Ukraina festiwal

Relacja z Ukraina! Festiwal filmowy (część druga)

Festiwal filmowy promujący twórczość ukraińskich filmowców, ale prezentujący też polskie filmy poświęcone problematyce Ukraińców i Ukrainy (w tym roku np. Obywatel Jones, o ile przyjmiemy, że ten anglojęzyczny obraz mieści się w szeroko przyjętych kategoriach pozwalających zdefiniować go jako twór polskiej kinematografii) mimo zaledwie czwartej odsłony na stałe wrósł w kulturalną tkankę Warszawy mając zresztą w tym jesiennym okresie potężną konkurencję. Recenzuję kolejne tytuły, jakie udało mi się obejrzeć w trakcie tej unikatowej imprezy, która dzięki Beaty Bierońskiej-Lach i jej współpracowników wypełniła pewną istotną lukę.  Żałuję przy tym, iż obecnie nie odbywa się już w Warszawie świetna analogiczna impreza poświęcona z kolei kinu białoruskiemu (Bulbamovie). Głos kultury objął tę imprezę swoim patronatem medialnym. 

Kakofonia Donbasu reż. Igor Minaev; Ukraina;

W tym przypadku spodziewałem się czegoś innego, mając też na względzie punkt wyjścia, jakim jest ikoniczny dokument Dżigi Wiertowa pod tytułem Symfonia Donbasu. Przynajmniej do połowy dokument spełnia moje oczekiwania przypominając found-footage’owy montaż materiałów propagandowych ukazujących to, jak w stalinowskich jeszcze materiałach przedstawiany był Donbas. W tym znaczeniu wskazane wyżej odniesienie jest adekwatne. Przypomina to trochę technikę stosowaną przez Siergieja Łoźnicę. Znaczącą wartość poznawczą mają też mało znane materiały z okresu strajków górniczych w latach 1989-1990 (okazuje się, że także Ukraina miała poniekąd swoją Solidarność). W momencie jednak, gdy reżyser zbyt zamaszystym gestem przechodzi do współczesnego konfliktu na wschodzie kraju, nie będąc przy tym konsekwentny formalnie (gadające głowy w miejsce wcześniejszej montażówki), popada w reportażowy banał.

Bohater naszych czasów reż. Tonia Noyabrova; Ukraina;

Kolejny dowód wskazujący na to, że Ukraińcy lepiej radzą sobie z opisywaniem absurdów codzienności, w tym meandrów biurokratycznej mitręgi, niż polscy filmowcy, robiąc to w autentycznie zabawnym niewymuszonym stylu. Tytuł nawiązuje do powieści Michaiła Lermontowa, ale jest to powinowactwo dalece umowne. Ów protagonista XXI wieku to tak jak tytułowy Zhorik przybysz z prowincji na wiecznym prekariacie, mający aspiracje nieproporcjonalne do posiadanych zasobów, który wciąż zmienia prace. Kamera w zabawny sposób portretuje jego codzienną szamotaninę z realiami postsowieckiej biurokracji i jednocześnie wczesnym bazarowym kapitalizmem. Choć czasami jest to satyra napisana zbyt grubą kreską i w tym ujęciu po prostu stereotypowa (vide wizerunek świata sztuki współczesnej), a nadto filmowi brakuje zgrabnej puenty, to całość dostarcza niezłej zabawy.

Saszka reż. Katarzyna Lesisz; Polska;

Symptomatyczne jest to, że w zestawie krótkometrażówek pokazywanych na festiwalu w tym roku najlepszą etiudą okazała się produkcja. Pozostałe filmy, nawet jeśli cechują się dobrym pomysłem (Gwoździe w reż. Ahmedi-Ernesa Sarykhailila) cierpią nie tylko na braki realizacyjne, ale też wady scenariuszowe i reżyserskie stając się zlepkiem scen, które nie zmierzają do żadnej fabularnej konkluzji. Saszka jest o tyle cennym doświadczeniem, że akcja filmu ma miejsce w latach 90-tych, a zatem w momencie, w którym w Polsce nie była jeszcze tak znacząca imigracja z Ukrainy. Przez to nie jest schematycznym obrazem społecznym, ale intymną historią i kobiecie, która stopniowo definiuje swoją tożsamość wobec mężczyzn.

Fot.: Ukraina! Festiwal filmowy;

Ukraina festiwal

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.