ród smoka

Ród Smoka rodem sukcesu – relacja z premiery nowego serialu HBO „Ród Smoka”

Dzięki uprzejmości HBO miałem okazję przedpremierowo zobaczyć pierwszy odcinek nowego serialu z uniwersum Gry o TronRód Smoka – oraz otrzymać przedsmak tego, co czeka nas w kolejnych odcinkach. Zorganizowane z pompą wydarzenie nie zawiodło, wróciłem do domu zachwycony.

Wydarzenie zorganizowano w kinie Helios w galerii Blue City na pełnym wypasie. Była muzyka z serialu, klimatyczne ozdoby, czerwony dywan, przekąski, drinki, dużo zdjęć i jeszcze więcej gwiazd. Wszystko to na start wywołało we mnie pozytywne emocje i zrobiło wrażenie. Spodziewałem się raczej bramki, wejścia dla dziennikarzy i tyle, branżowy standard.

Pełen pozytywnych wrażeń i z własnym zdjęciem na czerwonym dywanie (którego nie omieszkałem wrzucić na swojego Instagrama) wszedłem na salę kinową. Tam właśnie, po krótkim segmencie informacyjnym od organizatorów, działa się prawdziwa magia. 

Standardem u mnie jest, że omijam wszelkie materiały promocyjne szerokim łukiem. Wiem, jak bardzo mylące potrafią być, a nie chcę sobie psuć zabawy, budując fałszywe oczekiwania albo spoilerować najlepsze sceny. Z takim podejściem chłonąłem każdy kadr i każdy dialog. Omg, jakie to jest dobre!

Zacznę od tego, co rzuca się w oczy jako pierwsze. Operatorka, kadrowanie i oświetlenie tego serialu są wprost wybitne. Nie wiem, na ile to zaleta kinowego seansu, a na ile samego serialu, ale miałem wrażenie, że oglądam film. Szczęka mi się obluzowała już w początkowej scenie w przestworzach, a kiedy zobaczyłem… szczegóły… musiałem zbierać zęby z podłogi. Zdecydowanie jest to najlepiej zrealizowany pod kątem wizualnym serial fantastyczny, jaki miałem okazję zobaczyć. Bije na głowę poprzednie Gry o Tron i kojarzy mi się trochę z Ostatnim pojedynkiem Ridleya Scotta. Jest mrocznie i wiarygodnie, a wszystko to świetnie udźwiękowione i jeszcze lepiej oświetlone.

Najbardziej martwiłem się w kwestii wizualiów o smoki, które bywają realizowane różnie, że tak dyplomatycznie stwierdzę. Na tej płaszczyźnie Ród smoka po raz kolejny zachwyca. Smoczki wyszły piękne, majestatyczne i pełne szczegółów. Miałem szczęście popatrzeć na nie na tyle długo, żeby pozbyć się wszelkich wątpliwości. Ten serial zasługuje na jakąś nagrodę w kwestiach technicznych. 

Moją największą obawą była jednak fabuła. Po wręcz traumatycznym ostatnim sezonie GoTa nawet nie chciałem myśleć o tym, jaki los mogą zgotować nam twórcy tym razem. Na szczęście myliłem się – HBO odrobiło lekcję. Posłuchali się fanów, przeanalizowali dzieje poprzednich serialowych adaptacji Martina i zrobili coś, co skutecznie przykuwa do fotela. Kilkakrotnie złapałem się na tym, że zagryzałem zęby, nachylałem się w fotelu albo robiłem podobne cuda. 

Przyznam szczerze, że specjalnie zwlekałem dzień z napisaniem tego tekstu, żeby ochłonąć i móc chłodno podejść do tematu. Niestety nic z tego. Jak byłem zachwycony, tak jestem nadal…

Od samego początku mamy intrygi, skomplikowane relacje, trudne decyzje i niejednoznaczne, świetnie napisane postaci. Największe wrażenie zrobił na mnie grany przez Matta Smitha Daemon Targaryen. Książę Łotrzyk wyszedł tak znakomicie, że skrada show za każdym razem, kiedy tylko się pojawia.

Pisząc te słowa, staram się oszczędzić szczegółów i spoilerów, więc podsumuję jednym zdaniem: Ród Smoka ma potencjał na najlepszy serial fantastyczny od lat, a Targaryenowie – na przebicie swoimi intrygami Mody na Sukces.

ród smoka

ród smoka

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Oziębły

Studiuję dziennikarstwo i ehistorię. Interesuję się szeroko rozumianą popkulturą, produkcją filmową (w tym głównie operatorką kamery i montażem), fotografią, marketingiem i social mediami. Prowadzę swój kanał na YouTube, zorientowany głównie na popkulturę. Aktualną serią przewodnią są recenzje książek.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.