marielle

Kultura w biegu #17 – O czym wie Marielle

O czym wie Marielle to drugi pełnometrażowy film Frédérica Hambaleka, wcześniej pracującego częściej jako scenarzysta. Został na tyle pozytywnie oceniony przez krytyków, że znalazł się w Konkursie Głównym zeszłorocznego festiwalu Berlinale i dostał nagrodę przyznawaną przez Gildię Niemieckich Kin Arthousowych. Na polską premierę przyszło nam poczekać aż półtorej roku. Dzięki Aurora Films, której patronatem objęta jest recenzja, od 21 sierpnia można film Hambaleka zobaczyć również w wybranych polskich kinach.

Julia i Tobias to małżeństwo mające się z zewnątrz zupełnie nieźle. Mają stabilne, wysokie posady w firmach, duży dom i córkę – tytułową Marielle. Wiedzie im się ponad nawet niemiecki standard. Jak to zazwyczaj bywa w długotrwałych małżeństwach, wkrada się nuda, monotonia i frustracja. Jest zdecydowanie zbyt spokojnie i regularnie. Losy rodziny są wywrócone do góry nogami, w momencie, gdy małżeństwo odkrywa, że córka posiada niesamowitą zdolność. Wie wszystko, o czym Julia i Tobias rozmawiają. Ze sobą, ale też gdy są sami. Zna każde kłamstwo, sekret, przekręcony ciąg wydarzeń. Zmusi ich to do zastanowienia się nad tym, na czym opiera się ich porządek rodzinny, nad (nie)szczerością, brakiem wystarczającej komunikacji, sztuką udawania i do zajrzenia w głąb własnych potrzeb.

Chociaż setting brzmi bardzo znajomo – kolejna opowieść o małżeńskich sekretach i kłamstwach, to film Hambaleka broni się właśnie punktem wyjścia, a więc tajemniczą przypadłością Marielle. Jest początkiem panicznej walki o przetrwanie swoich uczuć. Julia i Tobias mają nagle przed oczami pełny obraz swoich partnerów. Można zrozumieć także postawę Marielle, która przytłoczona usłyszanymi (wyczutymi?) bzdurami, nie powstrzymuje się przed powiedzeniem wszystkiego na głos. Reżyser w błyskotliwy, satyryczny sposób porusza temat tożsamości i gry pozorów, panującej między bohaterami. Przedstawia całe spektrum wyrażania własnych uczuć (od wybuchowości do kompromisowego godzenia się z prawdą), a psychologia bohaterów jest wiarygodna, choć przedstawiona nieco w krzywym zwierciadle. Przygląda się też ego, męskiej dumie, niemożności przyznawania się do jakiejkolwiek porażki.

Jest i oczywiście sporo seksu i humorystycznej ekspozycji. Akurat jeśli chodzi o tę warstwę, nie będąc w małżeństwie nie jestem w stanie w stu procentach się w niej odnaleźć. Nie oznacza z drugiej strony, że jest ona w jakikolwiek sposób zła, ale dość klasyczna i bezpieczna. Zawsze jednak szanuję szczere przyglądanie się własnym, niespełnionym wcześniej pragnieniom. Należy też pochwalić zarówno Julię Jentsch, jak i Felixa Kramera. Trudno mi powiedzieć, żeby były to jakieś spektakularne występy aktorskie, lecz są na tyle zbalansowane, że ich lekka groteskowość nie przeszkadza w budowaniu dramaturgii i napięcia. O czym wie Marielle nie jest tym samym rubaszną komedią, w której wszystko musi być kilkukrotnie bardziej uwydatnione, by dotrzeć do widza.

Marielle, choć jest postacią tytułową, przez większość czasu pozostaje na uboczu. Obracają się wokół niej pozostałe postacie i ma subtelny wpływ na ich zachowania. To im poświęcona jest uwaga. Dobrym pomysłem było takie przeniesienie ciężaru. Ważniejszym od tego, jakie jest dziecko, jest to, że jest cały czas obecne. Hambalek wbudowuje archetyp dorastającej córki do głów bohaterów, ograniczając ją do zbioru potrzeb i obowiązków wobec niej. Niezależnie od chęci, zdolności, czy sympatii, musi mieć przed sobą wzór udanego związku rodziców. Owa supermoc staje się tym samym najważniejsza. Mairelle ma wprawdzie swoją historię i konflikt z inną dziewczynką, jednak jej w gruncie rzeczy zwyczajność powoduje, że jest to film uniwersalny, z którym sporo rodziców może się zidentyfikować.

O czym wie Marielle to raczej kameralny komediodramat, ale widać pewien zmysł reżyserski i filmowe doświadczenie Hambaleka. Korzysta z oddalonych ujęć, niemal jak z domowej kamery, wskazując na kontrolę, pod jaką są Julia i Tobias. Odpowiednio w momentach eskalacji, nerwów i konfrontacji, ujęcia są już mocno zbliżone.

Do wad filmu Hambaleka należy pewne zmęczenie materiału. Nawet pomimo zaledwie niecałych 90 minut metrażu, czuję, że możnaby się postarać o większe rozwinięcie treści, być może o jakiś wątek boczny. Nawet konflikt Mairelle ze znajomą w niesatysfakcjonujący mnie sposób kończy się kompromisowo, jako kolejny (i to nie najbardziej znaczący) czynnik oddziałujący na rodzinę, po czym ulega zupełnemu zaniknięciu. Widać mocno też inspirację filmami Rubena Östlunda. Nie uznaję tego do końca za wadę, sam zwłaszcza Force Majeure bardzo lubię, jednak powracający, klasyczny motyw aż nadto mi styl Szweda przypomina.

Nie miałem wielkich oczekiwań co do filmu Hambaleka i nie powiedziałbym, żeby je przewyższył. Dostałem natomiast film poprowadzony nieźle (nie licząc wtórności), dobrze zagrany i wykonany, ale przede wszystkim – oglądało mi się to po prostu dobrze. Jeśli chodzi o gatunek rodzinnego komediodramatu, niemiecki twórca nie wywraca go do góry nogami. Rekompensuje to natomiast ciekawym wstępnym pomysłem, który prowadzi do ciekawej, absurdalnej (ale nie znów zbyt bardzo!) eskalacji. Z drugiej strony jest tu pasujący do konwencji, niezbędny promyk nadziei, wskazujący na brak tendencyjności całego dzieła. W końcu niemieckie kino słynie z realizmu. Można tu wspomnieć o solidnych filmach, których recenzje się u nas pojawiły – Miroirs III. Barka na oceanie, czy Dobra siostra. Cieszy jednak, że pojawiają się też niemieccy twórcy odważający się choć trochę wyjść poza niemiecką powściągliwość, nawet jeśli nie do końca wychodzi (Wpatrując się w słońce). Hambalek wprowadza powiew świeżości i wykracza poza kliszę na tyle, by zaangażować widza.

Zdj: Aurora Films

 

 

 

 

 

 

marielle

Write a Review

Opublikowane przez

Błażej Piechota

Fan kina od 13 roku życia. Docenia zwłaszcza kino twórcze, odważne, czasem kontrowersyjne. Stara się oceniać filmy pół sercem, a pół głową. Docenia wszelkie inne przejawy pasji i kreatywności, nawet jeśli je nie do końca rozumie. Do ulubionych twórców należą min. Michael Haneke, Ingmar Bergman, Krzysztof Kieślowski i Dennis Villeneuve. Lubi oprócz tego czytać literaturę true-crime, męczyć się nad językiem niemieckim, dobrze zjeść, a później dla równowagi pograć w badmintona. Senior minimum wage work expert.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *