Dorastanie to nie jest najłatwiejsza rzecz na świecie. Wiadomo – wszystko zależy także od tego, w jakich warunkach to dorastanie przebiega, w jakim świecie, w jakich czasach i jakimi ludźmi jesteśmy wtedy otoczeni. Zawsze jednak okres ten, kiedy nie-dziecko i nie-dorosły musi zmagać się ze zmianami, jakie w nim zachodzą i jakie zachodzą w otoczeniu, względem niego, jest charakterystyczny i bywa barwny. Nic więc dziwnego, że tak często po tę tematykę sięgają twórcy wszelkich dzieł kultury, takich jak książki, filmy, seriale czy właśnie omawiane dzisiaj – komiksy. Seria Paper Girls, choć fantastyczna w swym gatunku i można, czytając ją, być świadkiem niesamowitych wydarzeń, przygód i obserwować stworzenia, a także mechanizmy nie z tej ziemi – jest przede wszystkim opowieścią właśnie o dorastaniu; o dojrzewaniu do niektórych wniosków i spraw, o dorośnięciu do pewnych decyzji i postanowień. Do zmierzenia się z niektórymi sprawami. Nie inaczej rzecz ma się w tomie trzecim, który kontynuuję tę problematykę zarówno w przenosi, jak i całkiem dosłownie.
Pamiętacie, ile czau w świecie przedstawionym minęło od wydarzeń z pierwszego do drugiego tomu Paper Girls? Dokładnie tyle samo upłynęło pomiędzy drugim a trzecim – czyli dokładnie mówiąc i licząc: okrąglutkie zero. Chociaż nie, z tym zerem to trochę przesadziłam, a przynajmniej w stosunku do omawianego tu tomu. Jednak nie minęło więcej niż kilka godzin – ot, ze słonecznego dnia, zrobił się późny wieczór bądź noc. Tam jednak, gdzie zobaczyliśmy dziewczyny po raz ostatni, tam widzimy je po raz pierwszy w trzeciej odsłonie cyklu. Po wskoczeniu do jednego ze Spiętrzeń, przed którym to czynem Erin pożegnała się ze starszą wersją siebie, trzy przyjaciółki wylądowały na nieznanym, zalesionym wzniesieniu i ku ogromnej radości spotkały tam nie kogo innego, jak poszukiwaną przez cały drugi tom KJ. Jednak choć szukające miały nadzieję dowiedzieć się czegokolwiek od poszukiwanej, kiedy już ją znajdują, okazuje się, że Kaje wie tyle samo, a właściwie jeszcze mniej niż one. Co więcej, dziewczyny nie wiedzą nawet tego, o czym wie czytelnik, czyli że na wzniesieniu, na którym wylądowały, widnieje ogromny, widziany jedynie z daleka wzór jakiegoś stwora, który nad głową trzyma: dla nas nic innego jak symbol znanej na calym świecie firmy Apple, a dla głównych bohaterek: nadgryzione jabłko.

Paper Girls 3 fabularnie niewiele różni się od poprzednich tomów – mamy tu znowu czasowe pomieszanie z poplątaniem, a na sam koniec komiksu znów uraczeni zostajemy twistem fabularnym, który wiąże się z totalnie obcym miejscem, w nie wiadomo którym roku. Nie jest to jednak wadą – świadczy to bowiem o tym, że choć seria należy do tych raczej zagmatwanych, w których wielu rzeczy możemy się spodziewać i wiele nas jeszcze zaskoczy, to twórcy mają ewidentnie całkiem spójną i harmonijną jej wizję i chyba doskonale wiedzą (przynajmniej oni!), do czego to wszystko prowadzi – i nas, i dziewczyny. Również pod względem wizualnym trzeci tom nie odbiega poziomem od pierwszego i drugiego. Rysunki pozostają bez zmian i nadal są charakterystyczne dla całego cyklu i bardzo przyjemne dla oka. W kolorach natomiast zdecydowanie dominują odcienie niebieskiego. Wszystko jest lekko przygaszone, jakby bohaterki niemal cały czas przebywały w mroku. I w zasadzie, biorąc pod uwagę ich niewiedzę – ponekąd tak jest.

Paper Girls 3 to zatem kolejny krok ku przygodzie, poznaniu i zagmatwaniu. Rozbudza nasze nadzieje na jeszcze ciekawsze poprowadzenie wątków i interesujące interakcje między bohaterkami. Pytanie tylko, czy i tym razem dziewczyny zostaną rozdzielone, i jak odnajdą się w czasach, do których postanowił je wrzucić los. Jeśli w ogóle wylądowały w tym samym roku… Z serią Vaughana bowiem wszystko jest możliwe. Mam nadzieję, że wątek konfliktu pokoleń i starszego mężczyzny wróci, bo w tym tomie był zepchnięty na margines, a nie ukrywam, że jest on niezmiernie ciekawy. Czekam również z niecierpliwością na kolejne klony Erin, bo z drugiego tomu wiemy przecież, że ten, którego tam poznaliśmy, może nie być jedynym. No cóż – ja nie zamierzam się dłużej zastanawiać i od razu sięgam po czwarty tom, by później – zapewne w zniecierpliwieniu – oczekiwać na wydanie piątego. Do zobaczenia zatem w przyszłości! Albo w przeszłości.
Fot.: Non Stop Comics
![Zaglądając w przyszłość – Brian K. Vaughan, Cliff Chiang – „Paper Girls – 4” [recenzja] paper girls](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/PP4.jpg)
![Bardzo smaczne jabłko - Vaughan, Chiang, Wilson, Fletcher - "Paper Girls - 2" [recenzja] paper girls](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/07/paper-girls-2.jpg)
![Stranger Girls – Brian K. Vaughan, Cliff Chiang – „Paper Girls - 5” [recenzja] paper girls](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/PG5.jpg)
![Ani jednego chłopaka - Brian K. Vaughan, Cliff Chiang - "Paper Girls - 1" [recenzja] paper okładka](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/03/paper-okładka.jpg)
![Nie takie zwykłe kobiety - Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch - "Rat Queens - 1 - Magią i maskarą" [recenzja] rat 1](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2018/04/rat-1.jpg)
![Dziewczyny rządzą - J. Allison, L. Treiman - "Giant Days - 1 - Królowe dramy" [recenzja] giant days](https://www.gloskultury.pl/wp-content/uploads/2019/09/giant-days-1.jpg)



