Piątkowa ciekawostka o…: Freddie Mercury i Queen

Chociaż wydawać by się mogło, że taki zespół jak Queen od początku był skazany na sukces, to w istocie grupa musiała uzbroić się w pokłady cierpliwości, aby wreszcie ją doceniono. Intrygujący jest przede wszystkim los frontmana Queen, Freddiego Mercury’ego, którego wielkości nie podważało się przez większą część kariery, a zwłaszcza po jego śmierci. Jednak każda królowa musi najpierw być mało znaczącą księżniczką, której walory wyjdą na światło dzienne w odpowiednim czasie. Queen i Freddie Mercury to, zdawałoby się, jedność, ale tak jak nie od razu Rzym zbudowano, tak nie od razu Freddie stał się integralną częścią zespołu. I tymi słowami zaczynamy pierwszą piątkową ciekawostkę muzyczną.

Queen nie jest grupą, która w mityczny sposób spotkała się nagle na szkolnym korytarzu i postanowiła grać rock’n’rolla. Gdy Roger Taylor i Brian May zakładali ze swym przyjacielem Timem Staffellem zespół Smile, nawet nie podejrzewali, że o mały włos nie spotkaliby Farokha Bulsary, nie założyliby z nim jednego z najlepszych zespołów wszechczasów, a ich muzyczna kariera zapewne skończyłaby się na graniu w niewielkich salach koncertowych. Paradoksalnie, to mało znany Tim Staffell najwięcej przyczynił się do sformułowania trzonu późniejszego Queen. To on zapoznał swego kolegę o orientalnych rysach z przyjaciółmi z zespołu. Fred już wtedy był pod wielkim wrażeniem zespołu Smile, ale wciąż był tylko obserwatorem kolegów znajdujących się na wielkiej scenie, o której on tak bardzo marzył.

Żeby było śmieszniej, Freddie był na tyle blisko z Rogerem Taylorem, że razem dzielili mieszkanie, mimo to jednak nawet nie przyszło im na myśl, aby wspólnie grać. Powodem mogła być wrodzona nieśmiałość Freddiego, który bardzo długo ukrywał swój wokalny talent. I chociaż marzył o tym, aby wejść na scenę razem z Mayem i Taylorem, długo musiał czekać na swoją kolej. Mimo że zespoły pod koniec lat 60. były bardzo niestabilne i ich skład nieustannie się zmieniał (muzycy nie dogadywali się ze sobą, porzucali pozę rockmana dla stabilnej kariery zawodowej), późniejszy Freddie Mercury nawet nie śmiał startować do tak doświadczonej – w jego mniemaniu – grupy jak Smile.

Swój talent i ekspresję sceniczną pokazał, występując jako wokalista w zespole Ibex, którego nazwę później zmienił na Wreckage (jego zdaniem zespół grający ciężkiego rocka musi mieć ciężką nazwę). Nie wszyscy jednak byli pod wrażeniem jego popisów. Jego ekscentryczność niektórych odpychała – od wokalisty oczekiwano raczej statycznego śpiewu w stylu Erica Claptona aniżeli biegania po całej scenie. Klasowym numerem Freddiego było wkładanie sobie mikrofonu do ust i wydawanie przy tym różnych dźwięków. Swoją drogą, podczas jednych z takich spontanicznych zachowań Freddie opatentował swój znak rozpoznawczy – półstatyw, z którym nieustannie kręcił się po scenie, grając z Queen. Gdy podczas jednego z występów wymachiwał całym statywem, część nagle odpadła, pozostawiając wokalistę w niepewności – naprawić sprzęt, czy mimo to kontynuować? Fred postanowił śpiewać dalej, a od następnego koncertu występował już tylko z połową uchwytu na mikrofon.

Ciekawe jest to, że gdy Freddie Bulsara wreszcie dołączył do Smile (z zespołu odszedł Tim Staffell – a więc Fred zastąpił gościa, który właściwie zapoznał go z resztą grupy), nie był od początku uważany za wielką gwiazdę i idealnego wokalistę, nawet wśród kolegów z zespołu. Brian May przyznał, że z początku uważał Freddiego za dobrego showmana, ale takiego sobie wokalistę. Roger Taylor natomiast twierdził, że ich nowy wokalista miał dziwne vibrato, które niektórych irytowało. Co więcej, niektórzy obserwatorzy ówczesnej sceny przyznawali, że frontman grupy stanowi jej najsłabsze ogniwo!

Koniec końców, Freddie Mercury swoim uporem i stanowczością utrzymał się w grupie, a dzięki stałemu rozwijaniu się doprowadził swój głos i wizerunek do perfekcji. Swoją pozycję umocnił decyzją o zmianie nazwy zespołu Smile. Pragnął zadziwić, zaszokować publikę, więc zaproponował nazwę Queen i sam stworzył emblemat grupy. I chociaż droga do sukcesu nie była prosta, a zespół dopiero czwartą płytą (A Night At The Opera) przekonał do siebie szeroką publiczność, Freddie nieustannie wierzył, że on i jego koledzy są skazani na sukces. I miał, cholera, rację.

Jak natomiast zakończyła się historia oryginalnego składu Smile? Po śmierci Freddiego Mercury’ego, pozostali członkowie zespołu próbowali pogodzić się ze stratą przyjaciela. Podróżowali więc w trasy z własnymi zespołami – jak np. Roger Taylor z własnym projektem The Cross. Podczas koncertu zespołu 22 grudnia 1992 w klubie Marquee w Londynie, na scenę nagle wkroczył Tim Staffell i Brian May, którzy razem zagrali dwa najsłynniejsze kawałki Smile – autorski numer Earth i cover piosenki Tima Hardina If I Were A Carpenter.

Smile (reunion) - If I Were A Carpenter (Roger Taylor & Tim Staffell & Brian May - 22/12/1992)

Fot.: Wikimedia Commons

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.