Muzyka,Relacje,Wydarzenia

OFF FESTIVAL KATOWICE 2019: Niemoc na Scenie Leśnej, mroczny Lebanon Hanover, przebojowy Jarvis Cocker – dzień pierwszy, 2 sierpnia [relacja]

OFF Festival to wydarzenie, które wymyka się wszelkim ramom, opierając się na dźwiękach, których jednoznacznie nie da się sklasyfikować i z line-upem ułożonym tak, by sprzyjać odmiennym doznaniom muzycznym. Perfekcyjna organizacja jak zwykle pozostawia jedyną kwestię, z którą można się borykać, czyli: który zespół wybrać? Ze względu na bliskość poszczególnych scen istnieje jednak szansa, by dźwiękową podróż ułożyć w sposób sprzyjający usłyszeniu każdego z listy ulubieńców, choćby przez chwilę. Tegoroczni artyści to między innymi: Foals, Suede, Jarvis Cocker introducing JARV IS…, Stereolab, Tęskno, Jakuzi, Trupa Trupa. Pierwsza edycja festiwalu odbyła się w roku 2006 na terenie kąpieliska „Słupna” w Mysłowicach, a od roku 2010 wydarzenie to gości w Katowicach. Dyrektorem artystycznym OFF Festivalu jest Artur Rojek, który dba o to, by fani szeroko pojętej alternatywy doświadczali niesamowitych muzycznych emocji. Warto wspomnieć, iż OFF został umieszczony na liście 10 najlepszych festiwali muzycznych w Europie według brytyjskiego Guardiana. Postaram się przybliżyć Wam to, co działo się podczas czternastej edycji, podtrzymując opinię, iż Guardian się nie mylił.

Swoją offfestivalową podróż rozpoczęłam w tym roku od odwiedzenia Sceny Leśnej, na której pojawili się: Radek Reguła, Filip Awłas oraz Michał Drozda, czyli grupa Niemoc. Początkowo usłyszeć można było chyba najpopularniejszy ich utwór, Przekątne, ale na setliście poza materiałem z EPek zagościł ten z najnowszej płyty Baśnie, wydanej w kwietniu. Mogliśmy usłyszeć między innymi utwór 144p, do którego teledysk nakręcony został telefonem czy Miss Żużla. Co ciekawe, artyści wystąpili w kolorowych koszulach, które pojawiają się w klipie do drugiego z wymienionych utworów. Dźwięki syntezatora i gitar przeniosły festiwalowiczów do lat 70. i 80., a Michał z gitarą zszedł ze sceny do publiczności, co spotkało się z dużym entuzjazmem.

Największe wyzwanie, jakie musi podjąć każdy uczestnik festiwalu (poza gromadzeniem sił do uczestniczenia w nim od początku do końca) to dokonywanie wyborów, na czyje koncerty się wybrać. Wtedy, kiedy wybór okazywał się zbyt trudny, starałam się dzielić czas koncertów tak, by odwiedzić różne sceny i usłyszeć choćby dwa utwory danego artysty.

Po siedemnastej na Scenie Trójki zagościło Trio Jazzowe Marcin Maseckiego, grające – jak określił to sam Masecki – kompozycje inspirowane płaczem oraz bieganiem. Piotr Domagalski zagrał po raz pierwszy publicznie na bałałajce kontrabasowej, a za perkusję odpowiadał Jerzy Rogiewicz. W tym samym czasie na scenie głównej pojawili się bracia: Łukasz, Szczepan i Nikodem Pospieszalscy, pod nazwą Santabarbara łączący brzmienia syntetyczne z akustyczną perkusją i wokalem. Inspirujący się twórczością Jamesa Blake’a, Radiohead, Metronomy, The Beatles oraz muzyką elektroniczną i techno, stworzyli przyjemne okoliczności dla odpoczynku na trawie.

Na tej samej Scenie Perlage zagościł później Pablopavo i Ludziki z Naprawdę Dużym Zespołem. Paweł Sołtys kryjący się pod pseudonimem Pablopavo podkreślił, iż ich muzyka jest dla wszystkich, łącznie z hipsterami, a jako zespół mają okazję grać ją obecnie na wielu festiwalach. Artysta snuł jak zwykle ciekawe opowieści, którym towarzyszyło instrumentalne tło (saksofon, klarnet, skrzypce, klawisze, gitary, perkusja).

Pod namiotem Sceny Eksperymentalnej odbył się koncert duetu Lebanon Hanover, tworzonego przez Larissę Iceglass i Williama Maybelline’a, którzy pojawili się na scenie przy akompaniamencie intra z Archiwum X. Ich muzyka w nieco gotyckiej, post-punkowej estetyce stworzyła niepowtarzalny klimat – taki, jaki można sobie wymarzyć, odsłuchując ich płyt. Mroczne wokale oraz ostre gitary, zimnofalowe brzmienia, oszczędność w ruchach scenicznych i powściągliwość malująca się na twarzach – oto podsumowanie tego występu. Gitarom na scenie towarzyszył też wiszący talerz, przypominający wyglądem znak drogowy, wydający metaliczny dźwięk podczas uderzeń w niego przez Williama. Rozbrzmiały między innymi Gallowdance Totally Tot, ale zabrakło chociażby Favorite Black Cat. Podczas pokoncertowej rozmowy artyści przyznali, iż koncerty festiwalowe rządzą się swoimi prawami, przez co musieli zmieścić się z występem w pięćdziesięciu minutach i dlatego też fani nie mogli liczyć na bis. W tym samym czasie trwał występ The Comet Is Coming, którego niestety nie zobaczyłam, ale wieść festiwalowa głosi, iż kosmiczny jazz wybrzmiewał wyjątkowo.

W tegorocznej Kawiarni Literackiej hasłem przewodnim spotkań było sformułowanie „dlaczego?”. Pytania dotyczyły spraw prostych i ważnych: ekologii, przedmiotów wokół nas, muzyki i literatury. O 19:20 odbyła się dyskusja Dlaczego historia kobiet?, w której uczestniczyły: Joanna Ostrowska i Joanna Kuciel Frydryszak.

Durand Jones & The Indications na głównej scenie informowali słuchaczy: Hello, we are here for the first time and we love you! Były zaproszenia do tańca, świetny kontakt z publicznością, zabawa pod sceną i na scenie oraz gromkie brawa. A wszystko to wiem, gdyż opuściłam namiot Sceny Trójki/Tauron, w którym występowała wyczekiwana przeze mnie Aldous Harding. Swój występ rozpoczęła rozczarowująco – nad wyraz spokojnie i nieco sennie. Między utworami słyszalna była cisza świadcząca o ograniczonym kontakcie z odbiorcami. Ożywienie nastąpiło przy utworze Designer, ale Zoo Eyes (a większość utworów pochodziła z jej najnowszej płyty Designer) zagwarantował powrót do marazmu. Artystka wydawała się zastygła na scenie, i mimo, iż jej głos miał możliwość wprawienia w zachwyt, przeciwdziałała temu płynąca ze sceny apatyczność. Festiwalowicze opuszczali okolicę sceny komentując ten fakt z żalem – przytoczę trzy zasłyszane zdania: “słabe, nawet jak dla mnie”, “takich smętów to ja nie słucham”, “na kompie brzmiało lepiej”. Na widowni z pewnością znaleźli się również entuzjaści teatralnej formuły koncertu; do tej grupy jednak nie należałam, mimo iż muzykę Aldous bardzo cenię.

Na Scenie Dr. Martens o 22:30 swój akustyczny set zagrała Niemoc, a rozmawiając wcześniej z chłopakami dowiedziałam się, że w takiej formule występują po raz pierwszy. Wybrzmiały chociażby Alkohole, Korzyści oraz Miss Żużla.

Jako ostatni na Scenie Perlage wystąpił Jarvis Cocker – były lider grupy Pulp i legenda brit-popu, prowadzący audycję w BBC 6, artysta o muzycznej wszechstronności oraz błyskotliwości tekstów. W trakcie koncertu prowadził monolog skierowany do publiki, wplatając w niego próby wymawiania zdań po polsku, włącznie z tłumaczeniem tytułów swoich piosenek. Ze sceny rzucał też pierniczkami, uzasadniając swój ruch stwierdzeniem, iż jest po północy (najpierw zerknął na zegarek), a ludzie po całym dniu festiwalu na pewno są głodni. Dodał również, że fundamentalną oznaką cywilizacji jest zdolność dzielenia się z innymi, do czego namawiał. W pewnym momencie zszedł do publiczności i zadawał wybrańcom pytania dotyczące tego, czego się boją. Być może performance ze szczyptą ironii, który przygotował niektórzy uznawali za zbędny, mając większą ochotę na słuchanie repertuaru zespołu JARV IS, ale warto przyznać, iż całość wypadła interesująco. Ogromna charyzma sceniczna muzyka przemawiała za stwierdzeniem, iż czerpał on to, co najlepsze z postaci Nicka Cave’a (z wyróżnieniem melorecytacji), Davida Bowiego oraz Davida Byrne’a (energia na scenie). Pod koniec show wybrzmiało House Music oraz Homewrecker!, w trakcie którego publiczność miała tańczyć naśladując ruchy Jarvisa. Było to fenomenalne zwieńczenie pierwszego dnia OFF Festivalu 2019.

 

DZIEŃ DRUGI, 3 SIERPNIA [RELACJA]

DZIEŃ TRZECI, 4 SIERPNIA [RELACJA]

 

Z Katowic relacjonowała Małgorzata Kilijanek.

Fot.: Małgorzata Kilijanek

Podobne wpisy:

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty, filmy psychologiczne oraz kino niezależne. Muzycznie - głównie brzmienia alternatywne. W literaturze najczęściej wybiera powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami i relacjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury. Kontakt: gosia@gloskultury.pl

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *