Prymat codzienności nad historią – Raymond Briggs – „Ethel & Ernest: Historia prawdziwa” [recenzja]

Komiks Raymonda Briggsa Ethel & Ernest wygląda na niepozorną broszurkę. Na okładce widzimy poczciwą parę w średnim wieku – tak właśnie autor przedstawił swoich rodziców, z czułością i pogodną ironią. Bowiem to o państwu Briggsach jest ten komiks i z ich perspektywy zobaczymy zmieniającą się w XX wieku Wielką Brytanię.

Poznamy wspólne życie Ernesta i Ethel okoliczności w jakich się poznali, szczegółowy opis ich kupionego na kredyt domu i tego, jak go urządzali, zobaczymy także wiele innych prozaicznych scen. W sumie złoży się to wszystko na pięćdziesiąt lat wspólnego życia, które brytyjski autor zmieścił na stu stronach. Siłą rzeczy narracja jest skrótowa i skondensowana. Mimo to nie odniosłem wrażenia, że Briggs upraszcza lub spłaszcza historię. Autor bardzo umiejętnie używa kompozycyjnych elips i konstruuje rodzajowe scenki przybliżające tytułowych bohaterów czytelnikowi. Zagęszczenie nie sprawia, że opowieść wypada z rytmu, nie trąci ona też infantylnością – przeciwnie, programowo „dziecięce”, rozbrajające rysunki dodają narracji dużo uroku i uspójniają ją. Mówiąc o ilustracjach, że są „dziecięce”, mam w pamięci fakt, że Briggs znany jest przede wszystkim jako autor książek dla dzieci. Nie da się tego nie zauważyć, czytając Ethel & Ernesta.

Jaki obraz świata swoich rodziców przedstawia Briggs? W gruncie rzeczy Ethel & Ernest to pochwała nieskomplikowanego życia, codzienności, ktorej doświadczają zwykli, prostolinijni ludzie. Na tę codzienność wpływ wywiera oczywiście Wielka Historia, ale państwo Briggsowie nie dają się jej zdominować i sadowią na uboczu ważnych wydarzeń. W sumie robią to, co większość ludzi na świecie. W latach trzydziestych śledzą prasowe doniesienia o tym, co dzieje się na kontynencie i są zaniepokojeni działaniami Hitlera, na początku kolejnej dekady żyją w obawie przed niemieckimi bombardowaniami. Autor eksponuje poglądy swoich rodziców na przemiany obyczajowe (zresztą to głównie za jego sprawą te przemiany wtargnęły do domu rodzinnego) oraz ich stosunek do aktuanych wydarzeń na świecie, które nie zawsze są łatwe do ogarnięcia umysłem, gdy się siedzi w domowym fotelu. Między wierszami i kadrami Briggs daje także spójny obraz zapatrywań politycznych swoich rodziców. Ojca przedstawia jako wrażliwego człowieka pracy o sympatiach socjalistycznych, spodziewającego się opiekuńczości ze strony państwa. Matkę zaś ukazuje jako kobietę troszczącą się o rodzinę i dobre wychowanie syna, panią o drobnomieszczańskiej mentalności, całe życie aspirującą do bycia kulturalną i uładzoną gospodynią, sympatyzującą z prawicą oraz szanującą religię i monarchię. Warto postawić Ethel & Ernesta przy komiksach eksponujących wpływ historii na losy jednostki, ponieważ Briggs – wbrew temu, co pisze wydawca na tylnej stronie okładki – mówi w sumie coś odwrotnego – że niezależnie od wielkich spraw egzystencja człowieka biegnie swoim torem, nawet, mimo że rząd obniża racje sera dla obywateli, likwiduje pociągi trzeciej klasy, a telewizja nadaje program już od szóstej zamiast od siódmej. W sumie autor pochyla się nad powszedniością. Nie mówię, że bagatelizuje Wielką Historię, jednak w swojej opowieści to nie ją akcentuje.

Fot.: Wydawnictwo Komiksowe

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.