Pani Cisza

Anata no Chinmoku – Arkady Saulski – „Pani Cisza” [recenzja]

Pozycja Pani Cisza stanowi drugi już tom cyklu Zapiski Stali, którego autorem jest Arkady Saulski. Jest to prawdziwie japońska uczta. Co ciekawe, w niniejszej recenzji pojawi się sporo nawiązań do części pierwszej cyklu, konwencji anime, a także do tytułu Jade Empire. Zaraz, zaraz, przecież to ostatnie to gra! Ano, właśnie – gra. Zaciekawieni? Zapraszam po więcej.

Zacznę o tego, że o mojej przygodzie z tomem pierwszym (dla przypomnienia Czerwony Lotos), możecie przeczytać TUTAJ. Na pewno będzie to dobry wstęp, aby ułożyć sobie pewne fakty.

Przez fabułę książki Pani Cisza (Anata no Chinmoku) zawsze prowadzi nas jeden z bohaterów. Głównie jest to Kentaro – Duch, którego historię mogliśmy poznać w poprzednim tomie cyklu Zapiski Stali. Kentaro jest tzw. bohaterem zawsze na czas, ale z jednym wyjątkiem – gdyż nie w sprawie swojej Pani, którą jako jedyną zawiódł.

Pani Cisza stanowi kontynuację walki o przetrwanie Nipponu – miasta, które, choć realnie nie istnieje, to jednak wiernie oddaje klimat, kulturę i nieco historii Japonii. Jest to z pewnością gratka dla fanów takich klimatów, ale także fani anime nie powinni czuć się zawiedzeni (udowodnię później). Mamy tutaj wiele motywów: od zdrady po pojedyncze wątki zauroczenia (nie miłości – tej było pełno w poprzednim tomie). Nacisk położony jest także na szacunek dla sędziwego wieku, ludzkich umiejętności i honoru. Na pewno nie można książce odmówić brutalności (choć zdecydowanie mniej niż wcześniej, zaledwie garstka), jest za to ogrom akcji i kilka niezłych jej zwrotów.

Co do samej akcji – powtórzę, iż jest jej naprawdę ogrom. Cała książka stanowi wręcz jeden wielki opis walki rozdzielany na człony głównie pomiędzy postacią Kentaro (Ducha, który tytuł zawdzięcza morderczemu treningowi, któremu poddał go jego mistrz Siwy Pies) i pobocznymi.

Jeśli chodzi o zalety pozycji, na pewno można się wiele dowiedzieć o kulturze Japonii. Zdecydowanie nie mogę odmówić autorowi dobrego pomysłu na fabułę. Ze zdziwieniem muszę przyznać, że samo zakończenie książki, a raczej fabuła zbliżająca się ku zakończeniu w minimalnym – naprawdę minimalnym – stopniu była tak pomyślana, iż poczułam klimat Ogrodu Rozkoszy Ziemskich (oczywiste nawiązanie do Pana Lodowego Ogrodu t.1, Jarosława Grzędowicza).

A teraz przejdźmy do meritum: książka bardzo przypominała mi fabularną grę akcji o tytule Jade Empire. Zaraz postaram się rozstrzygnąć, w jakim stopniu jest to wada, a w jakim zaleta. Najpierw pozwolę sobie krótko rozpisać specyfikację owej gry:

Twórcy: Kevin Martens, Core Design

Wydawcy: BioWare, Microsoft, Electronic Arts, Xbox Game Studios, 2K Games;

Producenci: BioWare, LTI Gray Matter

Gatunek: fabularna gra akcji, fantasy, rozrywka, przygodowa gra akcji, fantastyka, societal

Tryb: jednoosobowy

O ile grę bardzo lubię, uznaję komputerowy tryb książki za oczywisty minus. Dobrze oglądałoby się to jako chociażby anime akcji o samurajach (jeśli ktoś lubi takie klimaty), jednak książkę się po prostu „przelatywało”. Fabuła została stanowczo przykryta przez opisy walki. Gracz byłby zachwycony, jako czytelnik byłam jednak nieco rozczarowana i nie tego oczekiwałam po doświadczeniach z pierwszym tomem, którym byłam oczarowana. Co do dalszych wad, wymienić muszę również rozdzielniki w rozdziałach. Moim zdaniem mają one służyć temu, aby oddzielić działania jednej postaci od drugiej, albo stanowić ładne przejście między tym, co się dzieje u kogoś w lesie i u kogoś innego w zamku (taki przykład). Tutaj jednak czytaliśmy o Kentaro i kolejnej z jego walk na śmierć i życie, by po rozdzielniku, który miał być tą chwilą wytchnienia od kilkunastostronicowej walki, dostać jej kontynuację w pełnej krasie. Kolejną wadą są wykrzykniki. Tak jak w Czerwonym Lotosie, tak i tutaj było ich pełno. O ile w pierwszym tomie miało to jakiś swój bajkowy urok, tutaj już zdecydowanie przypominało mi krzykliwy „anime-styl”. Było po prostu całkowicie niepotrzebne. Zwłaszcza że często niwelowały poważny nastrój w sytuacjach, które bardzo go wymagały.

Błysnęła stal włóczni! Pchnięcie było szybkie, niemal niezauważalne!

Duch wkroczył do środka i ku swojemu zaskoczeniu nie usłyszał nic. Zupełnie nic!

Postać dziewczynki o karminowych ustach również uznaję za wadę książki. Spojlery są bardzo niewskazane, ale miała ona szczególny moment w książce, który nijak nie został wyjaśniony.

Wracając do trybu gry, który widzę w książce – otóż, zawsze widzimy perspektywę jednego z bohaterów, każdemu z nich przyświeca główny cel, czyli ocalenie Nipponu. Głównie jest to walka i „przejście dalej”, by znów walczyć i znów „pójść dalej”. Pomyślałam o wspomnianym wyżej Jade Empire, gdyż czytając pozycję, której poświęcona jest ta recenzja, czułam się dokładnie tak, jak grając w tę grę. Gdybym była graczem, pewnie równie dobrze wskazałabym inne tytułu, proszę o zrozumienie, że akurat ten mi się nasuwa.

Wyraźnie podkreślam raz jeszcze, jasno i wyraźne, że absolutnie nie nawiązuję do żadnego plagiatu. Zwłaszcza że akcja gry rozgrywa się w (również fikcyjnym) Jadeitowym Cesarstwie, które stanowi państwo Dalekiego Wschodu. Fabuła rozgrywa się w Chinach i opiera o kulturę chińską, nie japońską. Celem również jest przetrwanie miasta, ciągła walka z przeciwnikami, mistyczne i dziwne istoty, przyjaźń i zdrada. No i masa misji pobocznych. Te ostatnie to chyba jedyne, czego w książce brakowało… Widzę także podobieństwo, jeśli chodzi o szczególnie utalentowanego bohatera, istnienie magii oraz kwestię portali i przenoszenia się w zupełnie inne, mistyczne wręcz miejsca z chwili na chwilę.

Okładka książki zaprojektowana jest w bardzo podobnej konwencji, co tom pierwszy. Widzimy na niej postać, tym razem kobiecą, która dzierży w rękach zakrwawioną katanę. Jej włosy są rozwiane na boki i gołym okiem widać emanującą od niej siłę tudzież energię. Z pewnością nawiązuje ona do postaci, którą czytelnik odnajdzie w fabule książki. Postać stoi wśród kamieni, otoczona przyrodą i lasami w tle. Idealnie obrazuje to fakt, iż bohaterzy wędrowali od punktu do punktu, przez lasy, wzgórza i doliny…

Osobiście nie nakłaniam nikogo do zrezygnowania z serii Zapiski Stali. Mnie osobiście drugi tom nie przypadł do gustu, choć samej historii jestem ciekawa. Książka ma swoje wady, jednak fanom scen walki, anime akcji o tematyce samurajskiej czy po prostu fanom gier, chętnym na sprawdzenie takiej konwencji w książce powinna się spodobać. Ja niestety miałam nieco inne oczekiwania. Czuję wręcz, że fabuła została po prostu zepchnięta i w gruncie rzeczy bardzo wolno się posuwała.

W książce nie doszukałam się żadnych błędów ortograficznych ani logicznych, pod tym względem nie było najmniejszych nieprzyjemności. Pani Cisza ma swoją określoną specyfikację i trzeba być na to gotowym. W każdym razie – nie odradzam.

Fot.: Fabryka Słów

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.