Filmy,Recenzje

Zaskoczenie goni brutalność i głupotę – Patryk Vega – „Pitbull” [recenzja]

Legenda beznadziei filmów Vegi wyprzedza premierę każdego jego filmu. Niespodziewanie doszły mnie słuchy, że Pitbull przerywa złą passę. Właśnie dlatego na seansie filmu Pitbull byłem skupiony jak na żadnym innym.

Od dawna chciałem obejrzeć jakikolwiek film Vegi, lecz za każdym razem dawałem sobie spokój już na samym początku. Podczas oglądania jego najnowszego filmu zauważyłem dlaczego. Początki u Vegi są po prostu niewspółmiernie złe do reszty filmu. W tym przypadku sytuacja jest identyczna. Poznajemy historię gangstera, Nosa, będącego najnudniejszym gangsterem ze znanych mi filmów. Wcielający się w niego Przemysław Bluszcz przedstawił się tu jako aktor jednej miny i praktycznie jednego tonu głosu. Przez cały film zmieniał się ów ton minimalnie (z „grr jestem wielkim złym gangsterem” do „wrr jestem bardzo zły”), podobnie jak kącik nachylenia ust (centymetr w dół albo usta zaciśnięte w kreskę). Na nieszczęście spędzamy z nim jako głównym bohaterem aż 1/3 filmu.

Nosa poznajemy w cudaczny sposób. Otóż jest na randce z kasjerką, która sama zaprosiła go na spotkanie po tym, jako on kilka razy stał w drzwiach sklepu i patrzył na nią bez słowa. Na tej randce cud opowiada jej historię swojego życia. Dowiadujemy się, że matka go nie kochała i przez parę lat dziecięcych żył jak bezdomny, włócząc się po klatkach schodowych itp. Obserwujemy jego przemianę, kiedy jako 14-latek założył własny burdel i przejął pracownice z burdelu własnej matki (zrzucając ją potem ze schodów). Jak to postawił się gangsterom, którzy się na nim zemścili i którym się potem odwdzięczył. Finalnie poznajemy historię jego współpracy z tytułowym Pitbullem, a randkę przerywa detektyw policji. Vega poleciał po całej bandzie. Wspomniałem, że Nos od dzieciństwa bawił się bombami i nauczył się konstruować absolutnie każdy ich rodzaj?

Kadr z filmu

W pewnym momencie granica absurdu została przekroczona. Zacząłem szukać przebłysku dobroci w tym wszystkim, jakiegoś ratunku. Znalazłem – były to wybuchy i historie zamachów Nosa. Niektóre były zabawne, niektóre po prostu ciekawe. Mimo to nie chciałbym oglądać tego początku raz jeszcze. Jeśli kiedykolwiek zdecyduję się oglądać ten film ponownie, zacznę od mniej więcej trzydziestej minuty.

Po tak kiepskim początku zaczyna się robić coraz lepiej. Kolejny z trzech rozdziałów Pitbulla skupia się na synu wspomnianego wcześniej detektywa. Jarek, grany przez Sebastiana Delę, postanawia razem z kolegami okradać domy bogatych ludzi. O ile motywacja bohaterów jest jako tako akceptowalna, o tyle pochodzenie ich umiejętności… W świetle wydarzeń z filmu wydaje mi się, że studenci informatyki mają zadatki na najlepszych złodziei na świecie.

Oczywiście po drodze fabuły młodociani złodzieje wpadają (przez lekkomyślność oczywiście) i zaczynają się problemy. Jarek zwraca się po pomoc do ojczulka, detektywa Jacka Gosa. Postać grana przez Andrzeja Grabowskiego to zdecydowanie najciekawsza postać z filmu (chociaż nie ukrywam, że dużego wyboru nie ma). Mamy tutaj do czynienia z detektywem zdeterminowanym do pomocy synowi. Przy okazji zmaga się też z dylematem moralnym: być dobrym policjantem, czy nagiąć prawo i pomóc synowi. W rozwiązaniu tego problemu pomaga mu… ksiądz i biblijna Księga Wyjścia. Ta nieoczekiwana inspiracja z jednej strony jest ciekawa, z drugiej strasznie naiwna. Czasami wyglądało to, jakby scenariusz był pisany pod konkretne cytaty. Osobiście lubię takie nawiązania i smaczki, więc przymknąłem oko na prostotę takiego rozwiązania. Wyciągając wnioski z tego, co napisałem wyżej, łatwo zbudować oczekiwania na resztę filmu. Plany wychodzą miejscami zbyt idealnie, wydarzenia układają się nazbyt po myśli części z bohaterów i tak dalej. Taki jest cały Pitbull. Żeby się dobrze bawić, trzeba zawiesić poprzeczkę wiary naprawdę nisko.

Najbardziej z całego filmu podobało mi się zakończenie. Jeśli uwierzyć w to, co tam się działo, wyszło całkiem interesująco i emocjonująco. Pochwalić tu muszę także muzykę, która dodała zakończeniu porządnego kopa. Podobnie montaż – pod koniec filmu nie mam mu nic do zarzucenia. Części rzeczy się spodziewałem, na część czekałem, słowem – wciągnąłem się.

Pitbull nie jest dobrym filmem. Jest mocno średni i ma swoje przebłyski, ale to od Was zależy, na czym Wam w kinie zależy. Lubicie strzały i brutalność? Możecie obejrzeć. Wolicie porządną detektywistyczną robotę, a nie policję działającą miejscami jak amerykańska? To nie do końca warto. Dla mnie najnowszy Vega to film mocno nierówny i do niezobowiązującego oglądania na imprezie albo tak, żeby coś leciało w tle.

Jeżeli moja recenzja wzbudziła Wasze wątpliwości i wahacie się, czy iść, obejrzyjcie zwiastun. Jeśli zwiastun Wam się podoba, możecie zaryzykować wycieczkę do kina. Jeśli jednak nie odnaleźliście w nim nic ciekawego, sprawdźcie go sobie, jak pojawi się na Netflixie. Tylko nie spodziewajcie się zbyt wiele.

Obejrzyjcie wspomniany zwiastun:

PITBULL (2021) Zwiastun bez cenzury

Fot.: Kino Świat


Przeczytaj także:

Recenzja filmu 365 dni

Podobne wpisy:

Gra aktorska5
Muzyka6
Scenariusz4
Logika3
4.5Ocena ogólna

Studiuję dziennikarstwo i ehistorię. Interesuję się szeroko rozumianą popkulturą, produkcją filmową (w tym głównie operatorką kamery i montażem), fotografią, marketingiem i social mediami. Prowadzę swój kanał na YouTube, zorientowany głównie na popkulturę. Aktualną serią przewodnią są recenzje książek.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *