Książki,Recenzje

Piłkarski poker – Anonim – “Agent. Naga prawda o kulisach futbolu” [recenzja]

Futbolu obnażonym kibice i pasjonaci piłki nożnej mogli za sprawą opowieści anonimowego piłkarza przekonać się, jak wygląda ich życie prywatne i zawodowe za kulisami – kiedy flesze i trybuny milkną, szatnia się zapełnia, a impreza w hotelu trwa w najlepsze. W nowej propozycji wydawnictwa SQN, Agent. Naga prawda o kulisach futbolu, możemy podejrzeć w podobny sposób pracę agenta, którego rola i zadania wciąż stanowią swego rodzaju tajemnicę.

Opowieść zaczyna się niezwykle ciekawie – narrator przekonuje nas swoją swobodą, podejściem do czytelnika i prostym, niewymagającym stylem. Historię rozpoczyna od wytłumaczenia, jak w ogóle doszło do tego, że postanowił  zostać agentem (od samego początku nie ukrywa, że głównym wabikiem były pieniądze), kto prowadził go za rękę podczas swoich pierwszych kroków w tym fachu i jak wyglądał początkowy kontakt z klientami. Czytelnik zaznajomiony z Futbolem obnażonym nastawiony jest na zabawne anegdoty, szokujące wyznania i sekrety, których być może się domyślał, ale po cichu miał nadzieję, że pozostaną one w strefie domysłów. I teoretycznie dostaje to wszystko, jednak… zwierzenia anonimowego agenta wypadają o jednego gola słabiej na tle wyznań równie anonimowego piłkarza.

Agent  jest bardzo dobrze zaplanowany pod względem technicznym. Kolejne rozdziały są sensownie poukładane, a ich tytuły chwytliwie (Sępy, Klient ma zawsze rację, Buty, Osaczony…). Język, jak już wspomniałam, jest prosty, czuć, że to historia kogoś, komu nie zależy na tym, aby upiększać swoją opowieść, wznieść ją na jakieś stylistyczne wyżyny czy udawać kogoś, kim  nie jest. Wszelkie skomplikowane niekiedy sytuacje również opisane są w sposób klarowny i nawet najbardziej zagmatwane konszachty w piłkarskim światku można zrozumieć. Tajemniczy agent działający na terenie ligi angielskiej bez jakichkolwiek oporów opowiada o paskudnych przyzwyczajeniach i brudnych interesach w wykonaniu tak innych agentów, jak i swoim. Nikogo nie wybiela, wręcz przeciwnie – zdaje się, jakby cała książka wzięła się z chęci wylania jadu, który zbierał się w narratorze przez całą jego karierę.

Obiecywanej nagiej prawdy jest całkiem sporo, zaczynając od spraw drobnych (jak to, że zawsze musisz brać pod uwagę fakt, iż z własnych pieniędzy będziesz wykładał na buty dla piłkarzy, których chcesz wziąć pod swoje skrzydła), poprzez te średniego kalibru (kiedy to musisz kryć swoich klientów podczas wyjazdów, na których niemal pewne, że zdradzą swoje żony), kończąc na tych najpoważniejszych (łapówki, oszustwa, wyroki…). Agent ma wiele do powiedzenia i chyba największym plusem jego opowieści jest to, że wplata w nią również własne błędy, pomyłki i przekręty. Jego historia gra tak naprawdę pierwsze skrzypce – zaczyna się tam, gdzie zaczynał swoją karierę Agent, a kończy w miejscu, w którym zawód ten pozwolił mu odrobinę spokornieć.

To, co najbardziej razi podczas lektury Agenta to niesłychana wręcz arogancja i zadufanie naszego narratora. Ileż to razy wspomina z dziką niemal satysfakcją o głupocie i braku wykształcenia piłkarzy! Jak często wytyka palcem przywary innych agentów i całej reszty tych, którzy w jakikolwiek sposób związani są ze światem sportu. Agent jest opryskliwy, wulgarny, prostacki i… nie lepszy od tych, których z taką łatwością gnoi i gani. Trzeba jednak powiedzieć sobie szczerze, że wszystko to jest właśnie siłą tej książki. Ona ma być brutalna, bezlitosna i wredna niczym niewyspana kobieta w „te dni”. Taka jej rola i taka rola tajemniczego agenta – obnażyć, wyśmiać, wyolbrzymić.

Na pewno warto sięgnąć po Agenta, bo aż roi się w nim od historii, których nie usłyszymy nigdzie indziej. Choć mogliśmy spodziewać się tego, że kulisy pracy agenta piłkarskiego to tak naprawdę nic innego, jak bezlitosna pogoń po trupach ku milionowym kontraktom – książka potrafi zszokować i zaskoczyć. Mimo że wielu rzeczy nie powinniśmy brać za pewnik i niepodważalną prawdę, to niewiele będzie potrafiło uratować obraz ludzi, którzy w imieniu piłkarzy pertraktują z kolejnymi klubami. Książka Anonimowego Agenta to na pewno mocna i angażująca czytelnika historia z – można by powiedzieć – morałem. Kiedy bowiem jest się bezlitosnym dla innych, kiedy wykorzystanie czyjejś niewiedzy dla pieniędzy przychodzi nam bez trudu, a rozpady kolejnych małżeństw dziejące się na naszych oczach nie wzbudzają w nas żadnych emocji – czy może spotkać nas coś lepszego?

Agenta wyłania się też nieco głębsza i smutniejsza prawda. Ludzie opisywani na kartach książki to osoby znane, opływające w dostatek, piękne kobiety, sukces i idące z nim w parze luksusy, jednak – jak to często bywa – ilość pieniędzy na koncie jest wprost proporcjonalna do ilości samotnych wieczorów i odwrotnie proporcjonalna do ilości przyjaciół. Kiedy jednak wpadnie się w tryby tej machiny, niezwykle trudno się z nich uwolnić. Kiedy nasz agent kończy swoją opowieść, tak naprawdę zaczyna snuć kolejną. Miliony płynące bowiem na całym świecie z futbolu nigdy nie przestaną przyciągać i nęcić, żadna samotność i żaden spędzony w pojedynkę wieczór nie odstraszą tych, którzy raz wpadli w futbolową maszynę do robienia pieniędzy. Te kulisy futbolu, za którymi trwa ta właściwa gra o czyjś sukces i ogromne kwoty, można śmiało porównać do hazardu. Robi to zresztą sam Agent, który w pewnym momencie wyznaje:

Wiem już, kiedy uciekać, a kiedy oszukiwać, kiedy kontynuować, a kiedy odejść od stołu, kiedy blefować, a kiedy się powstrzymać. Cały ten biznes to jedna wielka niekończąca się partia pokera i jeśli będziesz siedział przy stole wystarczająco długo, to być może – może! – będziesz miał na tyle szczęścia, by wygrać lub wręcz rozbić bank. Zanim oczywiście bank nie dorwie się do ciebie.

O ile Futbol obnażony był niekiedy smutną, a niekiedy zabawną historią o kulisach piłkarskiego życia w splendorze, pijackich wygłupach i poważnych dylematach, o tyle Agent to lektura przygnębiająca i wprawiająca w złość, już rozzłoszczonego obecnym stanem futbolu, czytelnika. Tytułowy agent irytuje, drażni, przechwala się i narcystycznie opowiada o kolejnych zdobyczach. Na szczęście zdarzają mu się również chwile słabości, w których potrafi przyznać się do popełnionych błędów (co nie znaczy, że nie popełni ich znowu – po prostu będzie ostrożniejszy), a także zwrócić honor piłkarzom, wśród których – jak się okazuje – są również inteligentni i lojalni zawodnicy. I właśnie te chwile okraszają niezwykle aroganckiego i – bądź co bądź – depresyjnego w swej wymowie Agenta, tym światełkiem (fleszem?) nadziei, że i w futbolowym świecie, są jeszcze porządni ludzie.

Fot.: wsqn.pl

Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".