Życie i śmierć na Drodze Umarłych

Ostatnie szaleństwo Stalina – Tomasz Grzywaczewski – Życie i śmierć na Drodze Umarłych [recenzja]

Siedemset kilometrów torów okupionych bezsensownym cierpieniem dziesiątków tysięcy niewolników. Marzenie Stalina porzucone w dniu jego śmierci. Otoczony przez nieprzebyte bagna i lasy upiorny pomnik samodzierżawia czerwonego cara. Nazywany Martwą Drogą albo Drogą Umarłych. Dziś pozostały po niej nadgryzione zębem czasu baraki, pojedyncze wieżyczki strażnicze, porozrzucane aluminiowe miski i zgniłe buty. Tajga skrywa jeszcze wygięte szyny i zardzewiałe lokomotywy. Oto przedmioty przypominające przerażającą prawdę o Syberii. Ich śladem ruszył Tomasz Grzywaczewski wraz z ekipą filmową, w skład której wchodzili: Anna Hyman, Łukasz Orlicki, Maciej Cypryk oraz Marek Kozakiewicz. Na miejscu dołącza do nich Dima, bez którego nie daliby sobie rady. Wspólnie zapuszczają się tam, gdzie ziemia jest nieludzka, a wysiłek wielokrotnie był okupiony śmiercią. Ścigają się z czasem. Po pierwsze dlatego, że przeszłość zdaje się zamykać przed nimi swe podwoje. Wiele ówczesnych obozów przekształconych zostało w bazy geologów, których zadaniem jest poszukiwanie złóż ropy i gazu. W ten oto sposób przeszłość styka się z teraźniejszością. Po drugie dlatego, że blokady mnożone przez rosyjskie władze utrudniają poszukiwanie śladów świata opartego niegdyś na chaosie i terrorze. Książka Życie i śmierć na Drodze Umarłych pozostawia nas jednak ze sporym niedosytem, mimo że początkowo rozbudziła oczekiwania. Odnosi się wrażenie, że autor skupił się głównie na bezsensownej inwestycji. Ponadto, próbuje udowodnić, że Syberia to w dalszym ciągu miejsce, w którym toczy się życie, i które może się rozwijać.

Według legendy nazwa Magistrali Kolejowej wzięła się od ponurej praktyki administracji obozowej. Gdy któryś z więźniów umarł podczas robót, nie przejmowano się pochówkiem. Jego dogorywające ciało wrzucano do nasypu. Tym sposobem każdy podkład leży na kościach. Podobne praktyki stosowane były podczas budowy  Federalnej Autostrady Kołyma z Magadanu do Jakucka. Dla mieszkańców droga martwa jest również technicznie – bo niedokończona. W ramach robót ziemnych przekopano 22 miliony 400 tysięcy metrów sześciennych gruntu, wykonano 70 tysięcy metrów sześciennych pomocniczych prac murarskich wszystkich typów, wykorzystano 43 tysiące 400 metrów sześciennych rusztowań budowlanych, do stawiania mostów zużyto 14 tysięcy 500 ton stali. Koszt całego przedsięwzięcia oszacowano na 40 miliardów rubli, czyli ok 10 miliardów dolarów (…) Brakuje tylko jednej informacji: liczby bezimiennych ludzi z napisem na plecach „z/k”- „zakluczonnyj”.

Tych, którzy przeżyli katorżniczą pracę, jest niewielu. Wśród nich czterej świadkowie, z którymi rozmawiał autor. Jeden z nich, Wiesław Krawczyński, wydał wspomnienia: Przez tundrę i tajgę po sowieckich łagrach. Jest przewodniczącym Rady Naukowej Zarządu Głównego Związku Sybiraków. Za przynależność do wrogiej wobec ZSRR organizacji podziemnej skazano go na dziesięć lat poprawczego obozu pracy. W więzieniu spędził rok. Pamiątką z tamtych czasów jest serce z czarnego chleba i wspomnienie paczki, której wnętrze – puszka smalcu – zawierało 4 Ewangelie Pana Naszego Jezusa Chrystusa, przebite nożem przez strażników podczas sprawdzania przesyłki. Nie wszyscy jednak pogodzili się z losem. Znaleźli się i tacy, którzy próbowali uciec. Zaznaczyć należy, że wartownicy nie dawali sygnałów ostrzegawczych. Strzelali od razu do ludzi. W tym pasmie śmierci można zabijać bez uprzedzenia. Jedną z najstraszniejszych tortur w GUŁagu stosowaną wobec schwytanych zbiegów było przywiązanie nagiego człowieka do drzewa i pozostawienie go na godzinę, dwie, trzy, dwanaście. W zależności od tego, czy zadecydowano o jego śmierci, czy nie. Po kilkunastu godzinach bowiem więzień umierał w męczarniach, przez tysiące owadów, które wysysały krew. Niewyobrażalnym jest, że ludzie w mundurach znęcali się nad swym bliźnim, że kazali tysiącom współbraci umierać z głodu w lasach pełnych pożywienia. Niszczyli groby, a szamanów i starszyznę plemienną wsadzali do łagrów. A jednak – taki los człowiek zgotował człowiekowi, co zostało dobrze ujęte w reportażu Życie i śmierć na Drodze Umarłych.

Syberia poraża jednak tym, że trwa prawie nieporuszona. Niemal zatrzymana w kadrze. Odporna na upływający czas. Mówi się, że jest nieprzychylna gatunkowi ludzkiemu. Skuta lodem, pokryta śniegiem, pełna dzikich zwierząt. Jednak ludzie żyją tam w harmonii z miejscem, mimo że nie mogą decydować sami o sobie – bo końcowe zdanie zawsze należy do natury. Żyją odcięci od cywilizacji i potrafią docenić tę samotność. Gdy dopada ich melancholia, smutki topią w trunkach. Są praktyczni, przepełnieni mentalnością syberyjską doskonale przedstawioną na przykładzie lokalnego przewodnika Dimy. Gdy przyszło im nocować nieopodal baraków, Dima rozpalił ognisko z desek obozowych, mimo że wszyscy byli przeciwni. Wszak to bezczeszczenie miejsca ważnego zarówno dla historii, jak i tysięcy ludzi. To on uczył ich polowania na ptaki, słuchania tajgi, wyczuwał i ostrzegał przed niedźwiedziami, których nieprzewidywalność zna (spotkanie ze sztunem jego syn przepłacił śmiercią).

Zabierając się do lektury, byłam przygotowana na ciężkie emocjonalnie fragmenty, brutalność, z jaką przyszło się zmierzyć zesłańcom, i wspomnienia, które mimo upływu czasu wciąż zdają się być świeże. Oczekiwania niestety nie zostały zaspokojone. Książka Życie i śmierć na Drodze Umarłych, mimo swojego tytułu, traktuje bardziej o samej Syberii, ludziach ją zamieszkujących i przeciwnościach (głównie związanych z szerokością geograficzną), z którymi mieszkańcy muszą się mierzyć każdego dnia. Reportaż Tomasza Grzywaczewskiego na samą krytykę jednak nie zasługuje, bowiem autor wybrał sobie bardzo frapujący temat, dodatkowo badając go podczas odbytej wraz z przyjaciółmi wyprawy po Transpolarnej Magistrali Kolejowej, i z pewnością zaangażował się emocjonalnie. Rozczarowuje trochę efekt tych  badań oraz sposób ich przedstawiania i opisu. Przypomina bowiem sprawozdanie. Docenić należy fakt, że Życie i śmierć na Drodze Umarłych nie jest zbytnio obciążone martyrologią. Historia przedstawiona jest chronologicznie, ukazuje Rosję taką, jaką jest w rzeczywistości, i jak widzi ją cudzoziemiec, który nie stara się narzucać swojej interpretacji. Mimo że o sowieckiej Rosji i jej zbrodniach wydano wiele publikacji, to jednak za każdym razem natrafiamy na historię, którą zdecydowanie warto opowiedzieć. To jedna z tych pozycji, która ukaże bezkresny Wschód, przedstawi historię ludzi, którzy tam trafili, i wydarzenia historyczne mające miejsce na przestrzeni lat. Udowodni, że spróchniałe deski kiedyś były ringiem w walce o przetrwanie. Nie wniesie jednak nic ponad to, czego dowiedzieliśmy się w szkole bądź z mediów.

Fot.: Wydawnictwo Literackie 

Życie i śmierć na Drodze Umarłych

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.