Książki,Recenzje

(Nie)nowa historia miłosna w świecie Nocnych Łowców – Cassandra Clare – “Pani Noc” [recenzja]

Z pewnością wiele osób zarzuci Cassandrze Clare fakt, że swoją nową serię chce oprzeć na sukcesie poprzedniej. W końcu mogła zostawić już świat Nocnych Łowców i stworzyć powieść w zupełnie innych realiach. Niektórzy zapytają – a co, jeśli autorka zwyczajnie ma pomysł na kolejną historię Nefilim? Czy w takim przypadku rzeczywiście słusznie przypisuje się jej pisanie dla samego zysku (który Pani Noc niewątpliwie zapewni)? Zdecydowałem więc sprawdzić samodzielnie ten stan rzeczy i wyrobić sobie opinię. Niestety (dla pisarki) nie jest ona pozytywna. Napotkałem się z jednym określeniem, które idealnie oddaje charakter jej najnowszej książki – czyta się ją prawie jak fanfik (tekst napisany przez fanów), choćby ze względu na idealizowanie wszystkiego, co tylko można idealizować.

Bohaterami Pani Noc ponownie są Nocni Łowcy – poznani w ostatnim tomie Darów Anioła Emma Carstairs oraz Julian Blackthorn wraz ze swoim licznym rodzeństwem. Emmie przyświeca jeden cel, czyli znalezienie i ukaranie mordercy rodziców. W tym celu prowadzi własne śledztwo, które prowadzi do serii zabójstw przedstawicieli faerie. Ci ostatni zaś, mimo zabraniających im tego zasad Zimnego Pokoju, zwracają się do Instytutu w Los Angeles o pomoc. W zamian za nią oddają porwanego wcześniej brata Juliana, Marka, jednak ich intencje niekoniecznie muszą być dobre.

Nowa powieść Cassandry Clare wcale nie jest taka nowa. Okazuje się, że w wielu kwestiach autorka kopiuje swoje pomysły z Darów Anioła. Przede wszystkim widać to w konstrukcji wątku miłosnego, w którym uczucie między bohaterami ponownie okazuje się czymś zakazanym i niewłaściwym. Tym samym musimy zagłębiać się w drobiazgowo opisywane rozterki postaci, które nie wiedzą, co ze sobą począć bez związania się z ukochaną osobą. Zarazem też pokaźnie spulchniają i tak sporą objętościowo książkę – ostateczny wynik to ponad 800 stron. Jednak trudno być z niego zadowolonym, biorąc pod uwagę to, że skrócenie wyszłoby Pani Noc na dobre. I to dość solidne skrócenie.

W każdym razie romantyczna część powieści zajmuje sporo miejsca i budzi znużenie. Z zakazaną miłością mieliśmy już do czynienia w przypadku Clary i spokojnie mogłoby się obyć bez tej kalki. Ale to nie koniec wad Pani Noc, bo autorka w nachalny sposób nieustannie powraca do wydarzeń oraz bohaterów z poprzedniej serii. Nie dostrzegam w tym większego sensu. Mam wrażenie, że Cassandra Clare nie była w stanie rozstać się z wykreowanymi przez siebie postaciami i stąd wynika częste przypominanie o nich. Uważam to za wielkie nieporozumienie – pisarka powinna pisać z myślą o czytelnikach, nie o sobie. Albo może się mylę i te natrętne wtrącenia oraz epizodyczne występy znanych postaci są właśnie wyczekiwane?

Osobiście twierdzę, że nie. To nie Marvel, że każdy jest podekscytowany nawiązaniami do historii innych superbohaterów. W twórczości Cassandry Clare nowe postacie są łudząco podobne do starych, więc nawet ich ewentualne spotkania nie są w stanie wywołać najmniejszego entuzjazmu. Do tego autorka ma problemy z realistycznym wykreowaniem bohaterów. Często ulega idealizowaniu ich i natarczywemu podkreślaniu (wychwalaniu pod niebiosa?) każdej zalety. Prawie wszyscy w jej książce są piękni, cudowni i odważni. Z jednej strony ten obraz może się podobać – występująca momentami sielanka potrafi urzekać. Z drugiej – wszelkie granice przesady zostały przekroczone. Najgorzej pod tym względem wypada dołączone do książki opowiadanie Przyjęcie zaręczynowe.

Naprawdę nie pomyślałbym kiedyś, że napisała je Cassandra Clare. Bohaterowie są uosobieniem przytłaczającej czytelnika szczęśliwości. Cukier wylewa się z książki dosłownie non stop. Śledzimy tytułowe przyjęcie zaręczynowe, ściskające się i wyznające sobie miłość postaci (i to nie zawsze dotyczy zakochanych, bo tutaj wszyscy się kochają!). Na uroczystości zjawili się nawet nie tylko przyjaciele i rodzina pary, lecz przykładowo także przywódczynie wilkołaków i wampirów w Nowym Jorku (pomyślałby ktoś, że będą przyjaciółkami?). Do tego – żeby było weselej – dochodzi do następnego chwalebnego zdarzenia (może zgadniecie jakiego) przerwanego nieoczekiwanym… no dobra. Zwrotem akcji, który jest bardzo oczywisty.

Poza tym należy spodziewać się licznych wątków pokazujących tolerancję autorki. Związki homoseksualne (skutkujące choćby adopcją dzieci), oczywiście przesłodzone i niewiarygodne, są na porządku dziennym. Wychodzi na to, że Pani Noc jest więc słabą powieścią – jednak aż tak źle nie jest. To średnia pozycja, odtwórcza, którą nie nazwałbym nawet odgrzewanym kotletem (chyba że takim, co przeleżał z miesiąc – wtedy to tak). Ale Cassandra Clare potrafi pisać i czasami mniej lub bardziej zainteresować. Pod koniec nawet zaskakuje, a główny wątek z morderstwami okazuje się całkiem intrygujący, zwłaszcza w początkowych partiach książki. Niektóre poboczne postacie również odznaczają się pozytywnie. Dlatego Pani Noc ma kilka zalet. Zresztą, podejrzewam, że i tak większość fanek będzie zadowolona z tej pozycji i mogę tylko zazdrościć im euforii, której ja podczas czytania nie odczuwałem. Moim zdaniem autorka powinna zostawić świat Nefilim po trzecim tomie Darów Anioła, kiedy jeszcze tworzyła całkiem dobre i przyjemne fantasy – nie zaś paranormalny i wyidealizowany romans. Wydaje mi się, że tym razem starała się wrócić do dawnego poziomu, lecz z takim sobie skutkiem.

Fot.: MAG

[buybox-widget category=”book” ean=”9788374806404″]

Podobne wpisy:

Avatar

Student dziennikarstwa i miłośnik fantastyki. Uwielbia czytać książki (fantastyczne) oraz oglądać filmy i seriale telewizyjne (nie tylko fantastyczne). Nie ma nic przeciwko dobrej grze, zwłaszcza z gatunku cRPG, ale ostatnio częściej grywa w Fifę. Piłka nożna to jego pasja, lecz zdarza mu się śledzić zmagania w innych dyscyplinach sportowych - gdy jest komu kibicować.

Komentarze: 1

  1. Avatar
    Maruda 9 lutego, 2017 at 11:30 Odpowiedz

    Mam dokładnie TAKIE SAME odczucia co do tej książki! Rzuciły mi się w oczy te same problemy plus kilka nieprawdopodobnych głupot w tekście – jak coś takiego mogło przejść przez ręce redaktora? W pewnym momencie Clary została nazwana nawet… Clare. Tak samo, jak autorka. To już naprawdę źle wróży.
    Niby przyjemne czytadło, jak ktoś lubi, to czemu nie, ale kompletnie dla mnie niezrozumiałe są te wszystkie pozytywne oceny na lubimyczytać.pl (scrolluję i scrolluję, a ocen 8, 9 i 10/10 nie ma końca). Dobrze przynajmniej, że nie jestem jedyną osobą, która miała kompletnie dosyć tego… wszystkiego.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *