Książki,Recenzje

Wstęp do akcji – George R. R. Martin – „Taniec ze smokami. Część druga” [recenzja]

Po drugą część Tańca ze smokami sięgną czytelnicy, którzy doskonale znają Pieśń lodu i ognia, więc żadna recenzja raczej nie sprawi, że zrezygnują z lektury. Z kolei ci, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę w Westeros, mają przed sobą kilka opasłych tomów. Taniec ze smokami. Część druga nie zachęciłby do lektury, gdyby otwierał całą sagę, ale całkiem nieźle sprawdza się w roli elementu cyklu. Drobnym minusem jest jedynie fakt, że na dalszy ciąg przyjdzie odbiorcom jeszcze poczekać, ponieważ Martin nie należy do autorów piszących szybko kolejne części sagi.

Tym razem akcja płynie wartko, a świat przestaje się nam wymykać. W końcu mamy okazję skupić się na kolejnych bohaterach i obserwować ich zmagania. Przeczytamy o tym, czy małżeństwo Daenerys przyniosło jej upragniony pokój, jak radzą sobie tytułowe smoki oraz jak Tyrion poradzi sobie w roli scenicznego karła. Sporo uwagi autor poświęca także Cersei, która musi się zmierzyć z własnymi winami. Doczekamy się w końcu nadejścia zimy w całej niebezpiecznej okazałości, a zakończenie świadczy o tym, że Martin lubi zostawiać czytelnika w niepewności.

Właśnie wspomniane porzucenie otwartej historii jest jednocześnie najmocniejszą i najsłabszą częścią powieści. Losy postaci zaczynają się wreszcie klarować i razem z nimi zmierzamy w coraz wyraźniej zarysowanym kierunku, lecz Taniec ze smokami jest tylko przygrywką. Cały czas odnosiłam wrażenie, że najważniejsze dopiero przed nami i nie doczekałam się tego aż do ostatniej strony. Trzeba przyznać, że zamykający fragment jest niemałym zaskoczeniem, a dalsza akcja na pewno będzie intrygująca, ale w pewnym sensie zabrakło punktu kulminacyjnego. Można uznać, że to ze względu na objętość sagi, którą należy traktować jako spójną całość, ale bardzo często czytelnik ma ochotę powiedzieć: No i? No i co dalej? Tylko niestety nie dostaje tego dalej, gdyż po dość długim, ciekawym wstępie do najbardziej intrygujących wydarzeń autor nas zostawia i przerywa opowieść.

W wypadku wielu innych pisarzy zostawianie fabuły bez wyjaśnienia w najciekawszym momencie byłoby niewątpliwie zaletą, a tworzenie tasiemcowej sagi, która stale przyciąga grono wiernych czytelników, nie jest łatwe i można je nazwać swego rodzaju sztuką. Problemem jest jednak fakt, że Martin wybitnie nie spieszy się z pracą twórczą, zatem minie jeszcze zapewne parę lat (jak dobrze pójdzie), zanim doczekamy się kolejnej odsłony cyklu. Pozostaje więc pytanie, czy takie zakończenie zachęci czytelników do dalszej lektury, czy też zniechęci odbiorców zmęczonych już ciągłym wyczekiwaniem. Dobrych książek na rynku wydawniczym nie brakuje, a nawet najlepsza opowieść z czasem zblaknie w pamięci.

George R. R. Martin w Tańcu ze smokami prezentuje czytelnikowi wszystko to, za co pokochały go miliony: ciekawe dialogi, pełnokrwiste postacie z charakterem i zaskakujące zwroty akcji. Problemem może być tylko to, że zostawia nas w najciekawszym momencie i nie możemy sięgnąć po kolejny tom, żeby poznać dalszy ciąg opowieści, a co więcej, nie wiemy nawet kiedy i czy w ogóle się doczekamy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a na razie zapowiada się smacznie, tyle że z głodu czasami nawet odechciewa się jeść. Pozostaje jedynie czekać i mieć nadzieję, że kucharz o nas nie zapomniał.

Fot.: Zysk i S-ka

[buybox-widget category=”book” ean=”9788377858875″]

Podobne wpisy:

Avatar

Doktorantka na Wydziale Filologii Polskiej i Klasycznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Pilnie śledzi wszystkie zmiany zachodzące w sferze literatury i kultury. Książkoholiczka, która ma słabość do dobrej literatury dla dzieci, a od czasu do czasu zajmuje się analizowaniem przekładu literackiego. Uważnie śledzi rozwój polskiej kultury.

Komentarze: 3

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *