Książki,Recenzje

Nie taka znowu fikcja – Charles Bukowski – „Listonosz” [recenzja]

Obrzydliwy staruch, obleśny typ, nierób, pijak, kobieciarz, dziwkarz, włóczęga, leń… O Henrym Chinaskim można powiedzieć wiele. Sam siebie przedstawia w równie paskudnym świetle. Ukrywający się za nim Bukowski pisze głównie o kobietach, bo to one są powodem, dla którego potrafił znosić ten świat – one i alkohol. Stali czytelnicy dobrze wiedzą, jak trudno było mu utrzymać dłużej na jednej posadzie– dosadnie zostało to opisane w „Faktotum”. Jednak i na Chinaskiego musiał przyjść czas, a bohater ten w powieści „Listonosz”, wznowionej nakładem wydawnictwa Noir Sur Blanc, karmi się doświadczeniami samego pisarza i wyrasta z nich pełen wdzięku, niesmaku i momentami niedowierzania.

Miał na poczcie przepracować kilka tygodni, może – w drodze wyjątku – miesięcy. Został na dłużej, choć szczerze nienawidził swojej pracy. Gardził szefem, współpracownikami, a niejednokrotnie także odbiorcami korespondencji. Spóźniał się i brał wolne, kiedy kac nie pozwalał mu wstać z łóżka; opryskliwość w stosunku do szefa była dla niego – jak i szefa – chlebem powszednim. Jednym słowem: cały Chinaski, tyle że na poczcie. W niedługich rozdziałach Bukowski w zabawny sposób opisuje swoje życie, kiedy pracował jako listonosz, a później także jako urzędnik pocztowy. Jednak, jak to zazwyczaj u tego pisarza bywa, humor miesza się z nostalgią, tragedią i seksem. Być może nie jest to typowa literacka mieszanka, ale u autora „Kobiet” sprawdza się jak najlepiej.

W całym swoim zapijaczeniu, w sortowaniu przesyłek, przyleganiu do gołych tyłków kolejnych bab – mężczyzna zachowuje jakąś trudną do wyjaśnienia czystość. Niemal dziecięcą, kiedy pomyśli się, o fragmencie, w którym stary, spracowany pracownik poczty, stojący tuż obok naszego bohatera, nie był w stanie posortować przeznaczonych do tego przesyłek. Tragiczny w swej wymowie moment załamania człowieka, który niezdolny wykonywać czynność, którą mechanicznie wykonywał przez tyle lat, rok za rokiem, zdaje się niezdolny do niczego innego. Bezsilność chwytająca za serce czytelnika nie zdarza się w prozie Charlesa Bukowskiego nagminnie. Warto więc było zapamiętać tę chwilę, odnotować ten fragment i podzielić się nim z Wami – nawet jeśli w odpowiedzi wzruszycie jedynie ramionami.

O stylu i języku, jakim posługuje się pisarz, nie da się powiedzieć wiele, aby nie powtarzać tego, co zostało już powiedziane. W „Listonoszu” Bukowski nie odbiega daleko od rytmu, który narzucił swoim czytelnikom w swoich pierwszych powieściach. Surowy, oszczędny do bólu, pozbawiony tabu, a przy tym momentami wręcz nostalgiczny, po tylu latach wciąż pozostaje nie tylko oryginalny, ale także niepodrabialny. Styl Bukowskiego można rozpoznać z odległości setek kilometrów, da się go wyczuć w pierwszym akapicie, rozpoznać podczas pierwszej – wątpliwie erotycznej – sceny seksu.

Choć powieść poprzedzają słowa: Książka ta jest fikcją literacką i nie jest nikomu dedykowana – nie da się uniknąć pytań o autobiograficzność tej historii, bo przecież sam Bukowski parał się rozdawaniem listów nieznajomym, obcym i często irytującym ludziom. Nie da się więc jednoznacznie stwierdzić (jak zresztą zawsze w powieściach pisarza należącego do Beat Generation), gdzie przebiega granica fikcji literackiej. Natomiast co do stwierdzenia, jakoby książka nie była nikomu dedykowana – również nie byłabym tego taka pewna. „Listonosz” jawi się bowiem jako policzek wymierzony wszystkim tym, którzy przepracowali kilka, jeśli nie kilkanaście albo i więcej, lat na posadzie, której szczerze nienawidzili. Zwłaszcza tym, którzy przyjmując tę pracę, zarzekali się, że to tylko chwilowe, że przecież tuż za rogiem czai się coś lepszego, bardziej ambitnego i godnego. „Listonosz” Bukowskiego to niechlubny dowód i świadectwo tego, że nie zawsze jesteśmy w stanie wziąć los w swoje ręce, że czasem to on prowadzi nas niczym ślepców w miejsca, do których jeszcze dwa dni temu nie weszlibyśmy z własnej woli. A on pozostawia nas tam na kilka dni, które niepostrzeżenie zamieniają się w lata.

Charles Bukowski potrafi w bardzo niebezpieczny sposób uświadamiać nam, że życie nie jest ani tak kolorowe, ani tak przyjemne, jak często wmawia nam film i literatura. Dokłada jednak do tego zabawę i radość, jaką mimo wszystko da się z niego czerpać. Choć pokazuje niemalże palcem miejsca brudne i nieprzyjazne człowiekowi, choć bez zażenowania wskazuje dziurę w spodniach, brudne zęby i portfel, na dnie którego cudem uchowały się jakieś drobne – świat przedstawiony w „Listonoszu” odbiega od szarości, którą próbuje nam wmówić. Opisując kolejne dni zmarnowane na sortowaniu przesyłek, lub dostarczaniu ich do rozwydrzonych kobiet, sprawia, że wnętrze powieści tętni życiem. Rubaszne żarty przeplatane są kolejnym nudnym dniem w pracy, a życie – tak jak w przypadku czytelnika, który odkłada lekturę – leniwie i absurdalnie toczy się dalej.

Fot.: noir.pl

 

Podobne wpisy:

Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *