Betelgeza

Planeta singli – Leo – „Betelgeza” [recenzja]

Komiksy kojarzę zazwyczaj jako pracę zespołową– utalentowany scenarzysta łączy siły z nie mniej utalentowanym rysownikiem, aby stworzyć dzieło, będące syntezą „supermocy” tej dwójki. Są też wizjonerzy i wolni strzelcy, którzy wolą samotnie nadawać kształt i brzmienie własnym wyobrażeniom. Możemy godzinami dyskutować, która opcja jest może nie tyle lepsza, co bezpieczniejsza – czy tworząc dzieło samemu od początku do końca, zapewnimy mu nieskazitelność, czy to właśnie współpraca jest gwarancją sukcesu. Najważniejsze, że w akcie solo, jak i duecie komiks ma swoich wybitnych twórców. Z tych samotników warto wyróżnić chociażby Jeffa Lemire’a (Roylal City, Łasuch). Jestem pod wrażeniem ogromu pracy, jaki twórcy jego pokroju wkładają w komiks, więc Leo dostał ode mnie kredyt zaufania – w końcu zrobić komiks w pojedynkę to nie byle co! Betelgezę zacząłem czytać z zapartym tchem i…

Budzi pani we mnie prawie niepohamowaną żądzę, muszę ze sobą walczyć, aby powstrzymać dłoń przed dotknięciem pani piersi!

Tak jak jeden z bohaterów na swoje towarzyszki, ja rzuciłem się na tę historię z oczekiwaniami na co najmniej przyzwoite science-fiction. Może nie przełomowe w mojej literackiej przygodzie – bo odkąd poznałem twórczość Cixin Liu, to ciężko będzie napisać cokolwiek lepszego – ale też nie na tyle banalne, żeby uznać to za stratę czasu. Betelgeza świetnie się zaczyna: oto przed nami próba kolonizacji kolejnej planety, jednak pierwsi kolonizatorzy z niewiadomych przyczyn utknęli, po czym podzielili się na dwa wrogie ideologicznie obozy. Kość niezgody między rozbitkami ma fundamentalne znaczenie nie tylko dla ekspansji ludzkości, ale samej etyki – na Betelgezie żyją Jumy, które sprawiają wrażenie istot co najmniej równie inteligentnych co ludzie. Potwierdzenie ich „człowieczeństwa” byłoby porażką dla kolonizacji planety, a to nie wszystkim przypadłoby do gustu. Leo naprawdę pomysł miał przedni i aż żałuję, że przykrył to infantylnymi bzdetami.

Nie, poruczniku Hudson, nie mam ochoty z panem spać!

Szybko okazuje się, że Betelgeza nie jest opowieścią o dramatycznej walce o życie na obcej planecie, tylko pokręconym, seksualnym reality-show o nastolatkach zamkniętych w jednym pomieszczeniu. Leo co chwila wpycha kogoś do łóżka tak, jakby w niesprzyjających okolicznościach ludzie wciąż myśleli o swoich przyrodzeniach. Kim Keller od każdego napotkanego mężczyzny słyszy, że jest niesamowicie piękna i nikt nie przepuści okazji, żeby się do niej przystawić. Inga również nie narzeka na adoratorów. Najgorsze jest jednak to, że napastliwość samców traktują z przymrużeniem oka. Gdy wyżej wspomniany Hudson dobiera się do jednej z pań, jej koleżanka komentuje to z uśmiechem: Można go zrozumieć… Jest piękna! Naprawdę, panie Leo? Autor wykazuje się niebywałą infantylnością i z rosnącym zażenowaniem czytałem kolejne czerstwe dialogi, które skutecznie zniechęcały mnie do poznania reszty historii. A wyrażenie „przespać się” budzi we mnie już tylko odrazę.

Mam tylko 18 lat. Moje piersi jeszcze się powiększą. Mówię to na wypadek, gdyby bardziej pociągały cię dziewczyny z dużym biustem…

Leo w dodatku szczuje nas piersiami na prawo i lewo, i o ile w scenach zbliżeń jest to zrozumiałe, tak do dzisiaj nie pojmuję, czemu Mai Lan przez więkoszość czasu paraduje praktycznie naga, chociaż nie została wychowana jak Mowgli – w dżungli. I ciągle wspomina o swoim kompleksie na temat biustu! Doprawdy nie wiem, skąd Leo wziął pomysł, że grupa nieznajomych będzie wobec siebie nie tyle bezwstydna, co obsceniczna. Przykro mi to mówić, ale Betelgeza jest pod tym kątem komiksem niedojrzałym. Chciałbym uratować rysunkowy talent Leo innymi przykładami jako kontrapunkty do moich zarzutów, ale i tego z czystym sumieniem nie mogę zrobić. Fauna i flora na tajemniczej planecie jest liczna, ale nudna. Jego rysunki nie charakteryzują się ogromem detali, więc nie czerpałem przyjemności z oglądania poszczególnych kadrów. Chociaż komiks powstawał w latach 2000-2005, wygląda jakby został stworzony w latach 80. Nawet konstrukcje pojazdów i urządzeń wyglądają archaicznie. Kojarzycie Gwiezdne wojny i ten styl retro? Tu mamy mniej więcej do czynienia z podobnym stylem – wystarczy powiedzieć, że używany przez kolonizatorów aerojeep wygląda jak miniaturowy walec.

Ona jest zakochana we mnie, ja jestem zakochany w tobie, a ty nie wiesz, czy jesteś zakochana w kimkolwiek. Jak w kiepskim filmie!

„Albo komiksie” – wyrwało mi się zaraz po przeczytaniu tego zdania. Betelgeza ogromnie mnie rozczarowała swoją nijakością, płytkością i infantylnością. Chociaż komiks próbuje zachować twarz na sam koniec, gdy wyjaśniają się przyczyny trudnej sytuacji kolonizatorów na planecie, wciąż nie mogłem wyzbyć się obrzydzenia narracją prowadzoną przez Leo. Wszystko tu gra fałszywe nuty – zarówno scenariusz, bohaterowie, jak i oprawa wizualna. Myślę, że jest obecnie tyle dobrych komiksów, że na Betelgezę szkoda czasu i pieniędzy.

Wszystkie cytaty pochodzą z komiksu Betelgeza. Niestety.

Fot.: Egmont

Betelgeza

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • Myślę że twoja recenzja jest grubo przesadzona,czepiasz się za dużo rzeczy,a odnośnie piersi w komiksie,pewnie wolałbys siurki,co?

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.