Piksele

Pac-Man is a bad guy?! – Chris Columbus – „Piksele” [recenzja]

Postacie rodem z ośmiobitowych gier z lat osiemdziesiątych atakują Ziemię, wyzywając ludzkość do pojedynku, którego stawką jest nasza planeta. Mniej więcej tak w telegraficznym skrócie przedstawić można fabułę produkcji Piksele. Pomysł prosty, a ile w nim frajdy! Chris Columbus, twórca kultowych komedii takich jak obie części Kevina samego w domu czy Pani Doubtfire, z tego pomysłu zrobił film, na którym nie przestaniecie się uśmiechać do ekranu (a przynajmniej ci, którzy tak jak ja, wychowali się wśród komputerów marki Atari bądź Commodore). Nawet nieco zapomniany już Adam Sandler, który z filmu na film robił się coraz mniej zabawny, tutaj znowu błyska dawnym humorem.

Piksele zaczynają się w roku 1982, kiedy to para młodych przyjaciół – Brenner (Adam Sandler) i Cooper (Kevin James)  – pędzą do nowo otwartego salonu gier wypełnionego po brzegi automatami z tytułami takimi jak Pac Man, Galaga, Space Invaders czy Donkey Kong (niektórzy zapewne pamiętają, że w naszym kraju odpowiednikiem tego zjawiska, były przyczepy, w których stały automaty nazywane kolokwialnie „fliperami”, mimo że nie każdy z nich był prawdziwym flipperem). Dość szybko okazuje się, że Brenner to prawdziwy geniusz, który dostrzega wzorce w grach, co pozwala mu stać się najlepszym graczem na każdym z automatów. Niedługo potem Brenner bierze udział w mistrzostwach świata w grach komputerowych, dochodząc niemalże na samo podium. Jednak w ostatecznej rozgrywce Donkey Konga zostaje pokonany przez Eddiego Planta – karła, który sam wymyślił sobie ksywkę „miotacz płomieni”. Pewność siebie młodego gracza zostaje złamana i od tej pory przeznaczony do większych celów Brenner już zawsze będzie naznaczony tą porażką. Jednocześnie zapis video z mistrzostw zostaje wraz z innymi dokonaniami ludzkości wysłany w kapsule w kosmos.

piksele2

Wiele lat później, w czasach obecnych, poznajemy dorosłego już Brennera, który jak się okazuje, skończył jako monter i instalator sprzętu elektronicznego. Wciąż jednak przyjaźni się z Cooperem, który został… prezydentem Stanów Zjednoczonych. W międzyczasie na Ziemię przylatują kosmici, którzy otrzymali nasz przekaz i potraktowali go jako wyzwanie. Przybrali więc postać znanych nam postaci ze starych gier komputerowych i za pomocą wielkich pikseli rozpoczęli inwazję. Zapobiec jej może tylko zespół złożony ze starych mistrzów automatów z grami. Do walki stają więc Brenner, Ludlow, Eddie „Miotacz płomieni” i pani pułkownik Violet (bardzo ładnie się prezentująca Michelle Monaghan), a zmierzyć będą musieli się między innymi z atakującą Londyn wielką gąsienicą z gry Centipede czy Pac-Manem przemierzającym wręcz stworzone dla niego ulice Nowego Jorku.

piksele3

Pikselach jest masa uproszczeń, ale wszystko to polane jest komediowym sosem, który pozwala przymknąć oko na wiele rozwiązań. Bo to nie o to chodzi, żeby szukać dziury w całym, ale żeby dobrze się bawić. A zabawy jest tutaj co niemiara. Trójka głównych „arcaderów”, niczym Pogromcy Duchów, rozprawia się z pikselowymi kosmitami, sypiąc przy tym zabawnymi tekstami, które o dziwo wcale nie starają się być takie na siłę, ale naprawdę bawią. Jak już wspomniałem na początku, Adam Sandler wraca tutaj do formy, ale wtóruje mu także Josh Gad w roli Ludlowa – „cudownego dziecka”, miłośnika teorii spiskowych. Kevin James w roli prezydenta Coopera niestety nie wyróżnia się w żaden sposób, ale prawdziwą gwiazdą tego filmu jest zdecydowanie Peter Dinklage. Ten aktor, znany przede wszystkim ze swojej roli Tyriona Lannistera z serialu Gra o tron, pokazuje tutaj zupełnie inne oblicze. Jeśli mieliście jakiekolwiek obawy dotyczące tego, czy Dinklage potrafi pokazać coś więcej niż Tyrion, postać Eddiego Planta rozwieje wszelkie wątpliwości. Jego styl, teksty i wizerunek kupią każdego.

piksele1

Również sceny z wielkimi pikselowymi postaciami należą do najlepszych. Czy to interakcja z nieco głupkowatym, ale uroczym Q*bertem czy wzruszająca przemowa twórcy Pac-Mana do swojego wielkiego żółtego „syna” – wszystko to składa się na obraz pełen świetnej zabawy. Chris Columbus po raz kolejny pokazał, że nie zapomniał, jak się robi komedie, które dostarczają prawdziwej rozrywki, nie uciekając się do jakże częstych obecnie zabiegów, polegających na naładowaniu filmu jak największą ilością przekleństw i żartów dotyczących seksu, pierdów i palenia trawki. I na pewno nie jest to spowodowane tylko tym, że Piksele skierowane są także do młodszej widowni, a raczej wyczuciem stylu i smaku przez reżysera i scenarzystów. Śmiało mogę polecić tę produkcję zarówno na seans rodzinny, razem z dziećmi, jak i dla starszych widzów, szczególnie tych, którzy pamiętają piękne, ośmiobitowe czasy.

[buybox-widget category=”movie” name=”Piksele” info=”Chris Columbus”]

Fot.: SONY Pictures Entertainment Inc.

Piksele

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Bębenek

Dziecko lat 80. Wychowany na komiksach Marvela, horrorach i kinie klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.