pomoc domowa

Pozory i przywileje – Paul Feig – „Pomoc domowa”

Sydney Sweeney to ostatnimi laty gorące nazwisko i z tym trudno się sprzeczać. Dwudziestoośmioletnia aktorka, której trudno odmówić hipnotyzującej urody, coraz częściej pojawia się w większych produkcjach, a kontrowersyjna reklama jeansów dla American Eagle sprawiła (w myśl zasady: nieważne, jak mówią, ważne, że mówią), że o aktorce wspomniał nawet (choć to „nawet” brzmi również kontrowersyjnie) Donald Trump. Nic więc dziwnego, że Sweeney zatrudniana jest do kolejnych produkcji. Pod koniec stycznia do polskich kin trafi film Christy, który w Stanach okazał się co prawda finansową klapą, ale tego samego nie można powiedzieć o omawianym dziś thrillerze Pomoc domowa, dla którego już zapowiedziano sequel.  

 

pomoc domowa

Film będący ekranizacją powieści Freidy McFadden zaczyna się  –  bądźmy szczerzy  –  jak wątpliwej jakości romansidło spod znaku Kopciuszka. Oto bowiem Millie  –  śliczna (nawet pomimo spania w aucie i połowicznej higieny fundowanej przez toaletę na stacji benzynowej), młoda kobieta, która próbuje poukładać swoje życie na nowo, szczęśliwym trafem otrzymuje pracę jako pomoc domowa w luksusowej posiadłości zamożnej rodziny Winchesterów. Zakres obowiązków wydaje się typowy dla tej posady  –  sprzątanie, gotowanie, doglądanie córki państwa Winchesterów, Cece, robienie zakupów. Informację o tym, że to praca z zamieszkaniem, kobieta, która cały swój dobytek trzyma w aucie  – przyjmuje z niewypowiedzianą ulgą. Niewielki, zapewniający prywatność pokój na strychu to bowiem dla kobiety rozwiązanie idealne. Praca również nie wydaje się należeć do najcięższych  –  podczas rozmowy rekrutacyjnej Millie zwraca uwagę na idealny porządek panujący w ogromnym domu. Wszystko układa się więc idealnie.

Oczywiście do czasu. Już pierwszego dnia pojawiają się zgrzyty, kiedy okazuje się, że mąż Niny Winchester nic nie wiedział o zatrudnieniu pomocy domowej i wydaje się tym faktem mocno zaskoczony. Cece również nie wykazuje entuzjazmu. Natomiast co do samej pani Winchester… no cóż  –  szybko pokazuje pazurki, obarczając Millie winą za wszystko, co ostatecznie okazuje się sprokurowane przez panią domu lub celowo pokierowane tak, by Millie popełniła błąd. Młoda kobieta po kilku dniach jest gotowa zrobić wszystko, by rzucić pracę, jednak Miilie ma pewien sekret, który sprawia, że godzi się na wszystkie upokorzenia, przy okazji coraz bardziej dając się porwać urokowi pana Winchestera, co nie umyka uwadze jego żony…

Pomoc domowa to film, który z jednej strony jest dość jaskrawy i prosty w odbiorze  –  gra na najprostszych emocjach i wykorzystuje (w pewien sposób nawet perfidnie) typowe elementy tego typu kina, by przyciągnąć przed ekran i nie stracić uwagi widza do końca seansu. Robi to jawnie i być może dzięki temu, oglądając, nie mamy nic przeciwko, bo nie czujemy się oszukani; na próżno szukać tu przerostu formy nad treścią. My wiemy, co oglądamy, a twórcy wiedzą, czym nas raczą. Z drugiej strony jednak produkcja może pochwalić się pewnymi zaletami, które mimo wszystko plasują ten film wyżej niż inne z tej kategorii i klasy. Ostatecznie bowiem opowiada o czymś więcej niż tylko tanim romansie i dziwnej bajce o Kopciuszku. Historia ma swoją mroczniejszą stronę, którą poznajemy w drugiej części produkcji.

pomoc domowa

Film w reżyserii Paula Feiga opowiada o tym, jak przeszłość kieruje naszą teraźniejszością i jak pewne wydarzenia czy nawet zdania potrafią tkwić w nas i prowadzić. Jak mocno wychowanie wpływa na nasze dorosłe wersje i jak strach (i budowany na nim tylko na pozór szacunek)  raz zakorzeniony, wypluwa plony, które, choć trujące, wydają się tak pięknie wić wokół naszego życia. To również opowieść o pozorach  –  jak często im ulegamy, jak dajemy im się omamić, mimo iż wiedzy teoretycznej o nich nam nie brakuje. Ale piękno zawsze kojarzy się z czymś dobrym, a krzyk przecież zawsze jest agresją, a nie chociażby wołaniem o pomoc… prawda? Jest w tej historii sporo sekretów i chociaż wielu z nich się domyślamy szybciej, niż by może pragnęli tego twórcy filmu, to nadal produkcja ma momenty, kiedy potrafi zaskoczyć widza. Na korzyść filmu wpływa fakt, że dość grubą kreską został on podzielony na dwie części i to właśnie ta druga część przykuwa naszą uwagę o wiele bardziej, choć oczywiście bez pierwszej nic by się nie wydarzyło. Nie sprawdziłoby się to w każdej produkcji, ale tutaj to zdecydowane odcięcie, w filmie, który nie ukrywa tego, że bywa jaskrawy i korzysta czasami z tandetnych, kiczowatych elementów  –  jest w pewnym sensie czymś naturalnym.

Pozytywnie zaskoczyli aktorzy, którzy nie tylko zdają się rozumieć konwencję filmu, ale również po prostu dobrze grają, a ich emocje są bardzo żywe, zarysowane w punkt, bez wyolbrzymiania (chyba że wymaga tego konwencja). Najjaśniej błyszczy Amanda Seyfried w roli znęcającej się nad Millie Niny, całkiem nieźle poradził sobie także Brandon Sklenar, który pokazał się jako aktor plastyczny, z którym można pracować przy niejednej produkcji. Sydney Sweeney natomiast, aktorka, dla której  –  bądźmy szczerzy, nie ma się czego wstydzić  –  wielu z widzów wybierze się na seans i będzie to jedyny powód, zagrała naprawdę dobrze. Spodziewałam się albo sztuczności, drewnianej gry, albo przesadnej dramaturgii, przerysowania, tymczasem Sweeney gra w zasadzie w punkt, tworząc dla swojej postaci ciekawy gradient, który również był jednym z kluczowych elementów sukcesu tej opowieści w formacie kinowym. Nie możemy zapomnieć również o naszym patrzącym gniewnie Massimo, tfu, Enzo (w tej roli niezawodny włoski uwodziciel Michele Morrone, który dał nam słynne Are you lost, baby girl?  –  jeśli nie wiecie, o co chodzi, zachęcam do zajrzenia tutaj)  –  „rola” dobrana perfekcyjnie, naprawdę.

Pomoc domową oglądałam, znając treść książki. Kilka miesięcy wcześniej wysłuchałam bowiem audiobooka i to on zachęcił mnie do wybrania się do kina. Nie dlatego, że dzieło Friedy McFadden zrobiło na mnie takie wrażenie, lecz dlatego, że pojawiły się w tej historii elementy, które sprawiły, że byłam żywo zainteresowana tym, jak opowieść ta zostanie przeniesiona na srebrny ekran. Ogłoszenie nazwisk aktorek, które ostatecznie wybrano do ról Niny i Millie, dodatkowo mnie zachęciło. Jeśli Wy jednak nie znacie książki, lepiej, żebyście przed seansem wiedzieli o filmie jak najmniej  –  to klucz do tego, by z seansu wyjść po prostu zadowolonym, ciesząc się w jakimś stopniu zarówno pierwszą, jak i drugą częścią filmu.

 

Pomoc domowa może okazać się nie tym filmem, na który niektórzy z Was chcieli się wybrać, jak również może być dziełem, którego nie chcieliście zobaczyć. Warto jednak dać mu szansę. Czasami zabawa konwencją, jaskrawość i kicz mogą być tylko punktem wyjścia. Czasami mogą okazać się tylko pozorami. Czy tak jest w tym przypadku? I tak, i nie. Sprawdźcie sami, a być może będziecie zaskoczeni. Być może wyjdziecie z kina zawiedzeni  –  i to też będzie w porządku. Pamiętajcie jednak, że wyjście do kina to przywilej. A o pozory i przywileje trzeba dbać. Ubierzcie się więc ładnie, wymyjcie zęby, zafarbujcie odrosty i sio!, do kina, o ile jeszcze grają u Was Pomoc domową. A jeśli nie, to spokojnie  –  Sydney Sweeney na pewno rozpala wyobraźnię w innym dziele dostępnym, na którejś z platform ;).

Film Pomoc domowa wciąż można zobaczyć w kinach Cinema City

 

pomoc domowa

Overview

Ocena
6 / 10
6

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *