Pustynny blues – Ted Novak – “Monument Valley” [recenzja]

ted novak

Dawno nie słyszałem tak dobrze nagranej polskiej płyty w takiej stylistyce, jaką proponuje na swoim najnowszym dziele gitarzysta Ted Novak. Wspólnie z uznanymi polskimi muzykami, Janem Smoczyńskim i Pawłem Dobrowolskim, stworzył on blisko godzinę wysmakowanego połączenia jazzu, bluesa, fusion i klasycznego rocka z domieszką psychodeli.

Grafika na okładce, jak i tytuł, mają też słuchaczowi dać wskazówkę odnośnie inspiracji towarzyszących Novakowi podczas komponowania Monument Valley. Otóż, tytuł płyty odnosi się do słynnej Doliny Pomników zlokalizowanej na terenie Wyżyny Kolorado. Tam znajduje się rezerwat Indian Navaho i właśnie w ten świat ma przenieść nas nowa muzyka Teda Novaka. To, czy tak się stanie, to już pozostaje w kwestii wyobraźni każdego z odbiorców płyty, natomiast z pewnością jest to muzyka bardzo amerykańska, osadzona w tamtejszej tradycji bluesa i jazzu, chociaż nie do końca wolna od wpływów brytyjskiego rocka końca lat sześćdziesiątych.

Ted Novak zaprezentował na swojej nowej płycie wyłącznie instrumentalne kompozycje i mówiąc szczerze, jeszcze przed naciśnięciem przycisku „play” pojawiła się u mnie obawa, czy Ted nie jest gitarzystą, który ponad feeling i klimat stawia indywidualne popisy. Tak na szczęście nie jest, mimo że jest on bardzo sprawnym technicznie wiosłowym, to w jego muzyce chodzi przede wszystkim o odpowiednie flow. Ted Novak dobrał sobie fantastycznych muzyków, którzy są mu równi, a nie tworzą jedynie zespół przygrywającyw tle. Szczególnie często na pierwszy plan wysuwa się ze swoim Hammondem Jan Smoczyński, natomiast przy braku gitary basowej, a co za tym idzie klasycznej sekcji rytmicznej, wszystko w ryzach trzyma swoim niebanalnym bębnieniem  Paweł Dobrowolski.

Ted Novak "Monument Valley"

Ta płyta niesamowicie buja, odpręża i wprawia w doskonały nastrój. Każdy utwór wyróżnia osobny charakter, klimat i feeling. Płyta dzięki temu jest różnorodna, ciekawa, nie ma mowy o jakiejkolwiek nudzie. Najważniejsze jednak jest to, że nie wydaje się to być efektem kalkulacji, ponieważ płyta została nagrana na setkę, w ciągu zaledwie trzech dni. Na Monument Valley jest jazzowe jammowanie (Back To The Hooghan), ale są też klimaty łączące blues z funkiem (Stone Face Blues, Cherry Tree Blues), a niektóre kompozycje zachowane są nieco w klimacie nagrań King Crimson i innych “wielkich” rocka progresywnego lat siedemdziesiątych (Prince of Asrub, Code Talker). Momentami robi się cudownie psychodelicznie, niczym u Pink Floyd z okolic Ummagummy More (Desert Episode). Ted Novak ze swoimi towarzyszami nie boi się także zagrać ciężko, w stylu kapel takich jak The Move, Andromeda czy  Blue Cheer, czego dowodem jest doskonały Old Chief Side.

Momentami można narzekać, że całej Monument Valley brakuje nieco swojskiego charakteru, ale chyba Ted Novak wyruszył swoim muzycznym wehikułem w kierunku muzyki rockowej przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych i to mu się udało w sposób wręcz idealny. Ta płyta to niewątpliwy hołd dla tamtych czasów w muzyce, ale trzeba przyznać, że trio Novak, Smoczyński, Dobrowolski brzmi świeżo i, co najważniejsze w tym wszystkim, gitara Teda całkiem skutecznie temu wszystkiemu nadaje autorski, oryginalny charakter. Oby ta współpraca nie skończyła się na Monument Valley.

Fot.: Ted Novak

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

2 komentarze

  1. maciej stupera napisał(a):

    hej
    gdzie można kupić płytę Ted Novak – Monument Valley ?
    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *