outsider

Fabuła ale – Stephen King – „Outsider” [recenzja]

Stephen King napisał kolejną książkę? Wiadomo zatem, że ją przeczytam. Choć w tym wypadku było nieco inaczej i skorzystałam z tego, że Audioteka dość szybko wyszła naprzeciw swoim klientom i udostępniła powieść Outsider właśnie w formie audiobooka. A że na taką formę czytania mam ostatnio więcej czasu, nie wahałam się ani chwili. Twórca mojego ukochanego To nie zawsze wydaje dzieła, które od razu znajdują miejsce w ścisłej czołówce i na dobre moszczą się w moim czytelniczym sercu, ale też rzadko zdarza się, bym była czymś spod ręki mistrza kompletnie rozczarowana. Było tak chyba jedynie, kiedy wręcz z niesmakiem czytałam ostatnią powieść z trylogii Pan Mercedes zatytułowaną Koniec warty (Wielogłos, w którym razem z Michałem i Przemkiem narzekamy na tę powieść znajdziecie TUTAJ).Wtedy czułam się tak, jakbym czytała książkę napisaną przez zupełnie kogoś innego, do której ktoś jedynie dopisał: Stephen King. Ale później przyszedł czas na napisane wspólnie z jego synem Śpiące królewny, które uważam za bardzo, ale to bardzo udaną i ważną powieść. Bez jakichś gigantycznych oczekiwań, ale z ciekawością i nadzieją na dobrze spędzony czas wcisnęłam więc “play” na telefonie i przez kilka dni słuchałam opowieści, którą tym razem wymyślił Król Horroru.

Outsider zaczyna się od mocnego uderzenia, bo morderstwa dokonane na dzieciach zawsze są ciosem dla czytelnika – nawet, jeśli mamy świadomość tego, że są one w zupełności wytworem wyobraźni autora. Uderzenie przybiera na sile w momencie, kiedy poznajemy szczegóły z miejsca zbrodni i późniejszej sekcji zwłok. Okazuje się bowiem, że morderstwo we Flint City, którego ofiarą padł młodziutki Frank Peterson, było nad wyraz bestialskie i najprawdopodobniej miało ono podtekst seksualny. Mieszkańcy są zszokowani, rodzice i brat zamordowanego również, policjancji natomiast wściekli (śmierć dziecka zawsze wywołuje podwójne emocje) i zdeterminowani, by potwór, który tego dokonał, nie tylko jak najszybciej został aresztowany, ale również by już w chwili skuwania go, wiedział, że nie ma najmniejszych szans i czuł skazujący wyrok od wszystkich mieszkańców. Publiczne aresztowanie wydaje się ryzykownym w świetle prawa pomysłem, ale każdy na nie przystaje, ponieważ obrzydzenie, strach, gniew i bezradność z miejsca zbrodni musiały gdzieś znaleźć swoje ujście. Dodatkowo detektyw Ralph Anderson prowadzący śledztwo i decydujący o ostatecznym kształcie aresztowania ma swoje powody, by chcieć za wszelką cenę zmieszać mordercę z błotem, ukazać go całego światu i sprawić, by poczuł się jak śmieć, za jakiego go uważa.

Szok spowodowany śmiercią dziecka w niewielkim miasteczku nie będzie jednak jedynym. Szybko bowiem wychodzi na jaw, że potwornego czynu (a nie zapominajmy, że chłopiec miał rozszarpane gardło, z odbytu wystawała mu gałąź, a na miejscu znaleziono ślady spermy) dokonał lubiany i szanowany przez wszystkich Terry Maitland, trener tamtejszych drużyn młodzieżowych i nauczyciel angielskiego. Jego odciski palców, a także zeznania świadków, którzy widzieli go zarówno wsiadającego do samochodu z małym Petersonem, jak i później chodzącego w zakrwawionej koszuli, są tak oczywiste i wręcz nachalne, że nie ma potrzeby sprawdzać nawet jego alibi. A ponieważ Maitland trenował również syna detektywa Andersona – dotykał go, mówił do niego, był blisko – pałajacy gniewem mężczyzna doprowadza do aresztowania w najbardziej krępujących dla trenera warunkach: podczas ważnego meczu, w świetle reflektorów, w obecności jego uczniów, przyjaciół i rodziny. Na trybunach siedzi bowiem zarówno żona Terry’ego, jak i dwie jego córeczki. Kiedy podczas publicznego aresztowania padają słowa oskarżającego nauczyciela o zamordowanie dziecka, wszyscy wstrzymują oddech. Jedni niedowierzając, milczą, drudzy dają się ponieść natychmiastowej fali nienawiści, wyrzucając z siebie najokrutniejsze słowa.

Aresztowanie przebiega bez przeszkód, Terry Maitland nie rzuca się ani nie próbuje uciec. Oczywiście udaje zaskoczonego i wykrzykuje, że to nie on, ale to już niczego nie zmieni. Policja dysponuje niezbitymi dowodami. Potwór został pojmany; małemu Frankowi nic nie przywróci życia, ale inne dziecko już z ręki tej bestii nie zginie. Ralph Anderson i jego wspólpracownicy podjęli dobrą decyzję – niech wszyscy zobaczą tego potwora, niech wiedzą, kim jest i niech on wie, że oni wiedzą; niech widzi, jak się nim brzydzą. Sprawa rozwiązana. Morderca złapany. Ofiara może zostać pochowana w spokoju. Ale.

Zawsze jest jakieś “ale” i w najnowszej powieści Kinga na tych “ale” opiera się cała fabuła. Oburzony i zdruzgotany oskarżeniami Terry Maitland zaprzecza, jakoby miał mieć cokolwiek wspólnego ze śmiercią Petersona. Ale ślady DNA i zeznania naocznych świadków nie kłamią. Jaką linię obrony może więc mieć nauczyciel? Okazuje się, że całkiem niezłą i wprowadzającą detektywów w konsternację. Otóż Terry Maitland w chwili uprowadzenia i śmierci Franka Petersona był w zupełnie innym miejscu, wiele, wiele kilometrów od miejsca zbrodni i ma na to dowody. Oprócz tego pojawia się coraz więcej znaków zapytania, wątpliwości i dziwnych, niemających sensu wydarzeń, które w normalnych okolicznościach zapewne wykluczyłyby trenera z kręgu podejrzanych, ale – znów to “ale” – są dowody, są ślady DNA. A jednak wszystko wskazuje na to, że Maitland był w dwóch miejscach jednocześnie. Jak to wyjaśnić? Czy Ralph Anderson na pewno wiedział, co robi, skazując mężczyznę na publiczne upokorzenie? Czy oskarżonemu uda się przekonać policjantów, mieszkańców Flint City i swoją rodzinę do niewinności, przy której się upiera? Jak wytłumaczyć coś, czego wytłumaczyć się nie da?

Może się wydawać, że streściłam powyżej niemal całą fabułę powieści, ale póki nie sięgnięcie po Outsidera, musicie mi wierzyć na słowo – nakreśliłam jedynie początek. To bowiem, co wydawało się zwykłą, choć bestialską i potworną zbrodnią, zaczyna wykraczać poza doświadczenie policjantów, a spektakularne aresztowanie Maitlanda pociągnie za sobą wiele tragicznych w skutkach wydarzeń. To z kolei czyni z najnowszej powieści autora Mrocznej Wieży historię przede wszystkim wypełnioną tragedią, smutkiem, żałobą i stratą. Na drugim miejscu – choć wydaje się pozornie, że na pierwszym – jest walka o sprawiedliwość, o dobro i życie bez towarzyszącego nam ciągle strachu. To wszystko z kolei zostaje podane w bardzo przystępnej formie, do której fani prozy Kinga są już zapewne przyzwyczajeni. Największą zaletą jego twórczości – przynajmniej dla mnie – jest to, że nie popadając w rutynę i powtarzanie własnych konwencji, tworzy coś, co nadal pozostaje “Kingowe”. Słowem – ani nie sili się na coś zupełnie nowego, czym mógłby totalnie zaskoczyć (zapewne również negatywnie) czytelników, ani też jego powieści nie są do bólu powtarzalne i nudne, jak to często bywa z pisarzami wydającymi sporo dzieł.

Bohaterowie w Outsaiderze są w większości wyraziści i bardzo naturalni – łatwo z nimi sympatyzować, ponieważ jest w nich sporo dobra, ale również możemy się z nimi utożsamić, bo miewają takie same wady i problemy jak my; starają się być (większość z nich) dobrymi ludźmi, ale nie są idealni, popełniają błędy, w związku z czym nie zawsze im to wychodzi. Spośród najważniejszych postaci wymienić należy: detektywa Ralpha Andersona – zdeterminowanego, pragmatycznego glinę, któremu jednak zdarza się ulec emocjom; Howiego Golda – prawnika Maitlandów, który jest poczciwym człowiekiem, obeznanym w swoim fachu, a także ufającym słowom swoich przyjaciół; Ginny Anderson – żonę Ralpha, która potrafi jako jedna z nielicznych wyperswadować coś mężowi lub ukoić jego nerwy; wreszcie samego Terry’ego Maitlanda – szanowanego i lubianego trenera oraz nauczyciela, który nagle znajduje się w samym epicentrum paskudnych wydarzeń i do pewnego momentu także czytelnik nie jest w stu procentach pewien, czy powinien mu wierzyć, czy jednak nie. Dla fanów twórczości Stephena Kinga pojawi się również niespodzianka w postaci bohaterki, którą już mieliśmy okazję poznać w innej książce… a nawet książkach tego autora. Nie zdradzę jednak, o kogo chodzi, tym bardziej że pojawia się ona dopiero mniej więcej w połowie książki.

Outsider do pewnego momentu trzyma bardzo równe tempo i póki sprawa dotyczy winy lub niewinności Terry’ego, powieść czyta się w zasadzie sama, a czytelnik przewraca kolejne strony (lub słucha kolejnych rozdziałów) z zapartym tchem. Obniżenie lotów następuje niestety pod koniec historii. Nie wiem, od jakiej strony zaczyna się to w wersji papierowej, ale w przypadku audiobooka są to mniej więcej ostatnie dwie godziny. Akcja wtedy zwalnia, mimo że – paradoksalnie – King prowadzi swoich bohaterów i razem z nimi czytelników do kulminacyjnego momentu opowieści. A jednak czegoś w tej końcówce zabrakło – otrzymaliśmy niezbędną wiedzę, ale nie do końca przypadła mi do gustu forma, w jakiej została podana, a także to, jak wpłynęła ona na finał Outsaidera. W ciągu tych dwóch godzin często słuchałam audiobooka nieco poirytowana – nie tylko wiedząc już, do czego to wszystko prowadzi, ale także domyślając się, że nie w pełni mi się to spodoba. Nie do końca jestem też przekonana, co do wprowadzenia bohaterki, o której wspomniałam. Nie mam zarzutów, co do samego zabiegu – Stephen King słynie z tego, że lubi łączyć uniwersa stworzone przez siebie, a czytelnicy uwielbiają takie “smaczki” znajdować podczas lektury. Sama bohaterka jednak nie pasowała mi jakoś do świata wykreowanego w najnowszej powieści. Mówiąc nieco kolokwialnie – gryzła mi się z resztą bohaterów i z całą historią.

Ponad dziewiętnastogodzinnego audiobooka czyta Leszek Filipowicz i z tego, co widzę, przeglądając jego dorobek na stronie Audioteki, jest to – pomimo całkiem bogatego portfolio – moje pierwsze spotkanie z tym aktorem głosowym. Czytał on również Śpiące królewny, ale tę powieść akurat poznawałam po bożemu, w tradycyjnej, papierowej formie. Czy spotkanie to zaliczam do udanych? Na pewno lektor nie zapisze się w mojej pamięci źle; trzeba mu oddać przede wszystkim to, że świetnie radzi sobie z płynnością i nie uświadczamy żadnych łapczywych wdechów, mlasków czy innych przeszkadzających słuchaczowi dźwięków, które niestety niekiedy się lektorom zdarzają. Jego głos jest przyjemny, ale na tyle neutralny, że kompletnie nie przeszkadza w odbiorze i nie zakłóca nam interpretacji. Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to fakt, że momentami Filipowicz odrobinkę przesadza z intonacją, popadając tym samym w zbyt podniosłe, krzykliwe lub zdziwione tony, ale jest to drobiazg, który nie każdemu będzie przeszkadzał. Poza tym audiobook zrealizowany został na bardzo wysokim poziomie, nie uświadczyłam żadnych technicznych zaniedbań ze strony wydawcy i cała “lektura” przebiegła bez przeszkód. Słuchało się – jak niemal zawsze – przyjemnie i bez zakłóceń.

Outsider to naprawdę niezła lektura, z zakończeniem, które akurat mnie nie do końca przypadło do gustu. Nie można jednak powieści odmówić tego, że przez większą część akcji trzyma w napięciu i zainteresowaniu swojego czytelnika. Myślę, że fanom autora książka nie powinna sprawić zawodu, ponieważ jest tu wszystko to, za co pokochały go miliony czytelników na całym świecie – niewielką społeczność, w której wydarza się coś niespodziewanego w tak spokojnej okolicy, dobrze rozpisanych i ciekawych bohaterów, a także postać z innej powieści Kinga, która pojawia się na całkiem długą chwilę. Już niemal od początku lektury wiemy – czy raczej podskórnie czujemy – że niektóre wątki po prostu nie mogą skończyć się dobrze, ale to… dobrze. Happy endy nie zawsze są tym, na co czekamy. Mimo to jednak przekraczamy granice kolejnych rozdziałów niekiedy z ciężkim sercem, bo zawsze trudno się pogodzić z niesprawiedliwością. Gdyby zakończenie było nieco inne, byłabym bardzo zadowolona z lektury, tymczasem jestem usatysfakcjonowana, ale jednoczeście odczuwam lekki niedosyt, jakby na sam koniec czegoś zabrakło. Jednak, pomysł, prowadzenie fabuły i bohaterowie – to wszystko stoi na bardzo wysokim poziomie – jak niemal zawsze u Stephena Kinga.

outsider

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

2 Komentarze

  • Co polecacie z wymienionych tutaj pozycji – https://virtualo.pl/stephen-king-a3104/ ?
    Chcę dopiero zacząć z pierwszym ebookiem jego autorstwa. Potrzebny mi tytuł, który na pewno mnie wciągnie.
    Podpowiedzcie coś naprawdę ciekawego. No właśnie – macie coś takiego? ;-)

  • King to temat rzeka. Osobiście polecam rozpoczęcie przygody z nim chronologicznie – według dat wydania konkretnych powieści/opowiadań, tym bardziej, że dzieła Kinga stanowią (w mniejszym lub większym stopniu) spójne uniwersum, w którym bohaterowie, miejsca, zdarzenia itp się zazębiają, są wspominani.

    Odnośnie lepszych dzieł Kinga – tutaj też trudno wskazać jednoznacznie – jeden bardziej lubi to, drugi tamto i ciężko wyczuć.

    Zaproponuję Ci listę 5 książek, które w szczególności są warte uwagi – Ty sobie poczytaj opisy i wybierz z nich tę, która najbardziej Cię może zainteresować ;)

    A) Dallas 63
    B) Ręka Mistrza
    C) Wielki Marsz
    D) TO
    E) Martwa Strefa

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *