Książki,Recenzje

Gonitwa za klęską – Patrick Deville – “Viva” [recenzja]

Viva
Viva

Patrick Deville ponownie zabrał mnie ze sobą na nietypową wędrówkę po kartach Historii – wędrówkę spontaniczną, realizowaną w artystycznej euforii podróż krokami tych, którzy nie zamierzali z łatwością spędzić swojego życia i ze starości umrzeć we własnym łóżku. Francuskiego pisarza ekscytują losy ludzi, którzy postanowili żyć według własnego widzimisię, nie zwracając uwagi na otaczający ich świat; wynajduje na przestrzeni dziejów niepoprawnych marzycieli, którym konkretny cel przyćmił rzeczywistość, prowadząc ich do nieuchronnej zguby podczas kolejnej próby osiągnięcia sukcesu. I chociaż Patrick Deville zazwyczaj wyciąga za uszy bohaterów, którzy w natłoku zwrotnicy dziejów zostali zepchnięci na biograficzny margines, Viva zaskakuje pierwszym odważnym wyborem – oto obok Malcolma Lowry’ego, mistrza jednej powieści, pojawia się Lew Trocki, postać kojarzona przez każdego ucznia uczęszczającego na lekcje historii. Co też szalonego objawiło się w umyśle autora, że postanowił połączyć te dwie postacie?!

Z pewnością punktem wspólnym jest Meksyk. To tam Lowry udaje się, aby roztrwonić majątek i napisać arcydzieło literatury, które arcydziełem ostatecznie nie zostało. To tam również udaje się Trocki jako banita, którego okrwawiona ręka Stalina chce pochwycić za wszelką cenę. Dusza turysty przejmuje tutaj władzę nad piórem Deville’a, z lubością oddającego się łączeniu życiorysów wielu osób z jednym, konkretnym miejscem, które zdaje się być dla niego równie istotne, jak sami bohaterowie: Wspólnie przypuszczają atak na białe mury Kazania – miasta, w którym Tołstoj spędził młodość i gdzie Lenina wyrzucono z uniwersytetu, kiedy jego brat Aleksander został skazany i powieszony za przygotowywanie zamachu terrorystycznego na cara. Ten cytat to tylko jeden z przykładów takich splątanych nici, które można znaleźć we wszystkich jego książkach – nie ma na globie miejsca, które by nie związało ze sobą biografii w nawet najmniej spodziewanych aspektach. I chociaż akurat wybrałem cytat o Kazaniu, to przede wszystkim meksykańskie uliczki i kamienice są miejscem, gdzie świat zawęża swoje granice, co Deville z lubością wykorzystuje, aby biografie tak różnych sobie ludzi – ludzi, którzy się nigdy nie spotkali – związać nierozerwalną nicią.

Nie da się ukryć, że Viva w większej mierze opowiada o życiu Trockiego na wygnaniu, ale też trzeba szczerze przyznać, że jego meksykańskie perypetie owocowały w więcej wydarzeń niż alkoholowe odpływy Lowry’ego. Rosyjski wygnaniec wdał się przecież w ognisty romans z Fridą Kahlo (nieprzypadkowo parę widzimy na okładce książki), malarką i działaczką na rzecz rewolucji komunistycznej w Meksyku. Ale to nie lewicowe poglądy interesują Patricka Deville’a, lecz pokrętne ścieżki losu, które tę dwójkę najpierw ze sobą połączyły, aby ostatecznie doprowadzić do rozłamu zarówno jej małżeństwa z innym meksykańskim artystą, Diegiem Riverą, jak i zdemaskowania jego kryjówki. Tak, autor celowo nie szczędzi stron książki na Fridę, bo przecież to w jej artystyczno-rewolucyjnym towarzystwie znajduje się przyszły morderca Lwa Trockiego.

Malcolm Lowry natomiast, według słów Deville’a, ukrywa się w Meksyku przed samym sobą. Francuski wirtuoz pióra jak zwykle potrafi w punkt scharakteryzować bohatera tak, że od razu przed oczami staje nam sylwetka: Lowry ma dwadzieścia siedem lat i wygląd boksera o palcach zbyt krótkich, by objąć oktawę na pianinie lub ukulele. Jest synem pracującego w pocie czoła handlowca, który nie ma sumienia, by odciąć swą latorośl od pieniędzy, bez których Lowry junior zapewne skończyłby na jeszcze gorszym dnie. Pieniądze trwoni na alkohol i błąkanie się po świecie, jest więc, podobnie jak Trocki, banitą – tylko że z własnego wyboru. Usilnie chce zostać mistrzem pióra, pisząc kilka wersji Pod wulkanem, tak samo jak Trockiemu marzy się skuteczna walka z kapitalizmem. Stąd też Patrick Deville uznał, że Viva będzie idealną książką do spotkania tych dwóch jegomości, co pieczętują słowa autora:

Lowry wyobrażał sobie, że zrewolucjonizuje po raz kolejny sztukę prozy poetyckiej – cel równie rozległy, wspaniały i mało realistyczny jak marzenie Trockiego o rewolucji permanentnej.

Odkładając książkę na półkę, zorientowałem się, że Viva to pierwsza książka Deville’a, która okazała się być smutna. Oczywiście, Pura Vida o szalonym Williamie Walkerze czy Ekwatoria opowiadająca o losach Brazzy, zawziętego i niespełnionego podróżnika, to nie były książki, które zakończyły się happy endem. Jednak odniosłem wrażenie, że ci XIX-wieczni marzyciele oddali życie w pełni świadomie, goniąc za nieosiągalnym celem. Lowry i Trocki to jednak niepoprawni marzyciele, którzy o spełnieniu swych pragnień debatują na wygnaniu, siedząc w ukryciu lub pijąc mocne drinki do białego rana. Z książki Deville’a płynie pytanie o użyteczność topienia samego siebie we własnych pragnieniach, skoro kieruje nami bezradność i bezczynność, chociaż i tak najcelniejsze pytanie pada z ust samego autora: Skąd się bierze ich piękna i straszna samotność, dlaczego składają w ofierze samych siebie, porzucają życie, jakie chcieliby wieść, oraz ludzi, których kochają, i gonią wciąż za klęską wieńczącą ich wysiłki? Przerażające są sylwetki bohaterów Vivy, którzy stali się więźniami własnych pragnień. Jednocześnie wspaniałe jest to, z jaką literacką wirtuozerią i ludzką przyzwoitością Patrick Deville traktuje obu panów jako nieszczęśników, których historia jest godna opowiedzenia.

Fot.: Noir sur blanc


Przeczytaj także:

Recenzja ksiązki Pura Vida. Życie & śmierć Williama Walkera

Recenzja książki Ekwatoria

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.