnego wybuchu) są jednak zgrabnie przyobleczone w formułę policyjnego dramatu. Fabuła jest banalna i w istocie sprowadza się do jednego dnia z życia zawodowego trzech funkcjonariuszy odbywających patrol po okolicy, w której oddolne obywatelskie parakryminalne instytucje już dawno wyparły organy państwa. W historii przyuczania żółtodzioba do realiów ulicy czuć pewne podobieństwo do amerykańskiego Dnia próby. Okolicznością, której nie można pominąć w tym miejscu, jest fakt, że Nędznicy są rozwinięciem własnej etiudy Ly sprzed dwóch lat. Podobnie zresztą zostały nakreślone relacje między trójką policjantów, którzy reprezentują diametralnie odmienne strategie postępowania, w tym w szczególności w odniesieniu do wierności kodeksowym procedurom, ale też każdy z protagonistów – notabene rasowo również odzwierciedlających multikulturowe społeczeństwo francuskie – został przedstawiony może naskórkowo, choćby poprzez pryzmat życia rodzinnego, ale jednak wiarygodnie psychologicznie.

Całość ma bezbłędny dramaturgiczny nerw i trudno wręcz uwierzyć, że Nędznicy są dziełem debiutanta. Reżyser znakomicie balansuje między owymi dwiema płaszczyznami. Miejscami trzyma się formuły policyjnego reportażu, ocierając się wręcz o telewizyjną konwencję docu-soap. Przekłada się to na techniczny język opowiadania – kamera z ręki, bliskie plany (notabene kontrapunktowane panoramicznymi ujęciami ukazującymi betonową dżunglę, po której poruszać potrafią się tylko miejscowi). W innych momentach natomiast, zwłaszcza gdy w szaleńczej narracji na chwilę przystaje, budzi podziw empatią, jaką wyraża wobec swoich bohaterów, by później znów zaatakować ze zdwojoną siłą.

Fot.: M2 Films

Podobne wpisy:

Gra aktorska7
Scenariusz8.5
Reżyseria8.5
Strona wizualna8
Muzyka7
Emocje9
8Ocena ogólna

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *