Komiksy,Recenzje

Marchew tkwi w szczegółach – Loïc Jouannigot – „Opowieści z Bukowego Lasu – 1 – Urodziny” [recenzja]

Mój Pierwszy Komiks to wyjątkowa seria od wydawnictwa Egmont. Z jednej strony bowiem komiksy kojarzą się z młodszymi czytelnikami, ale wbrew pozorom rynek obfituje w publikacje dla w pełni dorosłych czytelników, ewentualnie nastolatków. Pozycje przeznaczone dla najmłodszych, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z czytaniem i literaturą w ogóle to w świecie komiksu wcale nie tak często spotykane zjawisko. Po pierwszych tomach serii: Pan Borsuk i pani Lisica, a także W cieniu drzew, z ciekawością sięgnęłam po kolejną opowieść dedykowaną kilkulatkom. Tym razem Egmont zaprasza do zapoznania się z rodziną uroczych królików mieszkającą w bajkowym domku. Pierwszy tom serii Opowieści z Bukowego Lasu zatytułowany został Urodziny.

Na samym początku, jak przystało na pierwsze spotkanie, autor komiksu zapoznaje nas z najważniejszymi bohaterami opowieści. Jeszcze zanim więc na dobre zacznie się opowieść, możemy dowiedzieć się, kto jest kim w rodzinie królików, co znacznie ułatwi młodemu czytelnikowi lekturę. A w razie zagubienia lub pomyłki – zawsze będzie można cofnąć się do pierwszych stron i wszystko jeszcze raz sprawdzić. Dowiadujemy się dzięki uroczym ilustracjom i podpisom, że rodzinę tworzą: Ciocia Cynia (ubrana jak typowa ciocia i krzątająca się po kuchni; opiekuje się królikami, ponieważ ich mama została zabita przez myśliwych – tak, to może być pierwszy szok dla małego czytelnika), tata Narcyz Rabatek (utalentowany stolarz) i piątka dzieci: Bratek (najstarszy i pomysłowy), Koniczynek (artystyczna dusza), Różyczka (jedyna siostra), Bławatek (sportowiec) i wreszcie Stokrotek (najmłodszy z rodzeństwa).

To właśnie najmłodszy Stokrotek jest głównym bohaterem opowieści, bo to właśnie ten Króliczek, który nie rozstaje się z Pajacykiem, swoją niebieską przytulanką, obchodzi urodziny. Cała rodzina pragnie wyprawić mu przyjęcie niespodziankę, ale aby to się udało, trzeba czymś zająć Stokrotka na cały dzień. Na szczęście jubilat uwielbia spędzać czas w wielkim, pięknym ogrodzie, a tak się składa, że w ogrodzie tym, pełnym warzyw i owoców, zawsze jest również mnóstwo do zrobienia. Stokrotek zostaje więc na niemal cały dzień wysłany z misją pracy wśród grządek, a towarzyszyć ma mu Bławatek, którego zdaniem jest dopilnować, by główny gość przyjęcia, nie zjawił się w domu za wcześnie. Kiedy dwaj najmłodsi bracia spędzają pracowity dzień na świeżym powietrzu, reszta rodziny przygotowuje wyjątkowe przyjęcie. Ciocia Cynia zajmuje się pichceniem przepysznych smakołyków, tata majstruje coś w swoim warsztacie – zapewne jakiś niezwykły prezent dla syna – a Różyczka, Bratek i Koniczynek udają się do sklepu po wszystko, co będzie potrzebne na przybycie gości i samego Stokrotka, a potem sami muszą wymyślić jakiś podarunek dla brata.

Urodziny to bogata w zwierzęcych bohaterów i przeróżne wydarzenia z ich życia opowieść, która toczy się w ciągu jednego dnia – towarzyszymy rodzinie Rabatków od rana do późnego wieczora. W króliczym domku i ogrodzie każdy ma jakieś ważne zadanie do zrobienia – dzięki temu wszystko, w tym większość zaplanowanych rzeczy idzie sprawnie i zgodnie z planem. Wszyscy pomagają sobie nawzajem i choć komiks nie epatuje wyznaniami miłości, to czuć na każdej planszy, że wszyscy w rodzinie Rabatków się kochają i pomagają sobie nawzajem. Każdy pragnie dać Stokrotkowi coś od serca, coś, z czego Królik się ucieszy i w co oni włożą sporo pracy. Ciocia Cynia dokłada więc wszelkich starań, by przyjęcie wyszło wspaniale, rodzeństwo wpada na pomysł, aby stworzyć własnoręcznie książkę o przygodach… nie kogo innego, jak właśnie ich brata Stoktrotka. A Narcyz Rabatek, czyli króliczy tata, no cóż… to niespodzianka, ale nie ulega wątpliwości, że robi wszystko, aby jego najmłodszy syn był zadowolony. Bo kiedy się kogoś kocha, chce się sprawić mu mnóstwo radości. Urodziny podkreślają, że szczęście można czerpać nie tylko z otrzymywania prezentów, ale także (a czasami tym bardziej!) z ich tworzenia i wręczania. Uśmiech na twarzy obdarowanej osoby wynagradza cały trud, jaki wkładamy w przygotowania.

Opowieści z Bukowego Lasu pierwszym tomem Urodziny rozpoczynają, wydaje się, ciekawą, ale i szaloną serię, w której dziać się będzie bardzo wiele. Nie ma tu czasu na nudę, a komiks uczy młodego czytelnika podzielności uwagi i zapamiętywania, ponieważ akcja podzielona jest na dwa wątki. Jednym z nich jest bowiem praca Stokrotka i Bławatka w ogrodzie, a drugim to, co dzieje się u reszty rodziny, podczas przygotowań do przyjęcia. Akcja raz na jakiś czas przeskakuje z jednego wątku do drugiego, co może być ciekawym zabiegiem dla młodego czytelnika. To kolejna już opowieść z serii Mój Pierwszy Komiks, w której bohaterami są zwierzęta, a ja nieustannie jestem zwolenniczką takiej personifikacji i uważam, że wszystko, co uczy małego człowieka, że zwierzęta są pod wieloma względami podobne do ludzi (nawet hiperbolizując to i tworząc bajki), okaże się prędzej czy później pożyteczne. Zresztą dzieci uwielbiają opowieści, w których to zwierzęta wszelkiej maści przeżywają różne przygody, a Króliki w wykonaniu Jouannigota są przesympatyczne i nie będą miały problemu z tym, żeby skraść niejedno serce.

Loïc Jouannigot stworzył swoje Opowieści z Bukowego Lasu przede wszystkim jako przepiękne widowisko wizualne, w którym główni króliczy bohaterowie to tylko jeden z elementów, za pomocą którego objawia swój talent. Kreska rysownika jest miękka i obła, co idealnie pasuje do historyjki dla dzieci. Kolory są na większości plansz stonowane i kojące dla oczu. To, co jednak najbardziej zwróciło moją uwagę i za co artyście należą się największe pochwały, to ilość szczegółów, jakie zawarł na ilustracjach zdobiących Urodziny. Jedną sprawą jest mnogość elementów i detali, które nasze oczy znajdą w ogrodzie, warsztacie króliczego taty czy w kuchni, po której krząta się ciocia Cynia. Wśród nich wymienić należy też urocze myszki, które na niektórych planszach można zwyczajnie przegapić, jeśli nie poświęcimy kadrom zbyt wiele uwagi. Byłaby to naprawdę wielka szkoda, bo myszki zapełniają Opowieści z Bukowego Lasu w zabawny i rozbrajający sposób, pojawiają się tu i tam, stanowiąc nieodłączny element każdego pomieszczenia. W warsztacie stolarskim niosą małą piłkę, w kuchni kucharzą w pocie czoła, w ogrodzie dbają o nawodnienie warzyw, w pokoju, niemal niezauważalne, rysują w swoim małym szkicowniku. Słowem – towarzyszą bohaterom w ich codziennych czynnościach. Rysownik nie zapomina o najmniejszych nawet mieszkańcach Lasu, co objawia się czasami w zupełnie niespodziewanej postaci, jak na przykład wtedy, kiedy wzdłuż grządek w ogrodzie przechadza się para ślimaków, a jeden z nich trzyma nad sobą mikroskopijną parasolkę. Drugą sprawą jest natomiast żartobliwe i pomysłowe umieszczanie symbolu marchewki niemal w całym domu rodziny Rabatków. Szczeble płotu okalającego domek królików mają kształt marchewek, poręcz schodów w środku ozdobiona jest ornamentami w kształcie marchewek, żyrandol ma wzór marchewek, zamek w drzwiach wygląda jak marchewka, sztućce, którymi ciocia Cynia miesza sałatkę, przypominają marchewki, uchwyt jednej z maszyn w warsztacie wygląda jak marchewka, przyrząd do mierzenia również. Nawet część dymków wskazująca na to, kto wypowiada daną kwestię, jest w kształcie marchewki (na co sama zwróciłam uwagę dopiero za drugim razem). Naprawdę warto poświęcić czas na to, aby z uwagą przyjrzeć się ilustracjom, bo wielu rzeczy nie dostrzeżemy podczas pierwszej lektury, a jest to ogromna zaleta Opowieści z Bukowego Lasu.

Urodziny to urocza, pełna pomniejszych akcji opowieść o rodzinie królików, które bardzo się kochają i okazują sobie to uczucie na wiele różnych sposobów. Możemy się od nich nauczyć, że obdarowywanie może dawać więcej radości niż dostawanie, że obietnice to poważne sprawy i należy ich dotrzymywać, i że każdy w rodzinie jest w jakimś stopniu odpowiedzialny za wspólne szczęście i powodzenie przeróżnych planów. Natomiast fantastyczna, drobiazgowa i misterna wręcz strona wizualna komiksu może nauczyć zarówno młodszych czytelników, jak i starszych spostrzegawczości i uważności nie tylko w czytaniu, ale właśnie w oglądaniu komiksów. Wierzę, że Opowieści z Bukowego Lasu mają w kolejnych tomach jeszcze wiele do zaoferowania i że rodzina Rabatków dopiero się rozkręca. Stosunkowo prosta historia i dialogi, połączone z energią, dynamiką i przyciągającymi uwagę ilustracjami z pewnością przyciągną niejednego młodego pasjonata powieści graficznych.

Fot.: Egmont

Podobne wpisy:

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *