Zaginiona sukcesorka

Poziom wyżej – Tui T. Sutherland – „Skrzydła Ognia. Zaginiona Sukcesorka” [recenzja]

Kiedy kilka miesięcy temu Wydawnictwo Mag wydało pierwszy tom Skrzydeł Ognia, czyli powieść zatytułowaną Smocze Proroctwo, przeczuwałem, że będzie to udana seria. Oczekiwania się sprawdziły, o czym możecie poczytać tutaj. Gdy poznaliśmy Smocze Proroctwo oraz piątkę smocząt przeznaczenia, okazało się, że Tui T. Sutherland dopiero się rozkręca i tylko nakreśliła całą intrygę złożonego świata Pyrii. Rozwinięcie tej opowieści następuje w części drugiej, zatytułowanej Zaginiona sukcesorka, w której obserwujemy wydarzenia z perspektywy Tsunami z Morskoskrzydłych, a nie Łupka ze Błotoskrzydłych, jak miało to miejsce w części pierwszej. I co? I jest – na szczęście – inaczej oraz na wielu płaszczyznach o wiele lepiej. A to dobrze wróży tej serii.

Zaginiona Sukcesorka rozpoczyna się tam, gdzie zakończyło się Smocze Proroctwo, dlatego tym lepiej, że Wydawnictwo Mag zdecydowało się w tak krótkim czasie wydać trzy pierwsze tomy Skrzydeł Ognia. Smoki Przeznaczenia uwolniły się z niewoli Nieboskrzydłych i podłej Królowej Czerwieni i nie są pewne, w jaki sposób mogą się przyczynić do zakończenia wojny w królestwie Pyrii. Dlatego w dalszym ciągu poszukują rodzin każdego z pięciorga przyjaciół. Łupek znalazł swoją rodzinę, a najbliżej geograficznie znajduje się Królestwo Morza, w którym od lat władzę sprawuje Królowa Korala. Gdy smoki docierają na miejsce – jak można się było łatwo domyślić po wyglądzie smoka na okładce oraz po wymownym tytule – Tsunami okazuje się być Zaginioną Sukcesorką, córką Królowej Korali, której Szpony Pokoju wykradły znajdującą się jeszcze wtedy w jaju Tsunami. Wizyta w domu okazuje się dla młodej Morskoskrzydłej doświadczeniem dość przykrym i pełnym zawodów, ponieważ prawie nic w Królestwie Morza nie jest takie, jak w zwojach napisanych przez Koralę.

Liczne intrygi, nieprzychylne spojrzenia, nieustanna podejrzliwość, nasilający się konflikt z matką oraz niezrozumienie ogólnych zasad panujących na dworze to chleb powszedni Tsunami, odkąd ta wróciła do domu. I nasza porywcza, wybuchowa, pełna energii i skłonna do natychmiastowego działania księżniczka Tsunami będzie musiała nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości, tym bardziej że dość szybko okazuje się, że ktoś czyha na życie Tsunami, jej młodszej siostry Ukwiał oraz znajdujących się jeszcze w jajach przyszłych sukcesorek, a w najbliższej przyszłości oczekiwana jest wizyta Żagwi – jednej z pretendentek do Tronu Piaskoskrzydłych, która sprzymierzyła się z Morskoskrzydłymi w walce o panowanie nad Pyrią.

Zaginiona Sukcesorka wprowadza wiele nowości do sagi, wraz ze zmianą narracji oraz głównego bohatera na czele. Tu prym wiedzie Tsunami i narracja jest taka, jak młoda smoczyca – żywiołowa, przenikliwa, pełna ciętych ripost i trafnych spostrzeżeń. Autorka postanawia jednak odkryć przed nami złożoność psychiki Tsunami, dzięki czemu poznajemy jej liczne lęki, obawy oraz wątpliwości i możemy znacznie bardziej się do niej dzięki temu zbliżyć, jak również obdarzamy ją większą sympatią, tym bardziej że jej wybory zyskują naszą aprobatę, gdyż najzwyczajniej w świecie widzimy, że nieopierzona jeszcze smoczyca często ma rację, mimo iż obce są jej zasady dworu.

Tui T. Sutherland w drugim tomie Skrzydeł Ognia porusza ważny temat próby poszukiwania swojego miejsca w społeczeństwie, trudności dorastania oraz związanych z nimi emocji i burzy hormonów, tego, jak ważna jest rola rodziny w życiu każdego z nas, siły przyjaźni oraz wiary w słuszność własnego osądu, wbrew temu, co próbują wmówić wszyscy wokół. Zaginiona sukcesorka zdecydowanie wygrywa na tym polu z tomem poprzednim, gdyż zdaje się być najzwyczajniej w świecie powieścią bardziej dojrzałą.

wings_of_fire_book__2_by_joy_ang-d5txm58

Niektórzy mogą narzekać na fakt, iż to postać Tsunami zdecydowanie zdominowała karty Zaginionej sukcesorki, a nieco zepchnięto na dalszy plan pozostałą czwórkę – Łupka, Gwiezdnego Lotnika, Glorię oraz Słonko. W zasadzie ich rola przez większość książki ogranicza się do leżenia w lochu i czekania na ratunek ze strony Morskoskrzydłej przyjaciółki, jednak końcówka wynagradza zmarginalizowanie roli pozostałych Smoków Przeznaczenia, dając czytelnikowi solidną dawkę emocji, przez które nie sposób oderwać się od powieści aż do epilogu, który szokuje na tyle, że nie pozostaje nam nic innego, jak tylko sięgnąć po tom trzeci, czyli Ukryte Królestwo.

Nie ma się co bawić w ceregiele – Zaginiona Sukcesorka to powieść lepsza, pełniejsza i bardziej cierpliwa od tomu pierwszego Skrzydeł Ognia. Tui T. Sutherland postanowiła osadzić akcję w jednym miejscu, zawęzić ilość bohaterów, wprowadzić wątek kryminalny i skupić intrygę na jednym, najistotniejszym wątku, co okazało się zdecydowanym strzałem w dziesiątkę. To w dalszym ciągu nie jest fantastyka najwyższych lotów, po której nie będziecie mogli spać lub która zawojuje Waszym światopoglądem, ale w kategorii rozrywkowej to prawdziwa perełka, dająca czytającemu cholernie dużo frajdy. Polecam, zwłaszcza na przezwyciężenie kryzysu czytelniczego.

Fot.: Wydawnictwo Mag 

Zaginiona sukcesorka

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Tagi
Śledź nas
Patronat

2 Komentarze

  • Nie „Złotoskrzydłych” tylko „Błotoskrzydłych”

    • Racja! Dzięki za czujność! ;).

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.