Nasze Królestwo

Ojciec, córka i grzechy przeszłości – Julien Colonna – „Nasze królestwo”

Czy kino gangsterskie jest w stanie jeszcze czymś nas zaskoczyć? Czy można opowiedzieć historię o mafii w sposób świeży i poruszający, kiedy wydaje się, że temat ten przerobiono już na wszystkie sposoby? Nasze królestwo w reżyserii Juliena Colonny udowadnia, że tak. Co więcej, dowodzi tego na przekór wakacyjnemu sezonowi filmowemu zdominowanemu przez głośne blockbustery – cichą, kameralną opowieścią rozgrywającą się z dala od hollywoodzkiego zgiełku. Na wstępie warto zaznaczyć, że polskim dystrybutorem filmu jest Aurora Films, a portal Głos Kultury objął nad nim patronat medialny. Cieszy nas to tym bardziej, że dzięki temu rodzimi widzowie mają szansę zobaczyć w kinach ambitne europejskie kino, które wymyka się sztampowym schematom gangsterskiego gatunku.

Julien Colonna zabiera nas na słoneczną Korsykę połowy lat 90., gdzie w malowniczych krajobrazach toczy się mroczna historia o winie, karze i rodzinnych więzach. Główną bohaterką Naszego królestwa jest piętnastoletnia Lesia (debiutująca Ghjuvanna Benedetti), której beztroskie lato zostaje przerwane przez powrót dawno niewidzianego ojca. Saveriu (Saveriu Santucci) pojawia się ponownie w życiu córki i żony jako charyzmatyczny, ale niebezpieczny mężczyzna uwikłany w bezsensowną spiralę mafijnych porachunków. Od pierwszych scen czuć, że wraz z nim na wyspę wracają dawno pogrzebane sekrety i widmo przemocy. Między ojcem a córką szybko odżywa więź – pełna czułości i tęsknoty – lecz nad tym emocjonalnym ciepłem nieustannie wisi cień gangsterskich porachunków. Lesia, dotąd trzymana z dala od brutalnej rzeczywistości, zostaje mimowolnie wciągnięta w świat, w którym śmierć bywa codziennością. Z każdą kolejną sceną granica między rodzinną lojalnością a paraliżującym strachem zaczyna się zacierać.

Nasze królestwo podejmuje tematy lojalności, dziedziczenia win oraz dorastania w cieniu przemocy. Colonna proponuje jednak świeże spojrzenie na kino gangsterskie – zamiast epatować przemocą czy kopiować znane motywy ojców chrzestnych i sycylijskich donów, filtruje mafijną rzeczywistość przez wrażliwość nastoletniej dziewczyny. To dzięki takiej perspektywie świat przestępczy staje się jedynie tłem dla opowieści o dojrzewaniu, poszukiwaniu tożsamości i trudnych wyborach moralnych. Historia Lesii balansuje więc między dramatem kryminalnym a kameralnym portretem rodziny. W centrum uwagi pozostaje złożona relacja ojca i córki – relacja naznaczona sprzecznościami: oparta na miłości i czułości, a równocześnie skażona niebezpiecznymi uwikłaniami. Colonna z dużą empatią ukazuje mężczyznę rozdartego między ojcowską miłością do dziecka a lojalnością wobec brutalnych reguł świata, którego sam jest częścią i z którego nie potrafi się uwolnić. Dzięki temu otrzymujemy jeden z ciekawszych w ostatnich latach filmowych portretów emocjonalnej relacji w realiach gangsterskich.

Na szczególne uznanie zasługuje dojrzałość, z jaką debiutujący reżyser prowadzi tę historię. Nasze królestwo nie uderza w wysokie tony ani nie szokuje przemocą – zamiast tego buduje napięcie poprzez niedopowiedzenia, symbolikę i duszny klimat. Colonna rezygnuje z typowych fajerwerków gatunkowych, stawiając na powolne odsłanianie kolejnych kart opowieści. Są tu sceny o niemal rytualnym znaczeniu (jak choćby pozornie zwyczajne polowanie), które nadają wydarzeniom głębszy, metaforyczny wymiar. Akcja toczy się w rytmie leniwego, upalnego dnia – film ma kontemplacyjny charakter i wymaga od widza cierpliwości, ale jednocześnie wciąga podskórnym napięciem. Reżyser z wyczuciem unika popadania w melodramat; nawet najbardziej dramatyczne chwile obserwujemy niejako z dystansu, co paradoksalnie potęguje ich wiarygodność. Dzięki temu surowemu, powściągliwemu stylowi brutalność świata przedstawionego odczuwamy równie mocno, jak gdyby była pokazana wprost, choć tak naprawdę pozostaje ona w dużej mierze poza kadrem.

Niezwykle ważnym „bohaterem” filmu jest sama Korsyka. Sceneria korsykańskiej prowincji – skąpana w letnim słońcu, a jednocześnie pełna cieni i tajemnic – buduje unikatowy nastrój Naszego królestwa. Surowe piękno wyspy kontrastuje z duszną atmosferą przemocy czającej się tuż pod powierzchnią codzienności. Zdjęcia urzekają naturalnością: kamera zdaje się podpatrywać bohaterów, oddając zarówno majestat górskich pejzaży, jak i intymne emocje malujące się na twarzach postaci. Powolny montaż i stonowana kolorystyka sprawiają, że narastające napięcie wyczuwamy niemal fizycznie – bez potrzeby uciekania się do gwałtownych zwrotów akcji. Klimat filmu jest wręcz namacalny: dzika przyroda staje się niemy świadkiem rodzinnego dramatu, a miejscowa kultura i język nadają całości autentyczny koloryt. Co istotne, Colonna zdecydował się obsadzić większość ról lokalnymi, nieprofesjonalnymi aktorami. Okazało się to strzałem w dziesiątkę – wykonawcy ci emanują naturalnością i prawdą, jakiej nie sposób podrobić. Dialogi wypadają niezwykle wiarygodnie, gesty bohaterów są niewymuszone, dzięki czemu widz ma wrażenie obcowania nie z fikcją, lecz z wycinkiem rzeczywistości.

Choć fabularnie Nasze królestwo porusza się po dość znajomym terytorium (mafijne porachunki i rodzinne tragedie to tematy wielokrotnie eksploatowane w kinie), to jednak sposób, w jaki Colonna opowiada swoją historię, nadaje jej świeżość. Niektórzy widzowie mogą doszukiwać się tu echa klasyki w rodzaju Ojca chrzestnego – w końcu to opowieść o dziedzictwie zbrodni i konflikcie między lojalnością wobec rodziny a własnym sumieniem. Sam reżyser wyrasta z kultury korsykańskiej, co nadaje filmowi autentyczności podobnej do tej, jaką Coppola wniósł do sagi rodu Corleone. A jednak Naszemu królestwu bliżej do kina kontemplacyjnego niż gangsterskiej epopei – bliżej mu do europejskiego dramatyzmu niż hollywoodzkiego rozmachu. Pojawiły się również głosy porównujące emocjonalny rdzeń filmu do zeszłorocznego Aftersun – ze względu na wnikliwy portret relacji rodzica z dorastającym dzieckiem. Owszem, Colonna podobnie jak Charlotte Wells stawia na subtelność i niewypowiedziane na głos emocje, ale finalnie opowiada zupełnie inną historię i czyni to na własnych warunkach. Nasze królestwo to film czerpiący z bogatej tradycji kina gangsterskiego, a jednocześnie na swój sposób odcinający się od tej tradycji.

Przyznam, że seans filmu Colonny był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Mimo dość przewidywalnej osi fabularnej ani przez moment się nie nudziłem – w czym zasługa zarówno świetnej realizacji, jak i zaangażowania aktorów. To dojrzale zrealizowany debiut, w którym osobista perspektywa reżysera spotyka się z autentyzmem obsady i wyrazistym klimatem korsykańskiej prowincji. Od strony artystycznej Nasze królestwo zasługuje na wysokie noty: jest bardzo dobrze zagrane, naturalnie napisane i pieczołowicie sfilmowane. Owszem, sama tematyka „grzechów ojców” i gangsterskich porachunków może sprawiać wrażenie ogranej, a scenariusz nie oferuje rewolucji – jeśli ktoś liczy na nagłe zwroty akcji lub nowatorskie podejście do mafijnej legendy, może poczuć niedosyt. Jednak pomimo tej przewidywalności film mocno broni się emocjami i klimatem. Colonna pokazuje, że w znanej formule potrafi znaleźć osobisty, szczery ton i przekuć prywatne doświadczenia w uniwersalną opowieść o rodzinie, lojalności i dojrzewaniu.

Nasze królestwo to kino skromne, ale wyjątkowo poruszające. Julien Colonna udowodnił, że nawet opowiadając historię zakorzenioną w gangsterskich realiach, można stworzyć dzieło wrażliwe i nieoczywiste. Jego film angażuje szczerością i atmosferą, zostawia widza z refleksjami i – co najważniejsze – z autentycznymi emocjami. Jak na debiut, jest to rzecz imponująco dojrzała.

Fot.: Aurora Films 

Nasze Królestwo

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *