Książki,Wielogłos

Wielogłosem o…: „Po piśmie”

Po piśmie
Po piśmie

Jacek Dukaj jest licznie nagradzanym pisarzem literatury science fiction. Spod jego piór wyszły takie powieści jak: Perfekcyjna niedoskonałość. Pierwsza tercja Progresu (pierwsza część Trylogii Progresu), Lód oraz opowiadanie Katedra. Dukaj to trzykrotny laureat „Śląkfy” jako Twórca Roku, otrzymał również trzy nominacje do Paszportu Polityki. Owe wyróżnienia (i to nie wszystkie zostały tutaj wymienione) mówią same za siebie. W maju premierę miała najświeższa książka Jacka Dukaja – Po piśmie. To zbiór sześciu esejów opisujących ludzką rzeczywistość od prehistorii po zagrożenia technologiczne. Po zapisaniu słowo zaczyna się starzeć – pisze autor w intro. Rozpoczyna tym zdaniem filozoficzno-antropologiczne refleksje, które skondensowane są w esejach. Dukaj jawi się w nich nie tylko jako filozof, erudyta, ale może nawet naukowy prorok, który serwując liczne fakty, przybliża nam przykrą wizję rzeczywistości. To 400 stron intelektualnej odysei. Dlatego też postanowiliśmy ową podróż opowiedzieć polifonicznie – wielogłosem.               

WRAŻENIA OGÓLNE

Wiktoria Ziegler: Po przeczytaniu Po piśmie odczuwam wewnętrzny spokój. Dziwne to uczucie, zazwyczaj czuję dysonans, wzburzenie albo literacką nostalgię za przeczytaną już opowieścią. Myślę, że to również kwestia gatunku literackiego, jakim jest esej. A Dukaj w eseju jest prawdziwym geniuszem. W ogóle ja to fundament tegoż gatunku. Bo przecież autor staje się podmiotem, nadając maksymalny subiektywizm swojej formie wypowiedzi. Dukaj na tle esejów jawi się jako erudyta-gawędziarz, opowiada historię zanurzoną w różnych dziedzinach – filozofii, literaturze, neuronauce, fizyce czy popkulturze. Jest to gawędzenie niezwykle intelektualne. Czułam się oświecona z każdą kolejną stroną i wiedziałam, że następna jeszcze bardziej mnie uświadomi. Wiem, że brzmi to jak lukrowanie w stopniu zaawansowanym, ale tak właśnie było. Dlatego teraz odczuwam ów wewnętrzny spokój, ponieważ zostałam nakarmiona dużymi porcjami uświadamiającej wiedzy. Kiedy siadałam z tą książką w jakimś zaciszu, wiedziałam, że za chwilę będę czytelnikiem chłonącym i domagającym się faktów. Jestem zaspokojona i uwiedziona.

Patryk Wolski: Z takim Dukajem nie miałem jeszcze styczności, więc nie byłem pewien, czego się dokładnie spodziewać. Tytuł i okładka książki sugerują skrajne przerażenie najbliższą przyszłością, ale tak jak autor w głównym eseju napisał: użytkownicy pisma w pierwszej kolejności będą bronić jego status quo jako niezbędnego do istnienia człowieka, bo innych sposobów na relacje międzyludzkie sobie nie wyobraża. Zaskoczyło mnie naukowe podejście Jacka Dukaja do tematu – z racji że Po piśmie wydawane jest w tej samej serii wydawniczej, co jego powieści, spodziewałem się czegoś w formie popkulturowej pogadanki jak na fantastycznych konwentach, a nie akademickich wykładów. Nie jest łatwo się przez skomplikowaną terminologię przedrzeć, ale nie żałuję.

WADY I ZALETY PUBLIKACJI

Wiktoria: Może zacznę od wad, gdyż jest ich zdecydowanie mniej. Jeśli chodzi o praktyczne względy, to format książki jest bardzo duży. Jeśli czytam ją na domowym tarasie, w ogóle mi to nie przeszkadza. Sytuacja staje się bardziej dramatyczna, jeśli gdzieś wyjeżdżam, a Dukaj wraz ze mną. Wtedy muszę zaplanować specjalną przegrodę w plecaku dla niego. Ale to w sumie drobiazg.

Esej Po piśmie jest ostatni w zbiorze esejów o tym samym tytule. Muszę przyznać, że odczuwałam ogromną niecierpliwość literacką i nie mogłam się go doczekać. Choć być może to uwodzenie czytelnika? Sama nie wiem, czy to wada, czy zaleta, więc piszę o tym w środkowej, neutralnej przestrzeni pomiędzy.

Patryk: Również wyczekiwałem głównego eseju, zwłaszcza że porusza on kwestię w sumie najistotniejszą w tym, jak Dukaj ocenia najbliższą przyszłość. Początkowe eseje natomiast krążą wokół tematyki miejsca człowieka w obecnym świecie – mówi o zapotrzebowaniu człowieka w zasoby i to, gdzie człowiek będzie najszybciej zastąpiony przez maszynę (co oczywiście już od wielu lat postępuje).

Wiktoria: Największym osiągnięciem tychże esejów jest język Dukaja. Ale o tym napiszę więcej w podpunkcie przeznaczonym językowi. Tak jak już wcześniej napisałam, to jest erudycyjne, oświecone gawędzenie. Interdyscyplinarność i intertekstualność to niewątpliwie dwa atuty Dukajowych esejów. Autor to absolwent filozofii, co odbija się w jego tekstach. Pojawiają się aluzje do starożytnych filozofów, do Nietzschego, Kierkegaarda etc. Ale także ciekawostki biologiczne – o nerwie błędnym (vagus), który możemy wytrenować samą siłą myśli. Dukaj zwinnie zmienia swoje oblicza. Raz staje się językoznawcą, filozofem, naukowcem czy znawcą popkultury. Taka kontaminacja dziedzin niezwykle rozwija czytelnika i pozwala mu poznać różne perspektywy. Oprócz aluzji eseje te nasycone są cytatami piosenek, wierszy, scenariuszy, co stanowi modernistyczny koncept i potwierdza zasadę Derridy –  nie ma tekstu literackiego samego w sobie. Żyjemy w takiej epoce, w której jeden tekst odsyła nas do drugiego. I to wcale nie oznacza aproduktywizmu czy braku twórczości. Jeśli – jako twórcy i czytelnicy – pogodzimy się z tym, że wszystko zostało już powiedziane, literatura stanie się intelektualną przygodą.

Patryk: Szeroki zakres wiedzy Jacka Dukaja rzeczywiście czyni tę książkę wyjątkową. Abstrahując od tego, co wcześniej powiedziałem – o konwentowej pogadance i akademickim wykładzie – autor stawia przed nami wiele ciekawych konceptów, które wywołały u mnie głębokie zastanowienie się nad prezentowanym tematem. Celem esejów jest zmuszenie odbiorcy do myślenia, ale dawno nie spotkałem się z tak klarownymi, rzetelnymi myślami. Zaowocowało to kilkoma żywymi dyskusjami ze znajomymi o to, jak możemy w przyszłości funkcjonować jako społeczeństwo. I tak na przykład Dukaj ostatecznie wytoczył tak solidne argumenty co do zasadności istnienia pisma, że jako człowiek zamiłowany w słowie pisanym, jestem spokojny o przyszłość. Prymitywne myślenie, że koniec pisma jednocześnie wiąże się z degradacją homo sapiens, wyparowało z mojej głowy. Głównie dzięki licznym alegoriom, które Dukaj stawia pomiędzy pismem, przekazem ustnym a rozwijającym się transferem przeżyć. Robi to z niezwykłą determinacją, punkt po punkcie udowadniając, że człowiek dąży do jak najbardziej precyzyjnego przekazania swoich myśli innym, a technologia zmierza do tego, żebyśmy wszystko przeżywali w “chmurze”: dane od ręki dostępne, wczytywane w nas bez pośrednictwa słowa czy pisma. One bowiem zawsze miały defekt w postaci interpretacji oratora/autora – mógł on przecież pewną informację zataić, wyolbrzymić lub uznać za mało istotną, gdy dla odbiorcy mogłaby mieć ona istotne znaczenie. Dążymy do tego, żebyśmy przeżywali swoje doświadczenia w skali 1:1, bez klasycznych zapytań co autor miał na myśli.

Nie wszędzie jednak autor był dla mnie zrozumiały. Mam nieprzyjemne wrażenie, że w eseju Żyj mnie aż nazbyt skupił się na Jądrze ciemności. Można założyć, że Jacek Dukaj jest fanatykiem powieści Josepha Conrada chociażby po tym, że podjął się własnego tłumaczenia kultowej powieści i we wspomnianym eseju stosuje ją jako podstawę dla swoich tez, ale w pewnym momencie poczułem, jakby autor po prostu popłynął, popuścił cugle swoich zagmatwanych myśli i zaczął wychwalać Jądro ciemności. Jasne, ta powieść jest ciekawym przykładem na to, w jaki sposób przekazujemy innym przeżywane wydarzenia, aby ta osoba również mogłaby się poczuć, jakby była świadkiem tego wydarzenia, i w ten sposób ukazuje ograniczenia pisma. Ale w momencie, gdy Dukaj zaczął mówić o upadku Europy jako cywilizacji, poczułem się bardzo nieswojo.

NAJBARDZIEJ ZAPADAJĄCY W PAMIĘCI FRAGMENT 

Wiktoria: Pozwolę sobie zacytować piękny opis aktu kupowania książki (sic!).

Akt zakupu – w internecie czy w księgarni naukowej –  angażuje cię intelektualnie i emocjonalnie. Nabywasz książkę oraz całą jej kulturową otulinę, która cię do tej decyzji nakłoniła: aurę estetyczną i uczuciową, z reklam, z recenzji, z omówień, tagline’ów, oprawy graficznej (multimedialnej), z informacji zebranych o książce, informacji, których nie zbierałeś, lecz które osmotycznie przeniknęły do twojej świadomości i podświadomości, z rozmów o niej ze znajomymi, którzy także jej nie czytali, ale w powyższym sensie już ją nabyli, albowiem tak samo noszą ją w swoich głowach. Ona już na was działa.

Uważam, że to dobry przykład ukazujący esencję stylu Dukaja, który rozkłada codziennie zjawiska na czynniki pierwsze. Ponadto dopatruje się w nich intelektualnych motywacji, o których nigdy bym nie pomyślała, dlatego czułam się często uświadamiana przez autora. Uświadamiana o najdrobniejsze szczegóły ludzkich zachowań, wyborów i interakcji.

Patryk: Tak, zacytowałaś dobry przykład tego, jak Dukaj przyłożył się do rozbicia wszystkiego na czynniki pierwsze po to, aby uniknąć jakichkolwiek niedomówień. Bo tym właśnie charakteryzuje się pismo – jest tylko odzwierciedleniem naszych myśli, niepełnym i często dla twórcy oczywistym, dla odbiorcy zaś niejasnym. Moją uwagę przykuło kilka rozważań, które nie wydają się nazbyt powiązane z samym słowem pisanym. Bardzo intrygujący był dla mnie esej Szczęśliwi uprawiacze nudy, gdzie Dukaj rozprawia się z językowym pojęciem takich słów jak praca, nadzieja i nuda. Mamy tu do czynienia z dużym pokładem futuryzmu, gdzie pierwotne znaczenia tych słów ulegną przekształceniu. Praca przestanie być elementem niezbędnym do życia – a dzisiaj, gdy poznajemy nowego człowieka, gdy pytamy go “czym się zajmujesz?”, on od razu odpowiada nam nazwą swojego zawodu, prawda? Bardzo ciekawie autor również wyjaśnił, czym jest nuda, w jaki sposób radzono sobie z nią w przeszłości (głównie w wyższych sferach, które nie tykały się pracy) i co w związku z zachodzącymi w społeczeństwie zmianami może ona oznaczać dla przyszłych ludzi.

STYL, JĘZYK

Wiktoria: Język Dukaja nazwałam oświeconym gawędzeniem. Jego styl jest niezwykle erudycyjny i intertekstualny. Dukaj bawi się językiem, lawiruje nim, tworząc zaskakujące, acz bardzo trafne wyrażania i zwroty takie jak: ukąszenie fabułą, tabloidowo-telewizyjny styl rozumowania, czytanie seriali czy maszyna rentgenowska humanizmu (jako peryfraza literatury). Pisząc o technologii, używa wielu zapożyczeń (binge watching, virtual reality, causae efficietes). Niektórzy puryści mogą się burzyć od owego natłoku zapożyczeń, ja natomiast myślę, że jest to nieuniknione, jeśli piszemy o branży technologicznej. Maksymalizacją korespondencji z innym językiem są fragmenty Heart of Darkness (Jądra ciemności) w oryginale. Oczywiście, są one opatrzone przypisami końcowymi i z tyłu książki znajdują się tłumaczenia. Jednak to dość intrygujące zjawisko językowe, choć nienowe w literaturze. Rainer Maria Rilke zaczął pisać po francusku. Miało to stanowić gest odświeżenia języka poetyckiego poprzez inny język. Nie były to utwory wybitne, poeta chciał skorelować słowa, o których myśli w języku niemieckim z francuskimi wyrazami. To swoisty eksperyment językowy. Dukaj, oczywiście, cytuje jedynie za Conradem, lecz mógł mu towarzyszyć podobny cel.

Patryk: Jak mogliście wcześniej zauważyć, trochę kręciłem nosem na nazbyt naukowy język esejów i według mnie jest to kwestia bardzo istotna. Po tę książkę trzeba sięgnąć ze świadomością tego, że wymaga dużo skupienia i analizowania, więc dla zwykłego zjadacza popkultury może to być lektura nieprzystępna – nawet dla fanów powieści Jacka Dukaja. Ale jest coś uroczego w tym, jak Dukaj wali młotkiem w nasze polskie “mieć nadzieję”, które jest językowym ewenementem z racji tego, że u nas nadzieja jest podmiotem, nie zaś orzeczeniem jak w wielu językach (np. angielskie “I hope” zamiast “I have hope”). Po piśmie jest usiane takimi rozważaniami, co pozwala już od strony językowej zastanowić się nad zaserwowanym problemem.

WYDANIE

Wiktoria: Tak jak już wcześniej wspomniałam – Po piśmie ma dosyć spory format, jeśli w grę wchodzi podróżowanie (145×205 mm). Jest wydana bardzo estetycznie. Na okładce znajduje się prehistoryczny odcisk dłoni na skale jaskini. W ten prehistoryczny okres zabierze nas Dukaj, opowiadając historię pisma, jego ewolucję do myślunku postpiśmiennego. Kolejnym obliczem Dukaja jest socjolog-historyk. Autor wyznacza trzy formy człowieczeństwa: kulturę oralną, kulturę pisma oraz kulturę bezpośredniego transferu przeżyć. Owa odbita dłoń ukazana na okładce jest symbolem, synekdochą człowieka oraz człowieczeństwa.

Patryk: Okładka jest faktycznie cudowna, świetnie kontrastująca z tytułem esejów i sugerująca opowieść o przejściu od przekazu oralnego – stąd na wzór prehistorycznych odcisków w jaskiniach – do transferu przeżyć, które po drodze było pod dominacją pisma. Ale według Dukaja ta dominacja zanika, stąd też ta dłoń symbolizuje swego rodzaju pradawne uczenie się nowych metod komunikacji. Nie rozumiem natomiast zarzutów co do wielkości książki – Po piśmie ma standardowy format większości książek Dukaja, jak i zresztą większości książek w ogóle. W takim wypadku polecam czytnik e-booków :) [chwilowo czytnik Wiktorii jest zepsuty – przyp. red.].

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Wiktoria: Po piśmie to nie jest książka do połknięcia w jeden wieczór czy nawet dwa. Eseje Dukaja stanowią miniwykłady, które trzeba zrozumieć, wchłonąć, przetrawić i dopiero później się nimi zachwycić. Jacek Dukaj to współczesny filozof, który przeprowadza wiwisekcję na teraźniejszości. Oferuje czytelnikowi dogłębne analizy, intrygujące szczegóły, naukowe fakty, erudycyjny popis wiedzy oraz błyskotliwy i intelektualny styl. Czasem jego tezy przerażają. Najczęściej wtedy, kiedy pisze o współczesności. Pozostawię Was z dwiema takimi obserwacjami. Niech skłonią nas (homo sapiens przecież!) do refleksji.

Przemysł porno w 2017 roku wyceniony był na 97 mld dolarów […]. Każdego miesiąca strony pornograficzne mają razem więcej aktywnych użytkowników niż Netflix, Amazon i Twitter razem wzięte […].

Szefowie GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple) jasno deklarują cel: całkowite przejście użytkowników Internetu ze słowa pisanego na przekaz audiowizualny. Pozostaje to kwestią rozwiązania szczegółowych problemów technicznych; wyścig trwa; mowa tu o latach, i to bliżej pięciu niż dziesięciu.

Patryk: Chociaż bardziej ponarzekałem sobie na książkę Dukaja niż Wiktoria, to nie żałuję spędzonego przy niej czasu. Dużo procesów myślowych od lektury Po piśmie zagościło w mojej głowie i wciąż się procesują, stąd nie mogę odmówić esejom bardzo konkretnej wizji przyszłości człowieka i pisma, co wcale – wbrew powszechnej opinii moli książkowych i literatury science fiction – nie brzmi niepokojąco. Oby tylko Jacek Dukaj miał rację…

Fot.: Wydawnictwo Literackie


Przeczytaj także:

Wielogłos o książce Jerzego Bralczyka 500 zdań polskich

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!