Książki,Recenzje

Praca dla człowieka czy człowiek dla pracy? – Marek Szymaniak – “Urobieni – reportaże o pracy” [recenzja]

Nie oszukujmy się – praca odgrywa w życiu człowieka ogromną rolę. Dowartościowuje, powoduje rozwój osobisty, daje źródło utrzymania, zaspokaja potrzeby materialne (te niezbędne i te, bez których moglibyśmy się obejść) oraz niematerialne. A wszystko zaczyna się już w szkole. To tam każdy z nas rozwija swoje talenty, weryfikuje, która tematyka jest mu bliższa i w tym kierunku podejmuje dalszą wędrówkę, jaką jest wybór kierunku studiów – który w dużej mierze warunkuje nasz dalszy sukces zawodowy. Każdy, kto pracuje lub tej pracy został pozbawiony, wie, że rzadko zdarza się znaleźć satysfakcjonującą. Urobieni Marka Szymaniaka to historie pracowników i pracodawców oszukanych: przez system, państwo, kapitalizm itd. Uwaga: reportaż mocno podnosi ciśnienie i poziom zdenerwowania.

Rynek pracy w Polsce to temat trudny i – co tu dużo mówić – bolący. A w pracy spędzamy sporo czasu – 8 godzin dziennie, 40 tygodniowo, 160 miesięcznie a 2000 rocznie. Staje się zatem naszym drugim domem. Tak przynajmniej normuje nam czas pracy prawo. Istnieje jednak także szara strefa, nienormowana, o której robi się powoli w państwie coraz głośniej. Tu królują śmieciówki, zlecenia, dzieła albo w ogóle brak jakiejkolwiek umowy (praca “na czarno”).

Pan Bogdan (ochroniarz) z rozrzewnieniem wspomina pracę w budżetówce: za pracę w niedzielę i święta lepsza stawka, podobnie za nocki. Co więcej, był także dodatek za pracę po południu. Nigdy wcześniej ani nigdy później się z takimi wspaniałomyślnymi warunkami nie spotkał. Ale to co dobre, nie mogło długo trwać. Kolejny przetarg na ochronę uczelni wygrała inna firma. Jej właściciel od samego początku zakomunikował, że wszyscy mają trzy miesiące na załatwienie sobie zaświadczenia o niepełnosprawności. Inaczej zostaną zwolnieni.

Nie trzeba szczegółowo opisywać, jak bardzo zmieniły się warunki dotychczasowej pracy. Nie powinno nas to jednak dziwić. Najwięcej niepełnosprawnych w Polsce zatrudniają agencje ochrony. Na koniec zeszłego [2015] roku było to około 100 tys. ludzi, czyli więcej, niż pracuje w całej policji. W efekcie co trzeci ochroniarz jest inwalidą; w innych branżach niepełnosprawni to kilka procent załogi. Skąd ten wynik? Agencje ochrony są od lat głównym biorcą dotacji do zatrudnienia inwalidów z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. W 2015 r. państwo dotowało w sumie 62,5 tys. pełnych etatów ochroniarskich – i to tylko w firmach zatrudniających ponad 25 niepełnosprawnych. Kosztowało to prawie 864 mln zł. W latach 2011–2015 PEFRON przeznaczył na ten cel ponad 4,5 mld zł.

Inny przykład. Dawid (magazynier w firmie kurierskiej) podpisał umowę z agencją pracy tymczasowej. Szybko okazało się, że pracownicy zatrudnieni przez firmę zarabiają zdecydowanie więcej niż on, mają też świadczenie zdrowotne i inne przywileje. To był moment zwrotny. Zaświtała myśl, że jeśli złamie rękę lub nogę – to stanie się niepotrzebnym pracownikiem. Zostanie bez pieniędzy, a firma bez problemu zatrudni kogoś na jego miejsce. Poczuł, że kiedy się zepsuje, to wymienią go jak uszkodzoną zębatkę. Interes będzie kręcił się dalej, a o nim nikt nawet nie wspomni. Postanowił zawalczyć o siebie. Złożył pozew do sądu. Chciał wyrównania stawek godzinowych oraz wypłaty zaległych nadgodzin i premii. Żądał też odszkodowania: 100 tys. za szkody moralne. Sprawę zgłosił też do PIP.

To jenak nie koniec patologii, to dopiero początek. Jesteście ciekawi kolejnych historii? Marek Szymaniak mówi do czytelnika głównie poprzez liczby: czy to w postaci statystyk, czy wyliczeń specjalistów. I przyznać należy, że w połączeniu z historią konkretnych osób robią one wrażenie. Tym bardziej że autor nie narzuca nam sposobu myślenia czy wniosków. Po prostu pozwala mówić swoim bohaterom, a to w zawodzie reportera istotne. Dlatego też, każda historia budzi w czytelniku niebywałe emocje.

Fot.:wydaw Wydawnictwo Czarne

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).