Popek i punk rock – Popaprańcy – “Popaprańcy” [recenzja]

Popaprańcy

Popek aka Król Albanii i punk rock? No cóż, nie jestem fanem tego akurat artysty i nie będę ukrywał, że to właśnie z tego powodu płyta projektu Popaprańcy długo czekała na liście do zrecenzowania. Ale uspokajam, powiedzenie, że nie ocenia się książki płyty po okładce, w tym właśnie przypadku pasuje jak ulał.

Powszechnie wiadomo, że Popek ładnych parę lat spędził w Londynie. I tam właśnie nawiązał współpracę z niejakim Chochlą, który fanom punk rocka może być kojarzonym z lubińskich składów, jak Rewizja i Fix Up. Zaraz, zaraz, Popek i punk rock? Proszę nie regulować odbiorników, bo Popek, jako gardłowy punkowej kapeli naprawdę daje radę.

To płyta raczej dla punk rockowych purystów, a nie dzieciaków lubiących śmieszne bandy, jak Green Day czy The Offspring. Nie ma tutaj ładnych melodii, chwytających refrenów, radiowych hitów. Jak już będzie przebojowo i chwytliwe, to w starym, dobrym, punkowym stylu. Popaprańcy, to prosty, aczkolwiek nie prostacki surowy, brudny punk z hardcore’owym zacięciem. Cała płyta to krótkie, maksymalnie trzyminutowe strzały prosto między oczy. Dla kogo jest więc ta płyta? Fanom Popka na pewno spodobają się teksty jego autorstwa. Przykład? Proszę bardzo: Nie jesteś świętym, tak samo jak ja/To morał tej piosenki, zwykłe ram pam pam/Nie graj ze sobą w chuja brat, bo poniesiesz konsekwencje/Kłamstwo ma zbyt krótkie nogi, by za Tobą biec codziennie. I wiecie co? Świetnie te teksty współgrają z surowym punkiem, pod którym podpisał się Chochla. Ficzeringi Borixona i Majkela, to kolejne momenty płyty, które łączą Popka z dotychczasową twórczością. Reszta jednak to kompletne novum w twórczości lidera Gangu Albanii. Mam jednak nieodparte wrażenie, że to jest jednak płyta dla punkowych wyjadaczy. Ci, którzy pokochali album Monster raczej Popaprańców uznają za ciekawostkę.

Dla mnie ten krążek to jednak coś więcej niż ciekawostka. Nigdy nie ukrywałem, że lubię surowy punk i ta płyta idealnie wpasowuje się w moje gusta. Obiektywnie rzecz biorąc, ten krążek nie zatrzęsie krajową sceną. Jedno jest jednak pewne – na pewno nie przyniesie wstydu Chochli i Popkowi, a już  obecność tego drugiego powoduje, że ich wspólne dzieło na pewno ma delikatny potencjał komercyjny pomimo skrajnie niekomercyjnej zawartości. Popaprańcy to też szansa dla samego Popka, pokazującego się jako twórca, który z sukcesem potrafi się wyłamać z kokonu stylistycznego, w jakim się dotychczas znajdował. No cóż, mam nadzieję, że to nie ostania kooperacja Popka i Chochli, bo pomimo że Popaprańcy absolutnie nie odkrywają prochu, to robią punk rock, jaki lubię.

Popaprańcy – Wojna

Fot.: Lou&Rocked Boys

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *