O rzut kamieniem – A.M. Homes – „Niech będzie nam wybaczone” [recenzja]

Każda rodzina przeżywa jakieś swoje małe i większe tragedie. W domach (czy to amerykańskich, czy naszych polskich) nie brakuje kłótni, sprzeczek, histerii, kłopotów – finansowych i nie tylko. Najgorzej jednak, kiedy pomiędzy członkami rodziny rodzi się zazdrość, od której już niedaleko do nienawiści. Wtedy wystarczy czasami jeden podmuch, aby zburzyć budowany czasem przez lata wizerunek kochającej się, normalnej (cokolwiek to znaczy) rodziny. I właśnie coś takiego dzieje się w powieści Niech będzie nam wybaczone A.M. Homes, za którą autorka otrzymała nagrodę Women’s Prize for Fiction.

Goerge Silver ma wszystko, o czym mógłby marzyć mężczyzna w jego wieku. Piękną żonę, dwoje mądrych, grzecznych dzieci, dom na przedmieściach Nowego Jorku, do tego odniósł sukces w branży telewizyjnej i na brak środków do życia też nie może narzekać. Jego niewiele starszy brat Harold, ma mu więc czego zazdrościć. Sam ma żonę, która nie wydaje mu się zbyt atrakcyjna, nie mają potomstwa, a Harold jest niezbyt lubianym przez studentów wykładowcą. Jedno z jego największych marzeń – wydanie książki o prezydencie Nixonie – wciąż jest jeszcze w strefie tych niespełnionych. Sam Harold ma się poniekąd za nieudacznika i to życie brata wydaje mu się ekscytujące. Jednak jeden niewielki incydent podczas Świąt Dziękczynienia sprawia, że wszystko odwraca się do góry nogami. Choć tak naprawdę, bez tej drobnostki wszystko mogłoby potoczyć się podobnie… lecz przecież nigdy nic nie wiadomo…

Niech będzie nam wybaczone to historia człowieka, który odradza się na nowo. Nie budzący na początku sympatii Harold Silver powoli lecz konsekwentnie przeobraża się w człowieka, którego nie tylko lubisz, ale wręcz zaczynasz podziwiać. Uderzające jest to, jak wielkiej niekiedy potrzeba tragedii, aby wyprostować i poukładać swoje życie, aby dostrzec w nim wartości i ustawić je w odpowiedniej kolejności. Główny bohater przez długi czas był przekonany o tym, że jako człowieka, obywatela, a nawet członka rodziny określa go jego obsesja i wiedza na temat Richarda Nixona. Wydaje się, jakby to postać 37. prezydenta Stanów Zjednoczonych omamiła poniekąd naszego bohatera i dopiero napisanie książki, ukończenie dzieła, przelanie całej swojej wiedzy i swoich przemyśleń na papier w skończonej, gotowej do druku formie, miało wyzwolić Harolda i ukształtować go jako mężczyznę ukończonego, gotowego do życia.

Powieść A.M. Homes to momentami groteskowa i niemal absurdalna opowieść o amerykańskiej rodzinie. Znajdziemy tu sytuacje zabawne, ale również niesmaczne czy odrażające. Nie zabraknie też momentów, w których będziemy mieli ochotę przetrzeć oczy i ze zdziwieniem stwierdzić, że za pierwszym razem przeczytaliśmy dobrze, i to naprawdę ma miejsce w tej powieści. Wiele się tu dzieje i niejednokrotnie w błyskawicznym tempie. Są jednak również momenty, w których akcja zwalnia, choć nie na tyle i nie w taki sposób, aby znudzić czy zniechęcić czytelnika. Autorka w wyważony sposób przedstawia również amerykańskie społeczeństwo, w którym więzi rodzinne rozpadają się pod naciskiem szkoły z internatem, sobotnich wycieczek do hipermarketu, przyjmowanych bez mrugnięcia okiem zdrad i wszechobecnego konsumpcjonizmu, w którym nie ma miejsca na bliskość.

To, za co przede wszystkim można polubić głównego bohatera, a co z czasem wysuwa się na pierwszy plan, to bezinteresowność i zwykłe, ludzkie odruchy, o które podczas początkowych stron powieści, byśmy nie posądzili Harolda. Jego poświęcenie i pokłady empatii są tak zwyczajne i naturalne, że powodują u czytelnika mimowolne wzruszenie. Tym bardziej tragicznie przedstawia się jego sytuacja jako człowieka nadal zagubionego, niepewnego i zakompleksionego. Możemy oczywiście myśleć, że wszystkie dobre uczynki Harolda, mają na celu odkupienie win – być może nie tylko swoich własnych – spełnienie się tytułowych słów, tego niemalże modlitewnego Niech będzie nam wybaczone, jednak czy sami niejednokrotnie nie dążymy do czegoś podobnego?

A.M. Homes świetnie dobrała zarówno sposób narracji, jak i język do historii, którą chciała opowiedzieć. Narracja jest bowiem pierwszoosobowa, czytelnik może zatem „z pierwszej ręki” poznać myśli i przeczucia Harolda. Ma to być może ten minus, że nie poznajemy życia innych bohaterów w momentach, kiedy nie przebywają w pobliżu profesora, ale wtedy ta historia miałaby zupełnie inny wydźwięk, okazałaby się – być może – zbyt wielowątkowa, zbyt tragiczna. Harold Silver, choć jest główną postacią dramatu, tragedii, a na poły także jakiejś makabrycznej odmiany komedii – jest narratorem oszczędnym. Styl powieści jest dzięki temu surowy, suchy, niemal szorstki; jest w tym jednak ogromny urok, w tym też poniekąd drzemie siła tej powieści.

Niech będzie nam wybaczone to wciągająca, momentami nieprawdopodobna historia, która raz na zawsze odmienia życie głównego bohatera. Nie wspominam o innych, ciekawych, a występujących w tej powieści osobach, bo choć są ważne i równie niezwykłe, co Harold, to musicie poznać je sami. Niech będzie nam wybaczone – powtarza niezliczona ilość osób, od wieków. Niech będzie nam wybaczone – myślimy, kiedy wiemy, że mogliśmy postąpić lepiej. Niech będzie nam wybaczone – wpadamy czasem w pętle tych słów nawet, kiedy to co się stało, nie było do końca naszą winą. A o tym w głównej mierze jest ta powieść – o poczuciu winy i odkupieniu grzechów; poza jakąkolwiek religią i jakimkolwiek bogiem, a przed ludzkością i własnym odbiciem w lustrze. Niech będzie nam wybaczone – lecz kto nam wybaczy, skoro wszyscy prędzej czy później będziemy winni? A nikt nie kwapi się, by rzucić kamień. Czyżbyśmy zawsze zatem byli o rzut od wybaczenia?

Fot.: światksiązki.pl

 

 

 

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • Dawno żadna recenzja aż tak nie zachęciła mnie do sięgnięcia po jakąś książkę! Sylwia jak wiadomo ogólnie spoko recki piszę, ale osobiście uważam tę za jedną z jej lepszych jakie czytałem. Świetna!

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.