Nowy Jork Od mannahatty do Ground Zero Recenzja

Opowieść o mieście – Magdalena Rittenhouse – „Nowy Jork. Od Mannahatty do Ground Zero” [recenzja]

Jak opowiadać miasto? Od czego zacząć? Od pierwszej chaty czy ulicy? A może od pierwszego tysiąca mieszkańców? Trudności piętrzą się, jeśli dodamy do tego, że chodzi o Nowy Jork. Każdy róg na Manhattanie wiąże się z tysiącem historii. Każdy wieżowiec jest wyrazem pasji i marzeń fundatorów, architektów i budujących go ludzi. Samą panoramę miasta doskonale rozpoznają ludzie z całego globu, nawet ci, którzy nigdy w nim nie byli. Jak opowiedzieć Nowy Jork? Tego arcytrudnego zadania podjęła się Magdalena Rittenhouse. Pewnie można było to zrobić na wiele innych sposobów, ale jej jest równie dobry.

Nowy Jork – miasto, stan umysłu czy mit?

Nie wydaje mi się, że na całym globie istnieje bardziej mitotwórcze miejsce od Nowego Jorku. Mamy Piątą Aleję zawsze zatłoczoną, będącą esencją wielkomiejskiego życia, Siódmą Aleję, na której królują najwięksi projektanci i marki odzieżowe, WTC – wieżowce, które stały się wyrazem ludzkiej zachłanności i igrania ze śmiercią, Central Park będący ogrodem wielkości państwa w jednym z najbardziej zatłoczonych miast świata. Można wymieniać w nieskończoność. Nowy Jork na stałe zawładnął naszą wyobraźnią. Każdy marzy, aby znaleźć się na Time Square ostatniego dnia roku, patrząc na Empire State Bulding, wciąż widzi zawieszonego na nim King Konga, a obserwując wodę z mostu Brooklińskiegom szuka w jej głębinach Godzilli. Z kolei na horyzoncie wciąż poszukujemy świateł zielonej latarni.

Nowy Jork to jednak nie tylko budynki i sławne ulice. To także ludzie – zarówno ci wielcy, jak i całkiem malutcy. Nie ma miasta bardziej wypełnionego historiami typu „od zera do bohatera”. Niemal z każdego rogu ulicy może Was dojść wciąż powtarzane: „I can do it”. Miasto oddycha marzeniami mieszkających w nich ludzi, karmi się ich odwagą i nieustępliwością, choć nie raz odbija mu się zachłannością i brakiem pokory.

Rozmawiając z nowojorczykami, szybko możecie odnieść wrażenie, że to miasto jest ich światem, że nie istnieje nic poza nim. To miasto dostarcza im wszystkiego, czego potrzebują. Wrażeń, możliwości, inspiracji. Życia w Nowym Jorku nie można porównać do żadnego innego. Ono zmienia ludzi. Może zabrzmię jak starzec, ale czy pamiętacie serial z lat 90. Przystanek Alaska? Tam nowojorski lekarz żydowskiego pochodzenia przyjeżdża na Alaskę do małego miasteczka Cicely. Z wielkiego miasta trafia do dziczy. Ta perspektywa pozwala mu także na ciekawą definicję Nowego Jorku. Twierdzi, że Nowy Jork to stan umysłu. Może brzmi to kiczowato, jednak raz jeszcze potwierdza, na jak wiele sposobów można opowiedzieć Nowy Jork. A jak zrobiła to Rittenhouse?

Od Mannahatty do Goud Zero – próba opowiedzenia historii

W reportażu Magdaleny Rittenhouse Nowy Jork żyje. Choć ani razu autorka nie zwraca się do niego bezpośrednio, to jej perspektywa pozwala nam poznać Nowy Jork jako istotę, której życie dają ludzie. Niezależnie od tego, czy opisuje pojedyncze punkty na mapie miasta, czy też przywołuje sylwetki najbardziej znanych nowojorczyków, to przez jej narrację przebijają się siły, które napędzają miasto do ciągłego rozwoju, do kolejnego oddechu, do tego, aby przekroczyć raz jeszcze jakaś granicę.

Nic więc dziwnego, że już w pierwszej części, zatytułowanej Wyspa, opisuje tuż obok pierwszych kolonii, najpierw holenderskich później angielskich, powstanie giełdy na Wall Street i napływ ogromnej ilości emigrantów z całego świata, którzy skurczą glob do jednej wyspy. Nowy Jork to stolica kapitalizmu. Giełda wpływała zarówno na rozwój miasta, jak i na jego czasowy upadek, jak podczas Wielkiej Depresji. Jednak tuż obok przelewających się na giełdzie pieniędzy istnieli ludzie pochodzący z różnych rejonów świata i przynoszący do miasta swoją kulturę, idee i marzenia. Przez pewien czas Nowy Jork miał więcej mieszkańców pochodzenia niemieckiego niż stolica tego państwa. Tuż obok siebie żyli, żydzi i muzułmanie, Chińczycy, Irlandczycy czy Latynosi. Oczywiście, że w Nowym Jorku istniał podział między najbogatszymi mieszkającymi przy Wall Street a najbiedniejszymi zamieszkującymi slumsy na południowym Manhattanie. Autorka jednak już w pierwszym rozdziale opisała niezwykłą siłę oddolnych inicjatyw społecznych, które pomagały ludziom żyjącym w największej nędzy i uświadamiała tym na górze ich istnienie. Ten społecznych ruch będzie się przewijać nieustannie przez obraz miasta i powracał w historiach ludzi, którzy odnaleźli w Nowym Jorku szansę na godne życie.

W reportażu Rittenhouse znajdziecie szereg ciekawych historii, np. o budowie mostu Brooklyńskiego czy wyścigu o najwyższy wieżowiec na Manhattanie. Historię niezwykłego High Line usytuowanego na starym, zardzewiałym wiadukcie kolejowym. Powstał on z inicjatywy dwóch marzycieli, którzy chcieli uchronić to miejsce od rozbiórki. Dziś pokryte jest mnóstwem zieleni i pozwala nowojorczykom spojrzeć na miasto z nieco innej perspektywy.

A może ciekawi Was historia nowojorskiej biblioteki, w której znajdziecie chyba wszystko? Biblioteki tak wielkiej i zbierającej tak cenne okazy, że… jest dostępna dla wszystkich. W swoich murach gromadzi historie ludzi, którzy nie mieli szans na porządną edukację i to właśnie dzięki zgormadzonych w niej zbiorach nadrobili edukację i zmienili poziom swojego życia.

Kulturowa stolica kraju

W trzeciej części swojej książki autorka odchodzi nieco od konkretnych punktów na mapie miasta i kieruje swoją uwagę bardziej na kulturę. Pisze nieco o „New Yorkerze”, o szkole nowojorskiej czy o nowojorskich żydach i muzułmanach. Skupia się przy tym na ich wpływie na aktualny obraz miasta oraz istotnych relacjach jak choćby o walce muzułmanów do prawa na budowę meczetu w strefie Ground Zero. Jak możecie się domyślać, po atakach na WTC nie mają łatwo, choć przecież byli tam od zawsze.

Na sam koniec autorka prowadzi czytelników do najbardziej rozświetlonych dzielnic Nowego Jorku – na Broadway i Time Square.

Oprócz ciekawych wątków historycznych i własnych opinii zawiera także mnóstwo historii z własnego życia, pokazując nam miasto także z perspektywy turysty czy mieszkańca.

Książka Rittenhouse nie jest linearną historią o powstaniu Nowego Jorku. Jest próbą uchwycenia fenomenu miasta. Zarzutem może być wybiórczość autorki, która skupiła swoją uwagę jedynie na Manhattanie, a nawet jedynie na jego południowej części, pomijając inne okręgi miasta. Poświęciła swoją książkę dzielnicom najbardziej rozpoznawalnym dla Europejczyka, nie wspominając choćby o czarnoskórym Harlemie. Moim jednak zdaniem nie jest to zarzut, który powinien skreślać tę książkę. Jak mówiłam – historię Nowego Jorku można opisać na wiele sposobów. Opowieść o dobrze znanych i najbardziej mitotwórczych miejscach Nowego Jorku też jest dobra, choć wąska. Lektura tej książki przyniosła mi moc ciekawych historii. Jednak przede wszystkim zaostrzyła mój głód na opowieści o Nowym Jorku snute z innych perspektyw.

Fot.: Czarne

Nowy Jork Od mannahatty do Ground Zero Recenzja

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Bugajna

Kulturoznawca, literaturoznawca, pisze tu i ówdzie o tym i o tamtym. "Niektórzy noszą baletki i wierzą, że na koniec wszystko będzie dobrze. Inni noszą kowbojki, które stukają, i wierzą w co innego: że trzeba wyjść na zewnątrz i zobaczyć świat, póki jeszcze trwa" R. J. Waller. Baletki to z pewnością nie jej typ obuwia.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.