keep driving

Nostalgiczna podróż ku dorosłości – „Keep Driving”

Już od pierwszych chwil Keep Driving przenosi nas w czasy wczesnych lat 2000., kiedy letnie wyprawy samochodem były esencją młodzieńczej wolności. Na pikselowej stacji benzynowej wśród fioletowych pól lawendy i przy akompaniamencie indie-rockowego utworu płynącego z głośników czuć ten niepowtarzalny klimat drogi. Nasz bohater – bezimienny młody kierowca – wyrusza starym sedanem w nieznane, by zdążyć na festiwal muzyczny po drugiej stronie kraju. Podróż, którą odbywamy, staje się jednak czymś więcej niż zwykłą gonitwą za koncertem. To symboliczne coming of age, gdzie każda napotkana przeszkoda i każda decyzja odzwierciedla trudy dorastania i poszukiwanie własnej drogi.

keep driving

Droga ku dorosłości – fabuła i tematyka

W grze wcielamy się w młodego człowieka, który otrzymał list z zaproszeniem na festiwal muzyczny odbywający się na drugim końcu kraju. Bez zbędnych ceregieli pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy, odpalamy silnik pierwszego własnego samochodu i ruszamy przed siebie. Keep Driving nie opowiada linearnej historii z wyreżyserowanymi przerywnikami – zamiast tego oferuje luźny zarys fabularny, który gracz współtworzy swoimi wyborami. Motyw przewodni to podróż w nieznane jako metafora wchodzenia w dorosłość. Nasz bohater opuszcza dom, by zmierzyć się z samodzielnością i nieprzewidywalnością świata – zupełnie jak młody dorosły tuż po szkole, wkraczający w prawdziwe życie. Twórcy z YCJY Games subtelnie poruszają typowe problemy okresu dorastania: poczucie zagubienia, poszukiwanie celu i sensu, konieczność podejmowania trudnych decyzji czy mierzenia się z konsekwencjami własnych wyborów. Mimo że sama opowieść na pierwszy rzut oka wydaje się prosta (ot, dojechać na koncert na czas), to szybko okazuje się, że ważniejsza jest droga niż cel. Po drodze możemy zmienić plany – może zamiast festiwalu ważniejsze okaże się spełnienie ostatniej prośby nowo poznanego przyjaciela, odnalezienie dawno niewidzianej rodziny albo po prostu zatrzymanie się, by przeżyć przygodę życia? Gra oferuje wiele potencjalnych zakończeń, ale nie zdradzając szczegółów powiem tylko, że każde z nich wynika naturalnie z obranego przez nas kursu. Ta swoboda sprawia, że Keep Driving bardziej przypomina interaktywny pamiętnik z młodości niż klasyczną historię z jasno wytyczonym finałem.

Rozgrywka – zarządzanie podróżą i “walka” z przeciwnościami

Keep Driving to nietypowe połączenie narracyjnej przygodówki, symulatora zarządzania podróżą i lekkiego RPG. W praktyce oznacza to, że przemierzamy proceduralnie generowany świat podzielony na odcinki trasy – od spokojnych wiejskich dróg, przez autostrady, po zakurzone bezdroża. Co ciekawe, samo prowadzenie samochodu odbywa się tu w formie widoku z boku – obserwujemy nasz wehikuł sunący przez kolejne krajobrazy, a interakcje sprowadzają się do podejmowania decyzji na rozdrożach i reagowania na wydarzenia w trakcie jazdy. Gdy na horyzoncie pojawia się przeszkoda lub zdarzenie (np. korek spowodowany przez traktor, policjant próbujący nas zatrzymać, zwierzę przebiegające drogę czy choćby rozwścieczona pszczoła w samochodzie), gra przechodzi w unikalny tryb turowy. Można to nazwać umownie systemem “walki”, chociaż zamiast mieczy i czarów mamy tutaj przedmioty z naszego schowka i umiejętności kierowcy. W praktyce wygląda to jak układanka z ikonami – pojawia się zestaw symboli reprezentujących zagrożenie, a naszym zadaniem jest dopasować do nich odpowiednie ikonki akcji z puli posiadanych zdolności i przedmiotów. Przykładowo, gdy nasz bohater natrafi na kontrolę prędkości, możemy szybko użyć zdobytej wcześniej mapy fotoradarów albo wdzięku towarzysza podróży, by uniknąć mandatu. Ta mechanika jest prosta do opanowania i na początku daje dużo satysfakcji – każda potyczka z losem staje się małą łamigłówką, w której kombinujemy jak najlepiej wykorzystać to, co mamy pod ręką. Co ważne, nasi pasażerowie (o nich za moment) dodają własne umiejętności, więc im więcej dusz w aucie, tym więcej kreatywnych rozwiązań. Z czasem niestety powtarzalność zdarzeń losowych daje się we znaki – po kilkunastu godzinach zaczniemy trafiać na te same sytuacje, co trochę odbiera emocje z odkrywania nowości. Mimo to rdzeń rozgrywki potrafi wciągnąć, zwłaszcza jeśli dawkujemy sobie podróż w rozsądnych porcjach, niczym prawdziwą wycieczkę z przerwami na odpoczynek.

Pikselowa oprawa i mocny soundtrack – magia lat 2000.

Gra zachwyca niepowtarzalnym stylem wizualnym. Oprawa graficzna jest pixel-artowa, lecz dopieszczona w najdrobniejszych detalach. Nie jest to prosty retro styl z ograniczonej palety barw – tutaj piksele malują pełne uroku pejzaże i scenki, które często zatrzymały mnie w zachwycie. Każdy kadr drogi wygląda jak obrazek wyjęty ze wspomnień: blask zachodu słońca zalewający szosę pomiędzy polami, neonowy blask stacji benzynowej nocą czy melancholijny deszcz bębniący o maskę samochodu. Atmosfera aż kipi od nostalgii – naprawdę można poczuć wiatr we włosach i ekscytację z bycia w trasie, jak za dawnych lat. Twórcy inspirowali się m.in. klasykami drogi pokroju Oregon Trail czy kultowymi filmami drogi (Two Lane Blacktop, Paris, Texas) i tę inspirację czuć w każdym pikselu; jednak Keep Driving posiada własną duszę i autentyczność.

Równie istotną rolę gra muzyka. Soundtrack składa się z utworów niezależnych szwedzkich zespołów indie rockowych i jest absolutnym strzałem w dziesiątkę. Każdy utwór pojawiający się na naszej składance CD w samochodzie idealnie dopełnia atmosferę podróży – od energetycznych kawałków idealnych na poranne ruszanie w trasę, po eteryczne, nostalgiczne melodie na wieczorne odcinki drogi. Co ważne, utwory są zróżnicowane, a przy tym nieznane szerszej publiczności, dzięki czemu mamy wrażenie, jakbyśmy naprawdę znaleźli starą mixtape pełną nieodkrytych perełek. Mocny soundtrack nie tylko uprzyjemnia rozgrywkę, ale też wzmacnia emocjonalny wydźwięk scen – w kluczowych momentach muzyka potrafi podbić nasze wzruszenie lub radość z sukcesu. Po zakończeniu gry złapałem się na tym, że nucę pod nosem poznane w niej piosenki, a jedną z nich dodałem nawet do playlisty na własną, realną podróż autem. To chyba najlepsza rekomendacja dla ścieżki dźwiękowej, jaka może być.

Autostopowicze – historie na poboczu drogi

Jednym z najjaśniejszych punktów Keep Driving są autostopowicze – postacie, które możemy zgarnąć po drodze, jeśli tylko mamy ochotę się zatrzymać. To właśnie oni wprowadzają do gry najwięcej życia, humoru i ludzkich emocji. Każdy autostopowicz jest inny i każdy skrywa jakąś opowieść. Spotykamy całą galerię barwnych charakterów: zagubioną dziewczynkę szukającą rodziców, zbuntowaną imprezowiczkę uciekającą od codzienności, starszego hippisa z głową pełną wspomnień, a nawet pannę młodą w sukni ślubnej stojącą na poboczu z desperacko uniesionym kciukiem. Ich pojawienie się to nie tylko scenki przerywnikowe – często wiążą się z mini-zadaniami pobocznymi. Możemy zdecydować się pomóc tym ludziom w ich sprawach: zawieźć dokąd potrzebują, rozwiązać ich dylemat, albo po prostu wysłuchać ich historii. Te małe questy są świetnie zrealizowane – krótkie, ale treściwe, często wzruszające lub zabawne, nadające głębi zarówno napotkanym postaciom, jak i naszej własnej podróży. Co ważne, autostopowicze nie są tylko „zadaniami na nogach”. Każdy, kto wsiądzie do naszego auta, wpływa też na rozgrywkę: może dorzucić unikalną umiejętność przydatną w turowych wyzwaniach, czasem odda nam jakiś przedmiot (nawet jeśli to bezużyteczny bubel zajmujący miejsce w bagażniku – patrzę na ciebie, imprezowiczko z workiem śmieci!), a bywa, że wniesie tymczasowy chaos, zmuszając do zmiany planów. Dzięki nim jazda nigdy nie jest monotonna – to trochę tak, jak zabranie na stopa przypadkowych ludzi podczas realnej wyprawy: nigdy nie wiesz, czy trafi ci się cichy towarzysz dzielący się mądrościami życiowymi, czy wariat wywracający twój świat do góry nogami. W moim odczuciu relacje z postaciami budowane po drodze to serce tej gry. Pod koniec podróży naprawdę poczułem więź z tymi wirtualnymi wędrowcami – mimo szczątkowego tekstu dialogowego ich osobowości wybijały się na pierwszy plan. Gra w prosty, emocjonalny sposób przypomina, że wszyscy jesteśmy trochę zagubieni i potrzebujemy się nawzajem, szczególnie w okresie młodzieńczego buntu i poszukiwań.

Nie sposób nie zaangażować się osobiście w te interakcje. Każdy napotkany autostopowicz to okazja do spojrzenia na świat z innej perspektywy – empatyczna lekcja dorastania, jaka trafia prosto w serce gracza. Gdy pewna zziębnięta panna młoda wsiadła do mojego samochodu, porzucając całe dotychczasowe życie dla nieznanej drogi, poczułem dreszcz ekscytacji i współczucia zarazem. Takie momenty wciągają emocjonalnie: cieszymy się z sukcesów i dobrych zakończeń pobocznych historii, a porażki lub smutne rozstania potrafią autentycznie zaboleć. YCJY Games udało się osiągnąć mistrzostwo w minimalistycznej narracji – kilkoma pixelami i linijkami tekstu tworzą postaci, które zapadają w pamięć mocniej niż bohaterowie niejednej superprodukcji. To właśnie te interakcje sprawiają, że Keep Driving zostaje z nami na dłużej.

Trudności na trasie – co mogło zjechać na pobocze

Choć jestem pełen entuzjazmu dla gry, muszę też wspomnieć o jej słabszych stronach. Keep Driving nie jest produkcją pozbawioną wad – na szczęście nie psują one całości wrażeń, ale warto je odnotować. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy (i co może zrazić na starcie), to pewien chaos w interfejsie. Gra oferuje sporo możliwości (sklepy, warsztaty, salony samochodowe, menu mapy, zarządzanie ekwipunkiem, statystyki bohatera itp.) i niestety początkowo przedstawia je w dość mało przejrzysty sposób. Gdy dotarłem do pierwszego miasteczka, ekran zasypała mi lawina ikon i okienek – interfejs sklepów i garaży okazał się mało intuicyjny. Przez chwilę czułem się przytłoczony: nie byłem pewien, gdzie kliknąć, jak kupić potrzebne przedmioty, gdzie zatankować czy jak ulepszyć auto. Na szczęście po kilkudziesięciu minutach metodą prób i błędów opanowałem ten system, a potem poruszanie się po menu stało się już naturalne. Niemniej, stroma krzywa uczenia się na początku może niektórych zniechęcić – aż prosiłoby się o lepszy samouczek lub czytelniejsze komunikaty.

Kolejnym minusem jest wspomniana już powtarzalność wydarzeń losowych. O ile przez pierwsze godziny cieszy każda nowa przeszkoda i sytuacja na drodze, o tyle później zaczynamy zauważać pewien recycling – te same zdarzenia pojawiają się w kolejnych podejściach. Przy grze nastawionej na wielokrotne przechodzenie (wszak kusi, by zobaczyć różne zakończenia) ta powtarzalność trochę szkodzi motywacji. Element losowości mógłby być nieco bogatszy, aby kolejne wyprawy zaskakiwały czymś nowym. Na szczęście różnorodność ścieżek fabularnych i autostopowiczów częściowo to rekompensuje – zawsze można obrać inną drogę, by doświadczyć świeżych wrażeń.

Wypada też wspomnieć o kwestii, która w realnym świecie podróży jest równie ważna co paliwo: koszty. Keep Driving to projekt indie o stosunkowo kameralnej skali (jednoosobowa przygoda na kilka-kilkanaście godzin), a wyceniono go dość wysoko. Cena gry jest nieco zbyt wygórowana jak na oferowaną zawartość – zwłaszcza gracze przyzwyczajeni do bogatszych technicznie produkcji mogą poczuć, że płacą głównie za artystyczny klimat. Osobiście uważam, że emocje i unikalność doświadczenia w dużej mierze tę cenę usprawiedliwiają, ale obiektywnie patrząc, kilka złotych mniej byłoby bardziej adekwatne. Warto polować na promocję, jeśli ktoś nie jest pewien, czy ten styl rozgrywki mu przypasuje.

Podsumowanie

Keep Driving od YCJY Games okazało się dla mnie pozytywnym zaskoczeniem i prawdziwą nostalgiczną podróżą w czasie. To gra, która w lekki, lecz emocjonalny sposób celebruje uroki młodości – ten szczególny okres, gdy świat stoi otworem, a droga przed nami zdaje się nie mieć końca. Dzięki przepięknej pikselowej oprawie i znakomitemu soundtrackowi, każda minuta spędzona za wirtualną kierownicą ma swój klimat. Co prawda mechanika rozgrywki bywa powtarzalna, a interfejs na początku odstrasza chaosem, jednak szczerość przekazu i serce włożone w tę produkcję wynagradzają te potknięcia. Jako gracz czułem prawdziwe zaangażowanie emocjonalne – śmiałem się na absurdalnych sytuacjach, wzruszałem losami moich pasażerów i nieraz zatrzymałem się, by zastanowić nad własnymi wspomnieniami z młodości. Keep Driving to tytuł specyficzny, nie dla każdego, ale jeśli lubicie gry z duszą i chcecie przeżyć interaktywną przygodę drogową, warto dać mu szansę.

Na koniec warto dodać, że recenzję przygotowałem w oparciu o pełną wersję gry na PC (Steam) – tytuł został ukończony, odkrywając jedno z możliwych zakończeń i wiele pobocznych historii. Keep Driving może nie jest produkcją perfekcyjną, ale na pewno wyjątkową. Mnie ta retro-wyprawa nauczyła jednego: czasem warto zboczyć z trasy, zabrać nieznajomego na stopa i po prostu cieszyć się jazdą, bo chodzi o to, by jechać dalej.

keep driving

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *