Filmy,Patronat,Recenzje

Wolność to uświadomiona konieczność – Erwan Le Duc – „Niezbędna konieczność” [recenzja]

niezbędna konieczność
niezbędna konieczność

Droga twórcza reżysera filmu Niezbędna konieczność, Erwana Le Duca, wydaje się nieco zaskakująca, bo też, zanim zaczął parać się X Muzą, zajmował się dziennikarstwem sportowym i w tym zakresie pisał dla szacownego „Le Monde”. Jeśli jednak spojrzymy panoramicznie na dokonania francuskich filmowców w szerszej perspektywie, wówczas takie artystyczno-branżowe eksperymenty nie są nad Sekwaną znowuż aż tak zadziwiające, by wspomnieć w tym miejscu DJ-a i producenta muzycznego Quentina Dupieux funkcjonującego także pod pseudonimem Mr. Oizo, który od lat z powodzeniem funkcjonuje w obrębie art-house’u, realizując swoje osobliwe naznaczone purnonsensem produkcje. W odniesieniu do Le Duca mamy do czynienia z pełnometrażowym debiutem fabularnym, a zatem do oceny tego, jak bardzo zaproponowana przez niego stylistyka jest nośna, a jednocześnie trwała, przyjdzie nam poczekać, o ile oczywiście będzie on w dalszym ciągu kontynuował karierę na tym odcinku aktywności twórczej. Film wprowadza do polskich kin firma Aurora Films, Głos Kultury zaś objął tę premierę swoim patronatem medialnym.

Wspominam o owej szczególnej konwencji, bo też mamy w tym przypadku do czynienia z obrazem wyjątkowym formalnie, odwołującym się estetycznie do twórczości takich filmowców, jak Aki Kaurismaki, Roy Andersson i mniejszym stopniu Wes Anderson (co przejawia się w powtarzalnych często symetrycznych kadrach). W największym jednak stopniu Le Duc czerpie z dokonań duetu Dominique Abel-Fiona Gordon, a to poprzez przenikający Niezbędną konieczność slapstickowy humor i absurdalną logikę zdarzeń. Kapitan lokalnego posterunku żandarmerii Pierre Perdrix wiedzie spokojne życie w sennym prowincjonalnym miasteczku, tworząc osobliwe gospodarstwo domowe wraz ze swoją matką, bratem i bratanicą. Czasami tylko leniwa egzystencja lokalnej, zżytej ze sobą społeczności zakłócana jest atakami rewolucyjnych nudystów. Ich ofiarą pada pewna dziewczyna przejeżdżająca akurat przez to miejsce, która, jak się później okaże, siłą wedrze się do ustabilizowanego życia rzeczonego protagonisty.

Oryginalny tytuł brzmi po prostu Perdrix i odnosi się zresztą nie tylko do wspomnianego żandarma, ale też całej jego osobliwej patchworkowej rodziny. Każda ze wspomnianych osób — co dotyczy także tajemniczej przybyszki z zewnątrz — cierpi na jakiś rodzaj samotności, która uniemożliwia nawiązanie głębszych relacji międzyludzkich. Jednocześnie owa samotność jest fałszywie maskowana źle pojmowaną potrzebą wolności. W tym zakresie adekwatny jest polski tytuł filmu odnoszący się do heglowskiej frazy wskazanej w tytule tekstu, który znakomicie wskazuje na immanentne ograniczenia wolności. Pierre żyje w swoistej strefie komfortu, będąc niemal 40-letnim kawalerem, któremu brakuje odpowiedniego podejścia do kobiet. Swój stan tłumaczy sobie odpowiedzialnością tak za rodzinę, jak i za całą społeczność. Jego matka wciąż żyje wspomnieniami za utraconą miłością do przedwcześnie zmarłego męża, co przejawia się w prowadzonych przez nią egzaltowanych audycjach radiowych, ofermowaty brat skupiony na badaniach nad życiem seksualnym dżdżownic nie ma natomiast wspólnego języka z dojrzewającą córką. Prowadząca nomadyczny styl życia Juliette, bezceremonialna i bezczelna w obyciu, cierpi z kolei na syndrom niechcianego dziecka, jej deklarowana niechęć do miłości romantycznej jest z kolei strategią unikania odrzucenia.

Twórcy stawiają przy tym pytania, na ile miłość jest pierwotnym przyrodzonym człowiekowi pragnieniem, na ile zaś kulturową ideą, zwłaszcza że cały czas nad fabułą unosi się romantyczny konstrukt francuskiej literatury i filozofii. Każdemu z bohaterów przyjdzie wskutek splotu często surrealistycznych zdarzeń porzucić strefę komfortu i zmierzyć się z wyzwaniami prawdziwego życia. Dziwny, ale też i intrygujący to film, będący europejską wariacją na temat amerykańskiej konwencji komedii romantycznej. Zyskuje poprzez niebanalne decyzje obsadowe, bo oprócz legendarnej Fanny Ardant grają tutaj aktorzy, których uroda odbiega od obiegowych schematów piękna. Nie jest to też rodzaj humoru, który każdemu widzowi przypadnie do gustu, jednak ci, którzy poszukują nieszablonowych rozwiązań w kinie, wyjdą z seansu ukontentowani.

niezbędna konieczność

Fot.: Aurora Films


Przeczytaj także:

Recenzja filmu Nadmiar Łaski

Gra aktorska7.5
Scenariusz7
Reżyseria7
Strona wizualna8
Muzyka6.5
Emocje7.5
7.3Ocena ogólna
Do NOT follow this link or you will be banned from the site!