Pan Zło

Zło w każdym calu – Michał Długa – „Pan Zło” [recenzja]

Pojęcie zła pojawi się w tym tekście wielokrotnie, chociaż nie zawsze w takim kontekście, w jakim życzyłby sobie autor. Zazwyczaj tonuję swoją opinię, przechodząc stopniowo od rzeczy lepszych do gorszych, ale w przypadku powieści Michała Długi jestem zmuszony dokonać wyjątku. Pan Zło to bardzo zła książka. Jest jak kiepski film, który stara się opowiedzieć istotną historię, poruszyć ważne tematy, ale robi to na tyle żałośnie, że staje się parodią sam dla siebie – kiepska gra aktorska, fatalny scenariusz i dialogi, beznadziejny montaż sprawiają, że nie myślisz już poważnie o takiej produkcji. Wynajdujesz co większe absurdy i głupotki, aby pośmiać się ze znajomymi. Od pierwszych stron miałem tak z niniejszą powieścią – zamiast odczuwania przyjemności z obcowania z literaturą, czułem zażenowanie.

Nie chcę się pastwić nad autorem, bo mimo mojej ogromnej niechęci do tej książki, rozumiem, że chciał podzielić się ze światem swoimi przemyśleniami na temat naszej cywilizacji i pojmowania dobra i zła. Pan Zło pozbawiony jest jednak cech, które sprawdziłyby się w powieści chcącej poruszyć ważne tematy. W jednej z recenzji zauważono, że książka sprawia wrażenie, jakby chciała być poradnikiem, jednak założono jej beletrystyczny garnitur. I może faktycznie lepiej by było, gdyby Michał Długa dzielił się swoimi spostrzeżeniami w formie non-fiction, bo fabuła Pana Zło jest nudna, przewidywalna i infantylna – brzmi niestety jak opowiadanie napisane przez licealistę na zaliczenie semestru.

Bohaterem powieści jest Tomasz – pracownik korporacji stłamszony w rutynie życia, odludek marzący o wielkiej roli na świecie, o której z racji swojej bierności może jedynie fantazjować. Mamy klasyczne przedstawienie samotnego mężczyzny, który życiowe niepowodzenia rekompensuje sobie poprzez oglądanie filmów o superbohaterach, graniem w gry i pornografią – bo przecież jest również przegrywem na polu miłosnym. Problem w tym, że Tomek jest życiową fajtłapą niejako z własnego wyboru, od początku więc nie zyskał on mojej sympatii – narzeka, jakie to jego życie jest niesprawiedliwe, chociaż nic z tym nie robi, nie szuka pomocy, aby zmienić własne życie. Marzy, że ktoś to zrobi za niego.

Podczas jednego z powtarzalnych wieczorów Tomasza na scenę wkracza tajemniczy Pan Zło – i to dosłownie, ponieważ lwia część powieści dzieje się na deskach teatru. Tomek staje się świadkiem surrealistycznego spotkania z jegomościem, który zdaje się odpowiedzią na wszystkie pytania. A przy tym jest to dla niego jedną wielką torturą, ponieważ Pan Zło poniża swojego widza, nieustannie przypominając mu, że jest idiotą, bydlęciem, nikim istotnym; krzywdzi go również fizycznie. Czytelnik od razu zdaje sobie sprawę, że wszystko dzieje się w umyśle Tomasza, chociaż on sam, pomimo wielu nierealistycznych zjawisk, zdaje się traktować to jako jak najbardziej rzeczywiste. Wbrew swojej woli obserwuje przedstawienie Pana Zło, który pokazuje mu wszelkie niegodziwości współczesnego świata. I tu powieść przybiera bardzo trywialny schemat – najpierw Pan Zło tłumaczy Tomaszowi na przykład, że przemysły farmaceutyczne celowo nie leczą pacjentów, aby wciąż byli oni w potrzebie nabywania leków. Następnie narrator tłumaczy nam to samo, tym razem obrazem, który ukazuje się oczom Tomasza – w tym przypadku widzimy niemowlę, któremu podawana jest szczepionka – w zamyśle szkodliwa dla noworodka. Trzecim elementem schematu jest poinformowanie czytelnika, w jakim stanie emocjonalnym znajduje się obecnie główny bohater. A przeskakuje on między emocjami nieustannie – w jednej chwili wpada w depresję (swoją drogą rażący błąd autora, który zrównuje długotrwałe zaburzenie psychiczne z krótkotrwałym smutkiem), aby za moment odczuć nagle ulgę i się uspokoić. Po chwili odczuwa strach wobec Pana Zło, który niemal natychmiast zmienia się w podziw i chęć służenia mu. Tomasz tak często zmienia swoje nastawienie, że w pewnym momencie przestało mnie to już obchodzić. Marzyłem, żeby narrator przestał mnie o tym informować.

Męczące jest to schematyczne opowiadanie o występującym na świecie złu, zwłaszcza że narracyjnie jest to posługiwanie się dobrze już znanymi nam kliszami. Konflikt dobra i zła to śpiewka stara jak świat, więc trzeba się nieźle postarać, żeby nie trafić od razu na śmietnik powtarzanych w kółko banałów. A tutaj takie okoliczności występują na każdym kroku. Oczywiście w pewnym momencie na scenę wkracza przeciwieństwo Pana Zło, czyli nieskazitelna biel, walcząca z mrokiem duszy. Tu również autor częstuje nas starymi jak świat wizualizacjami walki mroku z jasnością, i to dosłownie – kilkukrotnie obserwujemy, jak do serca Tomasza próbuje się przedrzeć ciemność, chroniona przez blask Iskierki, którą każdy w sobie nosi jako manifestacja tego, że każdy człowiek jest z natury dobry.

Pan Zło nie przewiduje odcieni szarości. Istnieje tylko czerń i biel – albo świat opanuje zło i będziemy truci, oszukiwani i zniewoleni, albo ludzkość się otrząśnie i zacznie żyć w poszanowaniu bliźniego. Z powieści wynika, że największym wrogiem ludzkości są pieniądze i dopiero ich likwidacja przyniesie pokój i szczęście na świecie. Tego infantylnego rozumienia świata nie mogłem już przełknąć i wtedy zrozumiałem, że powieść Michała Długi nieodwracalnie straciła w moich oczach jakikolwiek szacunek. Autor nie odmówił sobie również prezentacji własnej wizji świata idealnego, w którym pieniądze nie istnieją – każdy po prostu dostaje tyle, ile potrzebuje, każdy sobie pomaga bezinteresownie, nikt za wykonaną pracę nie pobiera korzyści. Ten komunistyczny idiotyzm wspierają skrajne bzdury jak chociażby to, że ludzie czerpać mogą energię z przyrody, więc przytulają się do drzew, a spożywanie mięsa już nie występuje – nawet wśród zwierząt, które dostosowały się do niezabijania innych istot, bądź po prostu mięsożercy wyginęli… Pozostawię to bez komentarza.

Nie dość, że sama opowieść szybko staje się niewartą uwagi karykaturą, to jeszcze napisana jest katastrofalnie. Nie wymagam od wszystkich pisarzy mistrzowskiego pióra, uważam nawet, że nie w każdego rodzaju literaturze piękny język jest konieczny. Ale książka Pan Zło zdaje się napisana według jakiegoś poradnika dla nowicjuszy. Autor stosuje proste, krótkie zdania i rzadko się wysila, żeby narracja miała ciekawe, zmienne tempo. Wszystko jest praktycznie na jedno kopyto. A żeby tego było mało, pojawia się wiele językowych potworków, które wywoływały u mnie (i moich znajomych, bo aż musiałem się upewnić, czy tylko mnie to boli) zgrzytanie zębami. Jak można przepuścić w książce wyrażenie „kiwnął głową potwierdzająco” bądź „kiwnął przecząco”? Gdy autor pokusza się o bardziej poetyckie określenie, wychodzi to pokracznie, jak na przykład spotkanie dwóch osób: Z rozmyślań wyciągnął Tomka widok za oknem. Na zewnątrz panowała piękna wakacyjna pogoda. Było ciepło, ale ich relacje były chłodne. I już rzecz naprawdę ostatnia – bardzo mnie irytowała mania autora, aby koniecznie mówić, co bohaterowie robią z rękami albo nogami. Podniósł ręce. Opuścił ręce. Machnął ręką. Trzymał ręce za plecami. Zrobił pół kroku. Przeszedł parę kroków. To są naprawdę zbędne informacje, które, gdy powtarzają się wielokrotnie, niesamowicie irytują.

powieści Michała Długi nie jestem w stanie powiedzieć nic dobrego. Jest źle napisana, narracja jest prowadzona najprostszymi środkami, bez intrygującego polotu, więc czytelnik ryzykuje brak przyjemności z lektury. Jest tu ciągle nudno i przewidywalnie, wszystkie rozważania na temat dobra i zła są tutaj bardzo schematyczne i banalnie prezentowane. Pan Zło teoretycznie ma skłonić czytelnika do przemyślenia własnego życia, zachęcić do pozytywnego nastawienia. Przykro mi, ale do mnie naiwne przekonanie, że wystarczy, jeśli wszyscy zaczną kierować się wrodzonym dobrem, to świat się zmieni, absolutnie nie trafia. Ludzie są zwierzętami – inteligentnymi, ale jednak zwierzętami – i zawsze będą się kierować pewnymi instynktami. Świat będzie obiektem działań zarówno dobra, jak i zła i to oczywiście my decydujemy, która strona będzie miała nieznaczną przewagę. Nie znalazłem w tej książce nic odkrywczego, nic interesującego, nic wartościowego. Lektura Pana Zło okazała się stratą czasu, na szczęście niewielką, gdyż publikacja ma niecałe 200 stron. Ale i to nie jest argumentem, żeby polecić tę książkę.

Fot.: Borgis

Książkę Pan Zło oraz inne pozycje literackie kupicie na stronie Gandalf.com.pl

Pan Zło

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.