Historia rodzinna – Ludwika Włodek – „Pra. Iwaszkiewiczowie” [recenzja]

Pra. Iwaszkiewiczowie to prawdziwa historia o rodzinie. O jej trudnościach, wielopokoleniowości naznaczonej przez czasy, w których przyszło im żyć. Tytułowi pra- to pradziadkowie autorki – pisarz Jarosław Iwaszkiewicz i jego żona Anna. Znając twórczość pisarza uważanego za jednego z ważniejszych pisarzy dwudziestowiecznych, który zachwycał niejednego czytelnika, tym bardziej chciałam poznać jego losy. Atutem był fakt, iż kolejne karty jego historii to niczym przeglądanie rodzinnego albumu wraz z jego prawnuczką. Kartka po kartce opowieść ta ukazuje nam ludzi z krwi i kości, przekazuje drzemiące w nich emocje, nastroje, marzenia i plany. Wydaje się, że dzięki zapisanym w pamiętnikach słowach, ożywają na chwilę. Zresztą cała książka składa się z rozmów, wspomnień bliskich rodziny Iwaszkiewicza. I zdecydowanie nie jest to biografia jednej postaci. 

Książka Pra. Iwaszkiewiczowie nie jest nowością czytelniczą. Ukazała się niecałe dziesięć lat temu. Nie przeszła ona bez echa, zebrała wiele pozytywnych recenzji zarówno ze strony czytelników, jak i krytyków, co nie powinno dziwić. Nominowana do kilku nagród, obecnie została wznowiona, poprawiona i uzupełniona przez autorkę. Brak w niej długich, niepotrzebnych kontrowersji wokół orientacji seksualnej czy współpracy z ówczesną władzą. Jest za to pełnokrwisty obraz rodziny Iwaszkiewiczów aż do czasów obecnych. Niekiedy w przywoływanych osobach można się nieco pogubić, jednak każda z nich została w szczególny sposób scharakteryzowana i składa się na pełnowymiarowy portret rodzinny. 

Mówiłem także: wracam do siebie. Czy to daleko, czy blisko? I dom pod sosną: Stawisko.  Wydaje się, że o Jarosławie Iwaszkiewiczu i dworku w Stawiskach napisano już dużo. Czy jednak faktycznie tak jest? Ludwika Włodek portretuje mieszkańców posiadłości i ich gości, jednak przede wszystkim skupia się na osobach mniej znanych, a które wywarły duży wpływ na rodzinę. Wspomnienia jednak uporządkowane są chronologicznie. Książka rozpoczyna się opisaniem rodzin Iwaszkiewiczów i Lilpopów. Ważnym wspomnieniem są także okoliczności zawarcia związku małżeńskiego przez pradziadków, jak również losy rodu podczas drugiej wojny światowej. Następnie przybliża okres dzieciństwa dziadków autorki, by płynnie przejść do losów jej rodziców. Ponadto kreśli losy rodzinny w okresie komunizmu i zastanawia się nieco nad oceną politycznego zaangażowania pradziadka.

Ludwika Włodek stara się nieco za pomocą anegdot i zabawnych zdarzeń przedstawić swoich przodków nieco z innej strony. Ukazać ich dystans i poczucie humoru. Po historia trudnych, smutnych pojawiają się więc te zdecydowanie lżejsze, milsze i radośniejsze. Sama zresztą informuje czytelnika o tym zabiegu: Bojąc się patosu (…), wszystko zamieniano w żart. Z jednej strony takie poczucie humoru było może dobre, rozbrajało nieszczęścia, nadając im ludzki i mniej tragiczny wymiar. Z drugiej jednak – pozwalało uniknąć poważniejszych refleksji, zabierało współczucie i zadumę, także przecież potrzebne.

Myślę, że żaden biograf  nie byłby w stanie stworzyć takiej opowieści, którą snuje Ludwika Włodek w książce Pra. Iwaszkiewiczowie. Przede wszystkim dlatego, że sama jest częścią tej rodziny. Przeprowadzone przez nią rozmowy ocalają od zapomnienia, ożywiają, przybliżają postaci ważne i kształtujące także życie Iwaszkiewicza jak np.  dwie teściowe (ta prawdziwa i ciotka wychowująca jego żonę; siostry, ciotki itd.). Są tym cenniejsze, że kilku osób z tego grona już nie ma. Być może niektóre historyjki, opowiastki wydają się dość infantylne, jednak to one oddają panujący w rodzinie klimat i poczucie humoru. Jednak wbrew pozorom nie jest to książka wesoła, znajdują się w niej historie smutne, które autorce pisało się trudno. Jednak bez nich ta historia nie byłaby kompletna. 

Fot.: Wydawnictwo Marginesy


Przeczytaj także:

Recenzja książki Upragniony syn Iwaszkiewiczów

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.