Ciekawostki,Filmy,Publicystyka

Piątkowa ciekawostka o…: Role, które kończyły kariery aktorskie

kariery aktorskie
kariery aktorskie

Są takie filmy, po których grający w nich aktorzy stwierdzają, że to by było na tyle i więcej już nie chcą grać w żadnej produkcji. Zazwyczaj dotyczy to aktorek i aktorów dziecięcych, którzy po swojej debiutanckiej roli dochodzą do wniosku, że to dla nich za dużo i właściwie to wcale nie chcą być aktorami. Wyobraźcie sobie, jaką wielką stratą dla świata filmowego byłoby, gdyby do takiego wniosku doszła na przykład Natalie Portman po swoim udziale w Leonie zawodowcu. Na szczęście Natalie zrobiła później wielką karierę, jednak wielu jej rówieśników podążyło zupełnie inną ścieżką. Dziś postaram się Wam przestawić kilka takich ról, które jednocześnie stanowiły punkt końcowy w aktorskiej karierze. Będą to głównie dziecięce gwiazdy, lecz na końcu znajdzie się także miejsce dla jednej filmowej legendy, prosto ze Szkocji. Zapraszam zatem do lektury.


Jake Lloyd, Gwiezdne Wojny: Część I – Mroczne widmo (1999)

Wydawałoby się, że dziesięcioletni wówczas Jake Lloyd wygrał los na loterii. Dostał kluczową rolę Anakina Skywalkera, przyszłego Dartha Vadera, w wyczekiwanej przez tyle lat pierwszej części prequelowej trylogii największej sagi SF naszych czasów. Oczekiwania fanów w 1999 roku były ogromne i niestety wszyscy wiemy, jak to się skończyło. George Lucas znacznie przecenił swoje wizjonerstwo; Mroczne widmo okazało się najsłabszą częścią Gwiezdnych Wojen, a młody Anakin jedną z najbardziej irytujących postaci (jedynym pocieszeniem dla Lloyda mógł być tylko fakt, że palmę pierwszeństwa w tej kategorii dzierży inny bohater tego filmu, niejaki Jar Jar Binks). Dla młodego Jake’a był to naturalny krok w karierze, niemal zaraz po tym, jak zagrał u boku Arnolda Schwarzeneggera w Świątecznej gorączce (1996). Niestety, był to krok prosto w przepaść. Jednoczesny ciężar sławy i porażki przytłoczyły chłopca, którego życie po premierze Mrocznego widma zmieniło się w koszmar. Męczyli go zarówno dziennikarze (dochodziło do tego, że przeprowadzał nawet do sześćdziesięciu wywiadów dziennie), jak i koledzy ze szkoły. Po Gwiezdnych Wojnach Lloyd właściwie wycofał się z przemysłu filmowego i poza dwiema niewielkimi rólkami (Die with Me (2001) i Madison (2005)) słuch po nim zaginął.

Moc okazała się niewystarczająco silna w tym młodym padawanie.


Peter Ostrum, Willy Wonka i fabryka czekolady (1971)

Nie wszyscy pamiętają, że Tim Burton nie był wcale pierwszym twórcą, mierzącym się z adaptacją książki Roalda Dahla o ekscentrycznym właścicielu fabryki czekolady i chłopcu znajdującym złoty bilet. Wiele lat wcześniej Mel Stuart popełnił klasyczną ekranizację, gdzie w kultową rolę Willy’ego Wonki wcielił się Gene Wilder, zaś w roli chłopca, Charliego Bucketa, mogliśmy zobaczyć młodego aktora, Petera Ostruma. Jednakże dla Petera była to zarazem pierwsza i ostatnia rola w życiu. Okazało się, że przemysł filmowy to ciężki kawałek chleba, którego, jako dziecko, nie był w stanie ogarnąć. Lecz, jak sam twierdzi, odejście było właściwą decyzją. Po sukcesie Willy’ego Wonki i fabryki czekolady, Peter miał kilka kolejnych propozycji filmowych, jednak wszystkie odrzucił. Kiedy niedoszły aktor dorósł, za swoje zyski z jedynego filmu kupił własnego konia i rozpoczął karierę w świecie weterynarii.

Lepsze to, niż kariera dziwaka zwabiającego małe dzieci do swojej fabryki, oferując im czekoladową kąpiel…


Carrie Henn, Obcy – decydujące starcie (1986)

Dziewięcioletnia Carrie Henn przykuła uwagę reżysera, Jamesa Camerona, w czasie castingów do jego nowego filmu, kontynuacji kosmicznego horroru o przerażających ksenomorfach. I mimo faktu, że dziewczynka nigdy dotąd nie grała w żadnym filmie, wcielająca się w główną rolę Sigourney Weaver wstawiła się za nią tuż po ich pierwszym spotkaniu. Chemia, która wywiązała się między nimi, była natychmiastowa, pomagając nawiązać więź matki i córki, tak ważną dla filmu. Dzięki temu rola Newt, sieroty i jedynej ocalałej z kolonii na księżycu Acheron, trafiła do dziewięciolatki niemal jednogłośnie. Ogólnie rzecz biorąc, Carrie miała bardzo przyjemne wspomnienia związane z realizacją produkcji Camerona, lecz nie zdecydowała się na kontynuowanie kariery w tej branży. Jednym z głównych czynników, które o tym zdecydowały, była konieczność przeprowadzki do Los Angeles, a to oznaczałoby to rozdzielenie z rodziną, czego dziewczynka nie chciała. Nie pomógł też fakt, że w kolejnym obrazie z serii, Obcym 3 (1992), jej postać, Newt, umiera na samym początku filmu. Obcy – decydujące starcie, podobnie jak w przypadku Petera Ostruma, pozostał pierwszym i jedynym tytułem w filmografii dziewczyny. Dziś Carrie Henn jest nauczycielką w szkole podstawowej i od czasu do czasu podpisuje swoim uczniom płyty z filmem o Obcych.

Pierwszą lekcją, jaką Carrie udziela swoim uczniom jest: Potwory istnieją naprawdę!


Rochelle Davis, Kruk (1994)

Czternastoletnia Rochelle zadebiutowała w roli Sarah, w kultowym filmie Kruk Alexa Proyasa. Sarah była dziewczynką wychowywaną przez samotną matkę, która bardziej niż nią, interesowała się morfiną i zadawaniem z przestępcami. Wobec tego, dziewczyną zaopiekowała się sympatyczna para, Eric i Shelly, która jednak została zabita przez ten sam element przestępczy. Rok później Eric powraca zza grobu, aby zemścić się na swoich oprawcach, nie zapomina jednak o swojej przyjaciółce. Tak skrótowo można by przedstawić fabułę mrocznego obrazu Proyasa, a Rochelle Davis sprawdziła się w swojej roli całkiem nieźle i prawdopodobnie byłby to wstęp do może nie oszałamiającej, ale jednak kariery. Wszystko jednak zmieniło się w wyniku tragicznego wypadku, do którego doszło na planie filmu i w wyniku którego śmierć poniósł wcielający się w główną rolę Brandon Lee. Rochelle, która zdążyła się zaprzyjaźnić z aktorem, bardzo to przeżyła i wyniku tej traumy doszła do wniosku, że nie chce więcej mieć nic wspólnego z przemysłem filmowym. I byłby to właściwie koniec jej jakże krótkiej kariery, bardzo podobnej do osób wspomnianych wcześniej, jednak w 2009 roku Rochelle złamała swoje postanowienie i zagrała pomniejszą rólkę w niskobudżetowym horrorze, o którym prawdopodobnie nikt nie słyszał (Hell House). W 2016 roku po raz kolejny wróciła na plan filmowy, w produkcji zatytułowanej Grotesque, zbliżonej jakością do tej poprzedniej (o której też nikt nie słyszał). Trudno więc uznać to za kontynuację kariery.

Myślałam, że w filmach ludzie nie giną naprawdę, a tu popatrz…


Sean Connery, Liga niezwykłych dżentelmenów (2003)

Szkocki aktor wyłamuje się ze schematu młodych i zdolnych, którzy zrezygnowali z kariery po swoich pierwszych filmach. Sean Connery jest doświadczonym artystą, znanym z wielu kultowych i ikonicznych ról (był przecież pierwszym i według wielu najlepszym aktorem wcielającym się w Jamesa Bonda). Jednak Connery miał też, całkiem słusznie, niezłe mniemanie o samym sobie i własnym talencie, więc kiedy trafił w końcu na film, który okazał się totalną klapą, zamiast wzruszyć ramionami i grać dalej w kolejnych chałach (do ciebie mówię, Robercie De Niro), powiedział Pier***lę to wszystko! A miało być tak pięknie. Liga niezwykłych dżentelmentów była ekranizacją komiksu autorstwa Alana Moore’a (którego nazwisko samo w sobie oznacza jakość), opowiadającego o grupie słynnych postaci z klasycznej literatury fantastycznej, która walczy ze złem. Wśród nich można było znaleźć między innymi Doktora Jekylla/Pana Hyde’a, Doriana Graya, Minę Harker, niewidzialnego człowieka, Kapitana Nemo czy Allana Quatermaina (to właśnie w tego ostatniego wcielił się Connery). Za reżyserię filmu odpowiedzialny był Stephen Norrington, który przecież wcześniej miał już na koncie całkiem udaną adaptację innego komiksu, Blade’a (1998). Co więc poszło nie tak? Właściwie to wszystko. Dzięki bezmyślności Hollywood świetna historia Moore’a została spłycona do granic możliwości, a film stał się zwyczajnym akcyjniakiem z elementami fantastycznymi (co sprawiło, że także Alan Moore zraził się do świata filmowego, pokazując mu środkowy palec i wycofując swoje nazwisko z każdej kolejnej ekranizacji swoich dzieł, nawet jeśli były udane). Do decyzji Connery’ego przyczyniła się zresztą nie tylko klapa produkcji, ale też jego doświadczenia z planu, gdzie bezustannie musiał użerać się z idiotami, niepotrafiącymi robić filmów. Po Lidze Sean Connery, legenda kina, powiedział stop i przeszedł na emeryturę (wielkie dzięki, Stephenie Norringtonie). Mam tylko nadzieję, że w końcu trafi się ktoś, kto skusi aktora jakimś ambitnym scenariuszem i jednak jeszcze kiedyś zobaczymy Connery’ego na wielkim ekranie. W końcu ma już 86 lat i wcale nie staje się młodszy.

Od tej pory, Sean Connery ma taką minę już na stałe.


Fot.: Lucasfilm, Warner Home Video, 20th Century Fox Film Corporation, Miramax Films

Podobne wpisy:

Avatar

Miłośnik lat 80., komiksów Marvela, horrorów i kina klasy B, które jest tak złe, że aż dobre. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *