Never meet your heroes –Taika Waititi – „Jojo Rabbit” [recenzja]

Ciężko spotkać Boga w kolejce po kebab. Jeśli usłyszelibyśmy, że ktoś go widział, to prędzej dzwoniliśmy po specjalistę, a nie pisali do papieża. Mitologiczni bohaterowie mają tę wielką przewagę, że ich nie spotykamy. Istnieją  głównie przez przekazy ustne, bo mówiony szum „medialny” wokół herosów zaczął już profesjonalnie uprawiać Homer. Jednak opowieści i promocja marki osobistej zawsze dotyczyły również osób fizycznych, wymieniając zgodnie z hierarchią przyzwoitości – królów, nawet prostytutki, a na końcu Adolfa Hitlera. Jojo, dziesięcioletni bohater filmu Taiki Waititi Jojo Rabbit, ulega w filmie opowieści o tym ostatnim. Wojna przez to zostaje pokazana bezpośrednio, a jej konsekwencje pomiędzy wierszami. Z humorem wokół tragedii i dramatem, kiedy już nie pozostaje nic śmiesznego.

Zachwyt Hitlerem małego Jojo jest zrozumiały. Sprawna polityka w latach trzydziestych tego niespełnionego malarza, jego kult, umiejętność przemawiania i mowa motywująca o wyższości Niemców nad innymi, musiała trafić do uroczego dziesięciolatka. Już w pierwszej scenie filmu posługuje się wyobrażeniem swojego idola jak wypalony pracownik korporacji amfetaminą. Wizja chłopca na temat Hitlera jest dlatego tak mocna, ponieważ jest on dla małego Niemca hipotetycznie namacalny i narodowościowo bliski oraz utożsamia wielkie pragnienia małego człowieka. Jojo chce być silnym Niemcem i walczyć o pięknie brzmiące ideały; stać się częścią wpływowej grupy, aż w końcu z nią podbić wszechświat z przedmieściami. Urocze, kiedy trening zasztyletowania człowieka uprawia się w śpioszkach i nie potrafi się jeszcze wiązać sznurówek.

Sznurówki wiąże mu więc mama, grana przez Scarlett Johansson, której kreacja matki jest wręcz idealna w sposób nowoczesny. Jest zadbaną kobietą z doskonałym wyczuciem stylu oraz silnym urokiem pozbawionym słabości czy uległości. Troskliwie, samotnie wychowuje dziecko w najtrudniejszych czasach dla świata. Nie jest przy tym marudą, pomimo wielu poważnych czy niebezpiecznych zobowiązań. Jej ciepło nie jest pokazane przez archetypową “matczyną troskę”, ale lepiej, lżej. Spełnia obowiązki matki, jednak z użytkowym dla relacji humorem, a ponadto teatralnie. Potrafi grać żołnierza, którego dziecko zaraz wyjdzie jako aspirujący marszałek do świata czy wykreować postać nieobecnego ojca bardzo dramatycznie, ale w tańcu i prowizorycznej charakteryzacji. Ma doskonałą wizję kobiecości, w której znajdują się tragicznie rozkochani kochankowie, następnie cierpiący; szampan w radości, szampan i w smutku; samochody, Maroko i w ogóle Casablanca. W głodzie potrafi wziąć łyk wina “żując sobie winogronka”, uśmiechnąć się przy tym z silniejszym wpływem niż cała nazistowska paranoja.

Na drugim planie poznajemy postać graną przez Sama Rockwella. Jako były żołnierz jest trenerem Hitlerjugend i uprawia tę zawodową okupację już z pozycji kogoś, kto dużo w życiu widział (na jedno oko aż za dużo). Jego nonszalancja odbywa się na każdym etapie pracy – kiedy rzuca granatem nie patrzy na wybuch tylko piersiówkę, a w przerwach od biurokratycznej roboty pragnie kredkami nadać mundurowi nieco koloru. Ten kontrast jest wykorzystywany bardzo często humorystycznie, bo i taka jest konwencja pierwszego aktu filmu, jak i emploi aktora.

Humor Taiki Waititi głównie jest budowany na ulubionych zabiegach reżysera, którymi już popisał się w poprzednich filmach. Namiętnie korzysta ze wspomnianego kontrastu oraz wydłużania dowcipu. Kontrastowo działają tutaj pary nie tylko przedmiotów czy bohaterów, ale również teksty i różne wersje pojedynczych postaci. Wydłużanie dowcipu doskonale zostaje zaprezentowane przykładowo, kiedy przesadnie długo otyła nazistka przybliża się do przełożonych na basenie, chcąc powiedzieć coś półszeptem, jak i obserwujemy to przy rytuale hailowania. Całość jest o tyle imponująca, że wciąż poruszamy się na wrażliwym gruncie tematu wojny, nazizmu i holokaustu, więc przyzwoitość zabrania mu działać. Taika jednak zrobił to tak umiejętnie i subtelnie, że działa.

Jojo Rabbit z powodów tematyki jest również poruszona kwestia żydowska, bardzo już obficie sfilmowana. W filmie natomiast jest ona zaprezentowana niezwykle oryginalnie, ale i paralelnie z wizją małego chłopca. Całość esencji jego relacji ze znalezioną żydówką to droczenie się jego własnych uprzedzeń stworzonych przez cudze hitlerowskie opinie oraz tym, co sam poznaje zwyczajnym ludzkim doświadczeniem, redagując swoje myślenie. Im bohaterowie więcej o sobie wiedzą, tym bardziej nazistowski pogląd się zmienia. Ta metamorfoza jest również subtelnie i bardzo płynnie pokazana relacją Jojo z jego wizualizacją Hitlera.


Jojo Rabbit imponuje mądrym i szerokim zakresem humoru, płynnością i zmiennością relacji bohaterów, ewolucją myślenia malca z jego chłopięcymi problemami, jak i paradoksalną subtelnością w ekspozycji – czy to dramatu za pomocą malutkich dawek informacji, ojca przy pomocy żony, myślenia za pomocą wyobrażenia, czy poetyckich listów. Głównym utworem w filmie jest niemiecki cover piosenki Heroes Davida Bowie’ego, która w oryginalnej wersji kończy się słowami – “We can be heroes for ever and ever, what d’you say?”, które doskonale wyłapują esencję ludzkich relacji w filmie. Z kolei czarna plansza po ostatniej scenie kończy się mądrze, bo cytatem Rilkego –  “Let everything happen to you. beauty and terror. Just keep going”, który uchwycił podejście reżysera. To dlatego, że dzieje się w filmie wszystko, co piękne, z miłością i humorem najpierw, z terrorem następnie, a Taika Waititi z całym tym inwentarzem doszedł do końca.

Fot.: Imperial-Cinepix

Write a Review

Opublikowane przez

Paweł Stępień

Buchalter dyplomowany niepraktykujący z sentymentem do roweru, dobrze napisanych książek i serka tylżyckiego. Całym temperamentem humanista wegetujący na kilku uczelniach, obecnie Uniwersytecie Jagiellońskim. Z każdej placówki wyciągał nieco więcej niż notatki i ubezpieczenie. Dla higieny psychicznej stale szuka zależności między tym co go interesuje, a tym za co w normalnym życiu płacą pieniądze. Serek kosztuje.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.