Komiksy,Recenzje

Zaglądając w przyszłość – Brian K. Vaughan, Cliff Chiang – „Paper Girls – 4” [recenzja]

paper girls
paper girls

Ach, podróże w czasie! Wciąż nas fascynują, wciąż pobudzają wyobraźnię i wciąż są niesłabnącą inspiracją dla twórców wszelkich wytworów kultury. Nic jednak dziwnego – dają tyle możliwości, ile dusza zapragnie, w dodatku nie ograniczając za bardzo twórców. Jak bowiem zastosować zasady logiki do czegoś, co samo w sobie wydaje nam się nielogiczne, bo wciąż nie istnieje w strefie świata realnego? Czerpią więc z tego tematu garściami autorzy książek, scenarzyści i reżyserzy, a także twórcy gier. Z fundamentów takiego pomysłu, do którego dołożono grupę stojących na krawędzi dzieciństwa roznosicielek gazet, a także odwieczny konflikt pokoleń, powstało Paper Girls – komiks równie szalony i chaotyczny, co niesamowicie wciągający, w którym przeszłość miesza się z przyszłością, wszystko staje na głowie, a dom i czas teraźniejszy, stają się dla głównych bohaterek miejscem i datą bardziej odległą niż rok 2077, choć same pochodzą z 1988. Co spotka je tym razem? I czy w końcu dowiedzą się, o co tak naprawdę chodzi? Czwarty tom – wreszcie – uchyla trochę więcej niż tylko rąbka tajemnicy!

Znów wszystko zaczyna się od nowa – niekontrolowany wybuch, nieplanowana wędrówka w czasie i niechciane rozdzielenie grupy. Tym razem dziewczyny lądują w przełomowym 2000 roku i choć wiedzą ze swoich wcześniejszych wędrówek, że świat przecież się wtedy nie skończył – są świadkami wydarzeń, które spokojnie można by nazwać apokalipsą… i nikt by nie protestował przeciwko użyciu tego słowa. Tą, która została w niewyjaśniony sposób oddzielona od grupy, jest tym razem Tiffany i tym razem to właśnie ona… spotka starszą o 12 lat wersję samej siebie. Jednak zanim do tego dojdzie, jej przyjaciółki – Erin, Kaje i Mac – za sprawą dedukcji tej pierwszej trafią do domu pewnej starszej kobiety, która zdaje się, że… właśnie na nie czekała! Wcale nie dziwi jej ich wizyta, ma jedynie obiekcje, co do ich strojów. Nic jednak dziwnego, skoro jest ona przekonana, że dziewczyny przybyły z przyszłości. Szybko okazuje się, że siwowłosa gospodyni od lat interesuje się podróżami w czasie i że nie jest to jej pierwsze spotkanie z osobami, które w wyniku takiej podróży się u niej znalazły.

Pojawiają się także oczywiście ci, którzy od początku serii kreowani są na „tych złych”. Piszę, że kreowani są na złych, a nie że faktycznie nimi są, ponieważ coś mi się wydaje, że prawda może być o wiele bardziej skomplikowana, a bohaterowie niejednoznaczni i wielowymiarowi. „Starzy” wiedzą coś, o czym ani czytelnicy, ani dziewczyny nie mają pojęcia. Co więcej, ich przywódca jest przekonany, że w rękach dziewczyn spoczywa los całego świata, mając je w dodatku za zło, które trzeba wyeliminować. Słowem – nasze tytułowe paper girls naprawdę nie mają pojęcia, w co się wpakowały i jak poważne są ich tarapaty. W dodatku okazuje się, że okazałą, iście filmową walkę gigantycznych robotów widzi jedynie Tiffany, a cała reszta nie potrafi jej dostrzec. Czy ma to więc związek z tym, że dziewczyna jako jedyna została oddzielona od grupy i znalazła się w innym miejscu? Czy została wrzucona do 2000 roku przez inne Spiętrzenie?

W czwartym tomie Paper Girls nie otrzymamy wielu wątków, ale tajemnica i zagmatwanie stają coraz większe, a kolejne wędrówki dziewczyn w czasie coraz bardziej skomplikowane – również dla nich samych. Nie ma nic normalnego i naturalnego w tym, że spotykamy na drodze swoją starszą wersję, poznając jednocześnie swoją przyszłość. Wiemy przecież, jak wpłynęło to na hardą Mac, która w trzecim tomie dowiedziała się, że jeszcze zanim stała się kobietą, zmarła na białaczkę. Choć więc komiks jest utrzymany często w zabawnym i lekkim tonie, to przebijają się przez niego ciężkie i trudne do udźwignięcia przemyślenia i rozważania; refleksje, w które zostaje wciągnięty także czytelnik, zastanawiając się razem z bohaterkami chociażby nad tym, czy już teraz – nieważne, ile ma lat – nie zmarnował sobie życia.

Jeśli chodzi o warstwę wizualną komiksu, to nie napiszę nic, o czym nie wspomniałabym już, recenzując poprzednie tomy. Paper Girls to seria konsekwentnie prowadzona zarówno przez scenarzystę, jak i rysownika. Bardzo ważne jest dla mnie również to, że postaci są wciąż tak samo charakterystyczne i rozpoznawalne. Żadna z dziewczyn nie ma nagle innych rysów lub mimiki – co może nieczęsto, ale jednak zdarza się w komiksach. Intensywne, żywe barwy to w ogóle cecha, z którą kojarzę tę komiksową serię. Już same okładki są soczyste, żywe i barwne, a kolory, użyte do wypełnienia rysunków, są zawsze dobrze dobrane do rozgrywających się wydarzeń. W tej kwestii nic zatem – jak już wspomniałam wcześniej – się nie zmieniło. I dobrze, bo cenię sobie warstwę wizualną Paper Girls od pierwszego tomu, od pierwszej w zasadzie planszy, jaką ujrzałam, otwierając ten komiks.

Konflikt pokoleń robi się coraz ciekawszy, ale i coraz bardziej zagmatwany. Czytelnik z konsternacją obserwuje pewne wydarzenia, a także niektóre osoby. Twórcy podrzucają nam pewne podpowiedzi, ale to wciąż za mało, by w pełni zrozumieć, o co tutaj chodzi, czego możemy się spodziewać i jak ostatecznie rozwiąże się ta zagadka. Ciekawe, czy – zgodnie ze schematem – w następnym tomie dowiemy się, jak wygląda przyszłość Kaje, zwłaszcza że niedawno wyjawiła ona pewien sekret swoim przyjaciółkom. Sekret, który z pewnością będzie miał bezpośredni wpływ na jej przyszłość. Jeśli dziewczyny nie zagubią się gdzieś w czasie i przestrzeni. I choć na chwilę obecną nadal piętrzy się przed czytelnikiem sporo zagadek, ostatnia scena 4. tomu daje nadzieję na to, że wiele rzeczy wyjaśni się właśnie w 5. odsłonie.

Z różnych względów miałam długą przerwę od cyklu Paper Girls (od komiksów w ogóle). Między 3 a 4 tomem upłynęło u mnie sporo wody, choć komiks cały czas miałam pod ręką. Teraz, świeżo po lekturze, cieszę się, że wróciłam do Stony Stream i do paczki przyjaciółek, które ze zwykłych roznosicielek gazet stały się podróżniczkami w czasie i stroną w konflikcie, o którym wciąż wiedzą tak mało. Żałuję również, że tak długo dałam się prosić o powrót do świata wykreowanego przez Briana K. Vaughana i Cliffa Chianga. Zapomniałam, że pozwala on tak szybko zapomnieć o zwykłym, szarym życiu. O codziennych problemach. O świecie, w którym czas płynie tak zwyczajnie.

Fot.: Non Stop Comics


Przeczytaj także:

Recenzja trzeciego tomu Paper Girls

Podobne wpisy:

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *