Recenzje,Seriale

Gdy nie ma w domu dzieci… – Tom Perrotta – „Pani Fletcher”, sezon 1 [recenzja]

pani fletcher
pani fletcher

Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni, gdy nie ma w domu dzieci, to jesteśmy niegrzeczni… Tak swego czasu śpiewał Kult. Jeśli natomiast zmienimy wakacje na studia, otrzymamy bardzo lapidarne streszczenie serialu Pani Fletcher, od HBO, który powstał na podstawie powieści Toma Perrotty. To jednak oczywiście bardzo nie w porządku w stosunku do produkcji, żeby zamykać całą jej fabułę w jednym zdaniu, w dodatku będącym cytatem z popularnej piosenki, Tym bardziej że Pani Fletcher to naprawdę udany serial, który porusza wiele ciekawych, a czasami także i trudnych tematów, o których na co dzień się po prostu nie mówi. Również ze wstydu.

Eve Fletcher to kobieta po czterdziestym roku życia, która pracuje jako dyrektorka domu spokojnej starości i wychowuje samotnie dorastającego syna. Ojciec Brendana odwiedza go raczej rzadziej niż częściej, zajęty swoją nową rodziną, w skład której wchodzi młoda żona i kilkuletni syn ze spektrum autyzmu. Kiedy Brendan opuszcza rodzinny dom i wyjeżdża na studia, Eve będzie musiała zmierzyć się z syndromem pustego gniazda, a także z budzącą się w niej, odkrywaną na nowo, a przez lata uśpioną… seksualnością. Brendan jednak nie jest jedynie postacią, której wyjazd miał sprowokować pchnięcie fabuły ku upragnionym torom, by zniknąć i majaczyć jedynie w umyśle postawionej w nowej sytuacji matki. Syn tytułowej pani Fletcher staje się równoprawnym bohaterem tej serialowej opowieści, któremu poświęcona jest niemal połowa produkcji. Akcja biegnie więc, jak już możecie się domyślać (jeśli do tej pory nie widzieliście tego tytułu) dwutorowo – obserwujemy zarówno zmagania Eve, która na różne sposoby stara się korzystać z życia, jak i jej syna, który musi zmierzyć się z nową, studencką rzeczywistością, dalece odbiegającą od jego wyobrażeń.

pani fletcher

Eve zapisuje się na kurs literacki, na który wraz z nią uczęszcza kilka osób z różnych grup wiekowych. Jest wśród nich między innymi młody chłopak, który zna jej syna ze szkoły. Julian nie ma jednak dobrych doświadczeń ze znajomości z Brendanem. Syn głównej bohaterki nie traktował dobrze Juliana, zanim wyjechał na studia, nie pozostawił więc po sobie pozytywnego wrażenia. Chłopak jednak nie przeniesie niechęci do Brendana na panią Fletcher, co więcej – dość szybko zadurzy się starszej koleżance z literackiego kursu. I choć Eve nie będzie robiła nic, by z premedytacją wdać się w romans z młodszym mężczyzną, to chemia między nimi będzie wyczuwalna dla widza właściwie od pierwszego spotkania. Eve zaprzyjaźnia się także z prowadzącą zajęcia nauczycielką. Oprócz tego towarzyszymy jej w perypetiach związanych z jej pracą, do których aktualnie zalicza się próba „poskromienia” jednego z mieszkańców domu, który nabrał zwyczaju oglądania filmów pornograficznych przy innych pensjonariuszach, co w pewnym momencie robi się dość kłopotliwe.

pani fletcher

Brendan Fletcher, w przeciwieństwie do swojej matki, nie wzbudza w nas sympatii – wręcz przeciwnie. Kiedy go poznajemy, okazuje się opryskliwym, zapatrzonym w siebie narcyzem, przekonanym o własnej świetności, w dodatku traktującym przedmiotowo kobiety. Widzimy to nie tylko, kiedy ten dorosły przecież chłopak zostawia całe pakowanie przed wyjazdem na studia na głowie matki, a sam idzie imprezować, ale także w jego relacjach z rówieśniczkami. Świeżo upieczony student nie ma najmniejszych obaw, jeśli chodzi o pełne przygód, imprez i seksu życie studenckie. Szybko jednak przyjdzie mu się zdziwić, kiedy okazuje się, że to, co sprawiało, że był popularny i lubiany w liceum… teraz może mu jedynie zaszkodzić. Brendan będzie próbował odnaleźć się w nowej rzeczywistości podobnie jak jego matka, tyle że ona zacznie czerpać w końcu z życia (a przynajmniej próbować), a on będzie musiał przetrawić trudną i gorzką lekcję życia, a także jak najszybciej dorosnąć i zastanowić się nad swoim zachowaniem.

pani fletcher

Pani Fletcher płynie sobie w zasadzie całkiem niespiesznie, a serial pełen jest swoistego uroku, który w dużej mierze opiera się na jednocześnie nieśmiałej i wstydliwej, jak i pełnej pragnień i emocjonalnej głównej bohaterce. Z jednej strony widzimy ją, jak zawstydzona spuszcza wzrok, kiedy czuje na sobie spojrzenie młodego mężczyzny, z drugiej strony twórcy ukazują nam ją, jak w bezpiecznych czterech ścianach oddaje się masturbacji, wkładając w nią niemałe zaangażowanie, odkrywszy świat filmów pornograficznych. Eve jest bohaterką, której widz jest w stanie kibicować w zasadzie we wszystkim, co kobieta postanowi sobie osiągnąć. Sprzyja temu jej przyjemna aparycja, ale przede wszystkim decyduje o tym jej charakter i podejście do drugiego człowieka. Tytułowa bohaterka jest pełna empatii i ciepła, skora do pomocy i daleka od oceniania ludzi po pozorach. Próbuje wychować syna na porządnego mężczyznę, ale dzień przed jego wyjazdem na studia odkrywa, że może to być trudniejsze, niż jej się na początku wydawało.

Wątek Brendana oglądało mi się z kolei dużo gorzej, ciężej i wręcz z nerwami na bohatera. Myślę jednak, że właśnie taki był zamysł twórców i jeśli tak – udało im się to w stu procentach. Chłopak bywa odstręczający i musi upłynąć naprawdę sporo serialowej wody, bym zaczęła go żałować, kiedy kolejny raz coś mu nie wychodzi. Przypominam jednak sama sobie, że Brendan to przecież wciąż młody człowiek, który dopiero uczy się świata, innych ludzi, jak i samego siebie. Owszem, poznajemy go jako pretensjonalnego gnojka, który myśli, że wszystko mu się należy za sam czarujący uśmiech; typowego luzaka z amerykańskiego liceum, któremu płazem ujdzie fizyczne czy psychiczne zranienie rówieśnika. Jednak nowy rozdział w życiu daje mu niepowtarzalną nauczkę, że oto zaczyna się dorosłe życie, a jego niedojrzała postawa nie jest w nim ani zabawna, ani opłacalna. Pod koniec sezonu syn Eve zaczyna chyba pojmować, że czas na zmiany, jednak czy uda mu się je wprowadzić, zmieniając tym samym całą swoją osobę? Biorąc pod uwagę fakt, że dopiero kształtuje się jako człowiek – jest to całkiem możliwe i myślę, że jeśli tylko HBO zdecyduje się wyprodukować kolejną odsłonę Pani Fletcher, jego wątek może być o wiele ciekawszy niż do tej pory.

pani fletcher

Produkcja na podstawie powieści Toma Perrotty jest momentami dość odważna, jednak daleko jej do szokowania golizną, jak było chociażby w wywołującym oburzenie odcinku Euforii, w której uważne oko naliczyło podobno około 30 penisów (swoją drogą… że też komuś chciało się to liczyć). Owszem, seks, masturbacja, filmy pornograficzne i ogólnie fizyczna przyjemność odgrywają tu niemałą rolę, jednak nie uważam, by serial pokazywał zbyt wiele. Tym bardziej że zazwyczaj, jeśli już sięga po nagość lub sceny erotyczne, to nie robi tego zupełnie bez powodu, lecz po to, by poruszyć konkretną problematykę. A tej w Pani Fletcher nie brakuje. Ta oczywista, która wynika już z samego opisu serialu, to rzecz jasna wspomniany już syndrom pustego gniazda, w tym wypadku jeszcze bardziej uwypuklony przez fakt, że mamy do czynienia z samotną matką, która w opuszczonym przez jedyne dziecko domu zostaje zupełnie sama – po pracy wraca więc do ziejących pustką czterech ścian. Zamiast jednak spędzać samotne wieczory, oglądając powtarzalne komedie romantyczne, Eve próbuje wypełnić pustkę spotkaniami z nowymi i starymi znajomymi, a także zamiast rozpaczać nad samotnością w domu, wykorzystuje ją chociażby po to, by móc oddawać się fizycznym przyjemnościom w kuchni bez obaw, że ktoś jej w tym przeszkodzi. Pani Fletcher opowiada także o uczuciu – nierzadko piętnowanym przez społeczeństwo – rodzącym się pomiędzy dwojgiem ludzi, których dzieli spora różnica wieku. Oliwy do ognia dolewa fakt, że młodszy obiekt westchnień jest w wieku syna tej drugiej strony zauroczenia. Postać Juliana to także powód do tego, by twórcy opowiedzieli o młodym człowieku, stojącym u progu dorosłości, który nie ma jeszcze żadnego planu na życie, nie obrał żadnej życiowej ścieżki – kończąc liceum, ale jeszcze nie angażując się zawodowo ani nie decydując się na kolejny stopień edukacji. Jest jeszcze oczywiście Brendan Fletcher. Syn Eve, który wzbudza w nas przede wszystkim zdziwienie, że ktoś, kogo wychowała tak ciepła i empatyczna kobieta, jest tak arogancki, nieczuły na emocje innych i – przede wszystkim – tak szowinistyczny, grubiański i wręcz wstrętny wobec kobiet.

Serial od HBO to przede wszystkim zgrabnie napisana opowieść o odnajdywaniu siebie w nowych życiowych sytuacjach; o radzeniu sobie z czymś, na co nie do końca byliśmy gotowi, nawet jeśli teoretycznie powinniśmy mieć czas i wiedzę, by się do tego przygotować. Pani Fletcher opowiada o zwykłych ludziach i być może nie do końca typowych sytuacjach, w jakich się znajdują, ale robi to w taki sposób, że bez problemu jesteśmy w stanie się z nimi utożsamić. Duża w tym zasługa znakomitego aktorstwa – zarówno wcielającej się w tytułową rolę Kathryn Hahn, jak i pozostałych aktorów. Hahn, znana z takich produkcji, jak chociażby film Złe mamuśki czy serial Transparent, świetnie oddała dwojaki, kontrastowy charakter swojej postaci – jej nieśmiałość, jak i buzujące pragnienie erotycznych doznań. Choć aktorka nie jest może klasyczną pięknością, to w scenach, w których czuć erotyczne wibracje, nie brak jej seksapilu i właściwej jemu energii – nie tylko cielesnej. Świetnie wypadł na ekranie także wcielający się w jej syna Jackson White. Choć jego postać przez większość czasu ekranowego jest dla widza (a przynajmniej dla mnie) wręcz odstręczająca, to sam aktor wykonał kawał dobrej roboty i wątpię, by należała ona do najłatwiejszych. Pochwalić muszę także serialowego Juliana, czyli Owena Teague’a, który genialnie stworzył swoją postać, budując ją z bardzo subtelnych gestów i skromnej, ale silnie oddziałującej mimiki. W pamięć zapadła mi także rola nauczycielki z kursu literackiego, w którą wcieliła się Jen Richards.

pani fletcher

Choć ta ośmioodcinkowa komedia lepiej sprawdza się jako serial obyczajowy, nie uważam, by była to jego wada. Myślę, że również zwolennikom gatunku, do jakiego przyporządkowano produkcję, powinna przypaść do gustu. Jest to dość lekki tytuł, który w zanadrzu ma także kilka powodów do refleksji i przemyśleń. Seksu nie jest tu może mało, ale też twórcy nie epatują nim w sposób, który szokowałby współczesnego widza. Pani Fletcher jest ciekawym tytułem, wartym obejrzenia, który najprawdopodobniej nie stanie się Waszym ulubionym serialem, a przed kolejnym odcinkiem nie będziecie obgryzać paznokci, ale nie powinniście się czuć zawiedzeni, kiedy włączycie kolejny epizod. Najważniejsze w Pani Fletcher są emocje i relacje międzyludzkie i na szczęście golizna pojawiająca się tu i ówdzie nie zasłania tego; tak samo, jak jęki nie zagłuszają wołania o pomoc i bliskość. Zakończenie pierwszego sezonu daje natomiast nadzieję na to, że drugi sezon będzie jeszcze ciekawszy i będzie obfitował w więcej ciekawych i angażujących widza wątków i scen.

pani fletcher

Serial możecie oglądać na HBO GO

pani fletcher

Podobne wpisy:

Ocena ogólna7
7Ocena ogólna
Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *