Pod śniegiem bez krwi – Xawery Żuławski – „Odwilż”

Nie od dzisiaj wiadomo, że kiedy coś nas boli, coś jest nie tak z naszym organizmem, coś nas niepokoi  –  to lepiej nie wpisywać tego w wyszukiwarkę. Ale i tak niemal zawsze to robimy, nie zyskując nic poza paniką i stresem, a także wiedzą o schorzeniach, o których nie mieliśmy pojęcia. Lepiej tego nie robić  –  po prostu. I podobnie jest czasami z opiniami o serialach i filmach, których seanse są jeszcze przed nami. Wiemy, że zazwyczaj nie przyniesie nam to nic pozytywnego, wiemy, że lepiej nie sugerować się czyjąś opinią  –  ale nierzadko trudno się temu oprzeć. Spotkało mnie to w przypadku serialu Odwilż  –  pierwszej polskiej produkcji od HBO Max. Co mnie podkusiło? Nie wiem. Ale natrafiłam gdzieś w sieci na określenie, jakoby produkcja czy też jej główna bohaterka miałaby być polską Mare z Easttown. Tym samym moje oczekiwana powędrowały niebotycznie wysoko, a ja nastawiłam się na coś z naprawdę wysokiej półki.

Odwilż to brudny, wilgotny, zimny, pełen zaułków i niebezpiecznych zakamarków Szczecin, który wypada tutaj bardzo korzystnie jako tło dla dziejących się wydarzeń. Miasto jeszcze nieograne, którego potencjał nie został wyeksploatowany w innych produkcjach, które się nie przejadło widzom, które ciekawi i intryguje. W dodatku jest to Szczecin nie tylko dobrze wyglądający, ale także dobrze zrobiony, dobrze pokazany i zaaranżowany.

Odwilż to nieprzyjemna sprawa kryminalna, ponieważ z rzeki wyłowione zostają zwłoki kobiety, Magdaleny Kosińskiej, która w chwili śmierci była w zaawansowanej ciąży. Ciała noworodka jednak nie odnaleziono. Odwilż to sprawa nagląca, taka, podczas której liczy się nie tylko czas, aby odnaleźć dziecko żywe, ale także presja, ponieważ zamordowana okazuje się córką prokuratora okręgowego, Michała Strzeleckiego. Odwilż to, przynajmniej w teorii, opowieść o silnej postaci kobiecej, która prowadzi to śledztwo, a która sama przeżywa traumę związaną z niedawną śmiercią męża  –  również policjanta. Choć dochodzenie w tej sprawie zostało zamknięte, wykluczono udział osób trzecich, stwierdzając samobójstwo  –  ani żona, detektyw Katarzyna Zawieja, ani jej teść, ojciec zmarłego, nie wierzą w tę wersję wydarzeń, czując, że musiało kryć się za tą śmiercią coś więcej. Odwilż to macierzyństwo, które musi ustąpić miejsca wymagającej pracy, które musi posiłkować się pomocą babci i dziadka; które tonie w wyrzutach sumienia. Zawieja ma córkę, dla której jednak nie ma czasu. Paradoksalnie próbuje zrekompensować to nie własnemu dziecku, a temu, które uparła się, aby odnaleźć. Jakby wszystkie jej błędy, które popełniła jako matka, wszystkie zawody sprawione córce, miało naprawić cudowne znalezienie zaginionego w tajemniczych okolicznościach noworodka. Życia, które od samego początku zostało wystawione na próbę. Odwilż to spojrzenie z lotu ptaka na tragedię i intrygę  –  skrojoną całkiem sprawnie, upchaną w zaułki Szczecina, ale jednocześnie niedającą takiej satysfakcji, na jaką się nastawiliśmy.

Zawieja to w moich oczach największy minus serialu, jednak w pewnym stopniu wpływ na moją opinię miało owo porównanie do Mare z Easttown, bo zderzenie tych dwóch seriali, tych dwóch bohaterek wypada druzgocąco dla polskiej produkcji HBO Max. Zawieja w teorii być może napisana została dobrze  –  mamy tu bowiem bagaż doświadczeń, traumę związaną ze śmiercią męża, w dodatku samotne wychowywanie córeczki (pod tym względem postać ta przypomina mi główną bohaterkę Kasztanowego Ludzika). Jednak w praktyce żaden z darów, jakim ta postać została obdarzona przez scenariusz, nie został wykorzystany. W efekcie Zawieja to postać płaska, z którą osobiście niełatwo mi było sympatyzować. Jej dylematy, bolesne wspomnienia i problemy nie wzbudzały we mnie wielkich emocji. Nie przekonała mnie również aktorka wcielającą się w tę postać  –  Katarzyna Wajda. Zdania co do tej roli są podzielone, a ja niestety jestem po stronie tych, którzy negatywnie oceniają występ Wajdy. Postać finalnie wypada blado, nijako, wręcz sino  –  które to określenie w przypadku tego serialu i jego klimatu ma sporo sensu. W dodatku również jako detektyw kobieta nie wypada najlepiej  –  choć widza prosi się, by uwierzył, że Zawieja to policjantka kompetentna, stabilna, profesjonalna, postępująca z rozwagą i logicznie, to jednak musimy dać jej ogromny kredyt zaufania, ponieważ jej zachowania, a także decyzje, które podejmuje (zarówno zawodowe, jak i prywatne), świadczą o czymś zgoła innym.

Niestety problem nijakości dotyczy większości postaci. Odwilż nie zagłębia się w psychikę swoich nawet najbardziej kluczowych dla fabuły bohaterów. Traktuje ich po macoszemu, przedstawia po łebkach, w efekcie więc otrzymujemy dość jednowymiarowe postaci, bez życia, bez ikry. Dialogi są sztywne, monologi w przeważającej części puste, pozbawione wyrazu, jakiejś głębi, esencji. Bohaterów widzimy jednostronnie, twórcy nie obracają ich, co najwyżej może o kilka stopni, podczas gdy widz potrzebowałby pełnego obrotu, o 360 stopni, by zobaczyć każdy aspekt, złe i dobre strony, mroczne i jasne ścieżki, jakimi podążają ich umysły. 

Z aktorstwem, poza omówioną już Wajdą, bywa różnie. Jedni wypadają lepiej, inni gorzej. Sebastian Fabijański w roli męża zamordowanej Magdaleny Kosińskiej wypada kiepsko, do bólu wręcz monotonnie, wciąż grając na jednej nucie, do przejedzenia. W jakim stopniu to kwestia poprowadzenia aktora i rozpisania postaci, a w jakim samego aktora? Nie mam pojęcia, ale bez względu na to, jego postać była sztuczna, mało wiarygodna i męcząca. Przez większość serialu bardzo dobrze wypada Bogusław Linda, który nie tylko otrzymał nieco inną postać niż te, do których nas przyzwyczaił, ale też jego bohater został poprowadzony inaczej niż ze względu na jego zawód, a także historię, moglibyśmy się spodziewać. I o ile przez większość odcinków doskonale zdało to moim zdaniem egzamin, o tyle w pewnym momencie monotonia (kolejny raz) prokuratora Strzeleckiego daje się widzowi we znaki i aż prosi, by wykrzesać z niej więcej życia. Choć aktorsko, muszę przyznać, że Linda wypadł bardzo dobrze, przy dość trudnym zadaniu, bo emocje jego postaci cały czas są tłumione, nie doczekując się żadnej kumulacji, żadnej erupcji, która często bywa numerem popisowym aktora. Andrzej Grabowski i Ewa Skibińska przekształcili materiał, który otrzymali, w coś całkowicie poprawnego. Pozytywnie oceniam role Cezarego Łukaszewicza (Radwan) i Bartłomieja Kotschedoffa (Trepa)  –  bo to nieliczne postaci, którym byłam w stanie uwierzyć, które wypowiadały swoje kwestie tak, jakby faktycznie je mówili, a nie odczytywali. Nawet ich „kurwy” (rzucane w serialu na prawo i lewo) brzmiały naturalnie.

Odwilż to świetne zdjęcia, muzyka, klimat i czołówka. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości i muszę przyznać, że pod tym względem zostałam pozytywnie zaskoczona. Atmosfera od pierwszego do ostatniego odcinka jest ciężka, wilgotna, zimna  –  odpowiada temu Szczecinowi, który widzimy, który wchłania swoich bohaterów w swoją sieć. Zdjęcia Tomasza Naumiuka są klimatyczne, a częste ujęcia z lotu ptaka stoją w kontrze do nieprzyjemnych i ciasnych zakamarków miasta. Muzyka, za którą odpowiada Łukasz Targosz, rewelacyjnie podbija klimat budowany już w czołówce, a ta (prym wiedzie tu When the Party’s Over Billie Eilish) jest bez dwóch zdań świetna, iście światowa, dopracowana w każdym calu i  –  niestety  –  lepsza niż sam serial. Jedynym problemem jest dźwięk, który  –  kolejny już raz  –  sprawił, że musiałam włączyć napisy, aby nie stracić nic z tego, co mówią bohaterowie. Dotyczy to głównie Katarzyny Wajdy, która w wielu scenach wręcz mamrotała, uniemożliwiając mi zrozumienie jej kwestii.

Odwilż to niezła intryga, całkiem ciekawa i sprawnie napisana (do pewnego momentu) historia z niestety płaskimi bohaterami, nierówną grą aktorską (lub po prostu częściowo kiepskim castingiem?). Jednak przy wszystkich zaletach samej historii i tego, że w pewnych aspektach wymyka się utartym schematom i nie zawsze idzie w stronę, której spodziewamy się, będąc już obytymi z tego typu produkcjami  –  Odwilż cierpi na pozbawione logiki wątki, które nijak nie spajają się z finałem historii. Zachowania bohaterów nie zostają przeanalizowane, nie mamy ich zrozumieć, a jedynie przyjąć do wiadomości. Pewne rzeczy są nam rzucane w formie przynęty, ale nie składają się w spójną całość, nie trzymają się przysłowiowej kupy. Pod pewnymi aspektami więc Odwilż jest jakościowym produktem, którego nie wstyd puścić w świat (na którym już zdobywa szerokie grono widzów), jednak na innych frontach zawodzi aż za bardzo, zwłaszcza w zderzeniu ze świetnie zrealizowaną stroną techniczną. Finał serialu nie wzbudził we mnie większych emocji, a w kryminałach powinien być to najmocniej trzymający w napięciu epizod  –  ten, którego nie chcemy zastopować ani na sekundę, trzymając się kurczowo fotela. Niestety Odwilż nas tego pozbawia, podobnie jak większych zaskoczeń czy głębi.

Odwilż nie jest złym serialem, ale niestety przeciętnym, w którym bardzo nierówno rozkładają się siły. Tak, jakby całe serce zostało włożone w zdjęcia, muzykę, czołówkę, a zabrakło go już niestety dla dialogów, które bywają sztuczne i drętwe, a także dla  –  co boli najbardziej  –  bohaterów. Odwilż nie daje nam postaci z krwi i kości. Kiedy roztapia się śnieg, spod niego wyziera rozpisana punkt po punkcie sucha, surowa historia, nie uświadczymy tam ciepłej skóry, pod którą odznaczają się żyły. Nie ma tam krwi, bicia serca. Odwilż nie przynosi ocieplenia. Śnieg topnieje, ale pod nim nie ma nic, co zatrzymałoby nasz wzrok na dłużej. Nic, na co tak długo czekaliśmy, obserwując topniejący płatek po płatku. 

Serial Odwilż obejrzycie na HBO MAX

odwilż

Overview

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.