Podwójne życie – Antoine Barraud – „Sekret Madeleine Collins”

Sekret Madeleine Collins został popełniony przez reżysera, który nie jest szczególnie rozpoznawalny (jego dotychczasowa filmografia obejmuje zaledwie kilka pozycji, przy czym są to dość standardowe dramaty rodzinne), za to już sama obsada jest imponująca. W główną rolę wcieliła się popularna ostatnio Virginie Efira, na dalszym planie zaś widzimy choćby legendę francuskiej kinematografii, tj. Jacqueline Bisset, ale także izraelskiego reżysera Nadava Lapida, którego notabene ostatni obraz, a zatem Kolano Ahed, jeszcze w czerwcu trafi na ekrany polskich kin. Mam pewne obawy, że Sekret Madeleine Collins przemknie przez ekrany niemal kompletnie niezauważony, mając zwłaszcza na uwadze moment premiery, który tradycyjnie nie sprzyja bytności w przybytkach X Muzy. Byłoby to z wielką szkodą dla tego nieoczywistego, a interesującego filmu, który, choć trudny w fabularnym odbiorze poprzez zawiłości narracji, jest intrygujący poprzez swoją gatunkową ambiwalencję. Tytuł ów wprowadza na nasz rynek firma Best Film, Głos Kultury zaś objął tę premierę swoim patronatem medialnym.

Tytułowa Madeleine Collins (choć nawet imię i nazwisko protagonistki nie jest oczywiste, wyjaśnienie owej kwestii zaś pojawia się właściwie dopiero w finale) wiedzie podwójne życie, przemieszczając się między Francją a Szwajcarią. W ten oto sposób dzieli swój czas między dwie rodziny, w tym dwóch partnerów, którzy zresztą, na marginesie, różnią się pozycją społeczną. Nie to jednak jest w tym wszystkim najważniejsze, nie jest to bowiem zaangażowana społecznie rozprawka społeczna w stylu Kena Loacha, lecz coś, co na początku wydaje się melodramatem, by z czasem meandrować w kierunku thrillera o utracie psychicznej stabilności oraz rozdwojeniu jaźni. Jeśli zaś przywołać referencje, to zasadne byłoby odniesienie się przede wszystkim do twórczości Alfreda Hitchcocka. Obraz bowiem klasycznie zaczyna się od trzęsienia ziemi, które wyraża się w ciekawie zainscenizowanej scenie zrealizowanej w jednym długim ujęciu, kiedy to tajemnicza kobieta (nie będąca, jak się za chwilę okaże, główną protagonistką) mdleje w sklepowej przymierzalni. Następnie zaś, poprzez długą ekspozycję poznajemy postać graną przez Efirę w dwóch wcieleniach, przy czym geneza tego, jak do tego doszło, przez znaczną część filmu nie jest jasna.

Przyznam przy tym, że przedmiotowa zawiłość intrygi była na początku dość irytująca, ale koniec – spinając wszystko i wyjaśniając wszelkie zakręty fabuły – wynagradza niepewność oglądającego, przedstawiając zresztą relacje między postaciami z zupełnie innej perspektywy, gdzie nic nie jest tym, czym wydaje się na początku,  co tyczy się w szczególności określonych sympatii i antypatii wobec konkretnych postaci. Reżyser nie czyni jednak tego „łopatologicznie” i zostawia widza w poczuciu niejednoznaczności zaobserwowanych stosunków międzyludzkich. Relatywizm przejawia się w tym, że trudno jest zidentyfikować fakt, kto w tym dramacie jest ofiarą, kto ponosi winę, a kto postradał zmysły. Jeśli dalej odnieść się do hitchcockowskich asocjacji, to najbliżej francuskiemu obrazowi do Zawrotu głowy. Nie tylko zresztą w dosłownym znaczeniu poprzez wątek tejże przypadłości, na jaką cierpi bohaterka (ale też kobieta z pierwszej sceny, co wskazuje na pewien trop), ale także szerzej, z uwagi na motyw przyjmowania cudzej tożsamości. Oczywiście podchodząc do tej problematyki w ujęciu filozoficznym, byłaby to też refleksja odnośnie do tego, czy we współczesnym świecie możemy żyć w oderwaniu od metrykalnego zdefiniowania. To w jakimś stopniu konweniuje z fantastycznymi projekcjami w stylu Wszystko wszędzie naraz oraz Dr Strange w multiwersum obłędu – oczywiście przy przyjęciu dużej dozy ironii w takich porównaniach. Obraz dźwiga na swoich barkach przede wszystkim Virginie Efira, która znakomicie oddaje stan ducha kobiety niemalże na skraju załamania nerwowego. Jej postać – znowuż poprzez filmowe cytaty – to trochę Carol  ze Wstrętu Romana Polańskiego: osamotniona i osuwająca się powoli na granicę obłędu. Pozostali aktorzy są tu zdecydowanie na dalszym planie. Istnieją tylko jako odbicie protagonistki. Nie powinno to dziwić, jeśli przyjąć, że aktorka wciela się tu niemal w dwie postacie, do pewnego momentu zaś oglądamy zresztą dwie autonomiczne opowieści. Całość jest niezwykle elegancka, co przejawia się choćby w precyzyjnym doborze współczesnych kostiumów, które, co sygnalizuje lokalizacja pierwszej sceny, nie pełnią tylko funkcji dekoracyjnej, ale też z uwagi na sam temat, są metaforą stawania się inną osobą.

Fot.: Best Film

Overview

Ocena
7 / 10
7

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.