Przerwana lekcja metal core’a – Mendeed – „This War Will Last Forever” [recenzja]

Po This War Will Last Forever przyszedł czas na drugie wznowienie Metal Mindu z katalogu Mendeed. Na szczęście The Dead Live By One  jest lepszy od debiutu Szkotów i zdecydowanie będzie częściej gościć w moim odtwarzaczu.

Zaledwie roku potrzebowała ekipa z Dumbarton, aby przygotować swój drugi krążek, który jak na razie jest ich ostatnim w karierze – niestety. Prawdę mówiąc, to w 2007 roku Mendeed nie miał nic oryginalnego do zaproponowania w swoim gatunku, bo kapel jak oni, było bez liku, jednak ich mieszanka metal core’a i death metalu do dziś potrafi zaintrygować i przyciągnąć do głośników na dłużej.

Szczególnie że The Dead Live By One brzmi po prostu lepiej od debiutu. Mocniej, dynamiczniej i przede wszystkim selektywniej – słuchając, można wyodrębnić każdy instrument, czego mi brakowało na This War Will Last Forever. Kolejna zaletą drugiej płyty Mendeed jest to, że kompozycje są bardziej przemyślane, a szczególnie jest w nich mnóstwo melodii. Ogólnie rzecz biorąc, Mendeed na drugiej płycie jest zespołem nastawionym na dostarczenie dobrych piosenek.

Piosenek, w których więcej metal core’u aniżeli death metalu. Utwory są ułożone wokół prostego schematu refren-zwrotka, a gdzieniegdzie znajduje się trochę miejsca na instrumentalne popisy, bo The Dead Live By One jest znacznie bardziej techniczny od debiutu. Wokale są typowe dla gatunku: raz krzyczane, mocne growlowanie, aby przeważnie w refrenach przejść w czyste, bardzo melodyjne zaśpiewy, jak to było w utworze tytułowym, który, aż dziwne, że nie stał się dużym przebojem.

Uproszczenie kompozycji przyniosło jednak wiele dobrego, bo The Dead Live By One to nic innego, jak zbiór dwunastu, energicznych i szybkich kompozycji z niebanalnymi melodiami. Jeśli ktoś oczekuje death metalowej brutalności, to nie ma na co liczyć, za to zgrabne melodie mogą słuchacza muzyki Mendeed przykuć na dłużej do głośnika. Zresztą, młodzi Szkoci zapewne chcieli podbić świat, a wówczas melodyjny metal core rządził, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Nie udało się.

Jednak cała płyta nie jest typową metal core’ową młócką, bo pojawia się prawdziwy walec, zachowany raczej w marszowym tempie (z nielicznymi przyspieszeniami) w postaci najdłuższej kompozycji – Gravedigger. Ponadto Blood Brothers może zaskoczyć spokojnym „plumkaniem” z fajnymi basowym pochodami, które pojawią się pod koniec kompozycji. Strzały, jak Our War, Through Dead Eyes, Reload ‘n’ Kill to fajne, szybkie kawałki, bez zbędnego kombinowania. I szczerze mówiąc, spokojnie mogło się obyć bez trzech ostatnich kompozycji, chociaż zamykający płytę Thirteen przykuwa uwagę wyjątkowo brutalnym śpiewem Davida Proctora.

MENDEED - The Dead Live By Love (OFFICIAL MUSIC VIDEO)

Szkoda, że Mendeed skończył swoją karierę na The Dead Live By One. Widać na tym krążku świadectwo rozwoju tej kapeli, która na debiutanckim albumie czuła się zagubiona, proponując z jednej strony wspaniałe kompozycje, z drugiej kompletne niewypały, a na drugiej płycie przeistoczyła się w konkretną, metal core’ową maszynę, która została brutalnie zatrzymana, gdy nabierała szybkości. Szkoda, że nie nagrali nic więcej i ich kariera się skończyła.

Fot.: Metal Mind

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.