Wielkich dramatów nie było – Julian Fellowes – „Pozłacany wiek”

Pozłacany wiek miał wypełnić pustkę po Downton Abbey, ale też w jakiś sposób miał być nieco bardziej dystyngowaną odpowiedzią na Bridgertonów. Nowojorska socjeta, świat bogatych i wpływowych, wielkie zmiany przemysłowe i społeczne – po trochu tego wszystkiego chciał nam nowy serial HBO pokazać. Świat i czas historyczny jest dokładnie taki sam w Pozłacanym wieku i we wspomnianym Downton Abbey, ale różni je niemal wszystko. Począwszy od poziomu gry aktorskiej, przez scenariusz i ilość humoru, a jeśli na to szerzej spojrzeć, to oba seriale dzieli przepaść. Nie piszę tego po to, by te dwa seriale jakoś szczególnie porównywać, ale warto mieć na uwadze fakt, że najnowsza produkcja o nowojorskim bogaczach w ich pozłacanym świecie nie umywa się do genialnego i błyskotliwego serialu o śmietance brytyjskiej arystokracji i ich służbie. 

Meandry i płycizny fabuły

Marian Brook (Luisa Jacobson) to główna bohaterka omawianego serialu. Dziewczyna młoda, możliwe, że jakoś tam wykształcona (raczej nie formalnie, nic tu o tym nie wiadomo), pozbawiona jednak koneksji i wpływów, a po śmierci ojca właściwie pozostawiona sama sobie (ojciec zostawia jej… 30 dolarów i wynajmowany dom). Sprawy potoczyłyby się bardzo źle, gdyby nie jej mieszkające w Nowym Jorku ciotki – Pani Van Rhijn (Christine Baranski) oraz druga ciotka, niezamężna Ada Brook (Cynthia Nixon). To w zasadzie także najjaśniejsze punkty serialu, ale na razie nie o tym. Młoda Marian musi sama wyruszyć w podróż do oddalonego o wiele godzin jazdy Nowego Jorku, ale gubi pieniądze i bilet, a z opresji ratuje ją tajemnicza panna Scott. Kolejne wypadki toczą się ślamazarnie, długo i nadzwyczaj monotonnie. Ożywiałam się nieco przy oglądaniu scen z wyżej wymienionymi aktorkami, ale ciotki Panny Marian nie miały tutaj jakoś szczególnie dużo swoich własnych wątków. A szkoda.

Wracając do głównej fabuły, muszę dodać, że ta właściwa akcja dzieje się przy najzamożniejszej i najbardziej wpływowej ulicy, którą zamieszkują najznamienitsi ludzie Nowego Jorku, a dosłownie to zamieszkują ją same snoby. Snoby, które paradują w pozłacanych sukniach (wszystko tu się jawi jako takie właśnie złote i błyszczące, zresztą jak cały ów wiek) i gustownych melonikach. W kontrze do snobistycznej warstwy społecznej stoją ci, którzy dbają o domy i by nasi najznamienitsi mieli co jeść (a raczej co wywalać do śmieci, kiedy na ogromną ucztę nie przychodzi praktycznie żaden zaproszony gość). Świat służby jest jeszcze bardziej nudny niż świat tych na górze, co nie pozwoliło mi skupić uwagi na żadnym wątku, który by się mógł tu wydać z perspektywy recenzji jakiś wart przytoczenia.

Co zatem porabiają najznamienitsi członkowie socjety Nowego Jorku i o co chodzi w serialu?

Właściwie nie wiadomo, o co w nim chodzi, główny wątek jakoś umyka, a te poboczne, które dotykają problemów głównych postaci, są raczej wtórne. Panna Marian stoi w rozkroku między starymi zasadami domu, w którym mieszka – musi czasem stać w opozycji do swojej ciotki Agnes, ale też nie tak oficjalnie i nie tak do końca. W zasadzie wszystko robi w ukryciu. Z mężczyzną też się spotyka w ukryciu, ale wątek ten jest tak bezpłciowy, że trudno uwierzyć tutaj w jakiekolwiek emocje, choć po seansie ostatniego odcinka myślę sobie, że być może tak miało być.

Ciekawsi natomiast są państwo Russellowie, którzy w jakiś sposób się fortuny dorobili, a nie odziedziczyli, dlatego też stają się niejako wykluczeni z tej śmietanki towarzyskiej, choć wydaje się, że pozjadali więcej rozumu niż pozostali starzy mieszkańcy razem wzięci. Nie czyni ich to natomiast fajnymi postaciami, bo zazwyczaj na zagraniach Pani Russell lub Pana Russella miałam po prostu ciarki zażenowania. Można powiedzieć, że to małżeństwo bez skrupułów, ale patrząc trochę na ten zamknięty świat elit, do którego chcą się przebić (pewnie już od wielu, wielu lat), to trochę się nie dziwię.


Ciekawa natomiast jest warstwa techniczna serialu, muzyka i przede wszystkim scenografia, choć miejscami nieco „papierowa”, to solidnie oddaje klimat tamtej epoki. Kostiumy były wykonane bardzo dobrze, choć z niektórych z nich mogłam się nieco pośmiać,  szczególnie zapadła mi w pamięć sukienka uszyta częściowo jakby z podszewki kocyka dla dzieci. Być może ten mój odbiór wynikał już częściowo z rozczarowania serialem i znużenia nim, ale bez wątpienia niektóre kreacje były absurdalne.

Czy warto?

Pozłacany wiek to taka trochę wydmuszka, która kusi piękną scenografią i nadętymi aż kostiumami, całą tą otoczką świata przedstawionego. W dużej mierze serial miał pokazywać te problemy ówczesnych Amerykanów, którzy musieli mierzyć się z mitem amerykańskiego snu, zjawiskiem bogacenia się nuworyszy. Miał pokazać i trochę może pokazał ten rozwój przemysłowy (świetna jest scena z elektrycznością na ulicy), rozwój sektora bankowego, zamieszanie w klasach społecznych, które w jakiś sposób zanegowało stary ład i porządek europejskiej arystokracji i ludzi tej starej amerykańskiej ziemi. Jednak całe tło obyczajowo-historyczne nie pociągnie do przodu fabuły serialu. Stanowi tylko podkład pod jakieś ludzkie historie i ludzkie tragedie, wybory, konflikty i relacje. Pod tym względem Pozłacany wiek nie wyszedł za daleko i w żaden sposób nie był odkrywczy czy nowatorski, a nawet po prostu wciągający.

Główna postać Panny Marian jest miałka i nudna, a młoda kobieta schowana w zasadzie za sztywnymi konwenansami. Mogła tak wiele, a nie zrobiła praktycznie nic, walcząc w zasadzie sama ze sobą. Pan Russell i jego żona to już trochę ciekawszy wątek i głównie oni tutaj napędzali fabułę, wszystko kręciło się wokół nich, tych nowobogackich, których nie szanował nikt ze starej gwardii Nowego Jorku. Jak szybko się to musiało zmienić, pokazuje dobitnie rozwój fabuły serialu.

Mimo że Pozłacany wiek nie jest dla mnie jakoś specjalnie udanym serialem ani też odkrywczym i błyskotliwym, to z postawą godną upartego maniaka filmów i seriali kostiumowych, śledziłam tydzień w tydzień postępy wydarzeń w serialowym Nowym Jorku. Gdyby pojawił się drugi sezon, to też bym pewnie oglądała, licząc na upadek pewnych postaci, a na wzloty innych.


Serial Pozłacany wiek obejrzycie na HBO MAX

 

 

Overview

Ocena
5 / 10
5

Write a Review

Opublikowane przez

Anna Sroka-Czyżewska

Na zakurzonych bibliotecznych półkach odkrycie pulpowego horroru wprowadziło mnie w świat literackich i filmowych fascynacji tym gatunkiem, a groza pozostaje niezmiennie w kręgu moich czytelniczych oraz recenzenckich zainteresowań. Najbardziej lubię to, co klasyczne, a w literaturze poszukuje po prostu emocji.

Tagi
Śledź nas
Patronat

2 Komentarze

  • Ocena tego filmu przez panią Srokę jest beznadziejna, obejrzała …. a nie zna podstawowych faktów z tego filmu. Marian Brook nie gubi pieniędzy i biletu tylko została okradziona !! Nawet mało rozgarnięty widz to zauważy. Następnym razem zanim ocenisz cokolwiek to najpierw to poznaj, dokładnie obejrzyj

    • Dziękuję za uwagę, ale muszę przyznać, że ten mało istotny fakt po prostu się zaciemnił w mojej głowie, bo oglądałam odcinek pierwszy tuż po emisji. Nie ma to jednak większego znaczenia w kontekście mojej opinii o serialu, a jak wiadomo opinie są bardzo subiektywne. Serdecznie pozdrawiam.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.