Różowy orgazm Kopciuszka – Chuck Palahniuk – „Pełnia piękna” [recenzja]

Niektóre źródła w Internecie podają, że Chuck Palahniuk to jeden z najpopularniejszych amerykańskich autorów. Osobiście ciężko mi się z tym zgodzić, chociażby biorąc pod uwagę to, że w gronie znajomych czytelników, na palcach jednej ręki policzyłbym tych, którzy interesują się twórczością pisarza z Portland. Ba, policzyłbym ich nawet, gdybym był sześćdziesięcioletnim drwalem, który wskutek nieszczęśliwego wypadku stracił kciuk i palec serdeczny. Zdecydowanie bliższe prawdy jest stwierdzenie, że Palahniuk posiada nie tyle fanów co wyznawców, i nie jest ich wcale aż tak wielu. Uwierzcie mi na słowo, wiem, co mówię. Albo się go uwielbia, albo uważa jego dzieła za trudny do zniesienia pseudointelektualny bełkot. Jako że zdecydowanie zaliczam się do pierwszej z grup, muszę szczerze przyznać, że życie wyznawcy kultu Chucka Palahniuka nie było ostatnimi czasy usłane różami. Dwie poprzednie powieści pisarza, Potępieni oraz Przeklęci, to dwie z trzech najsłabszych, jakie wyszły spod jego pióra. Do tego dochodzi niezbyt udana – moim zdaniem – komiksowa kontynuacja Fight clubu (inną sprawą jest fakt, że pomiędzy wymienionymi książkami a komiksem autor wydał jeszcze pierwszy w karierze zbiór opowiadań, którego póki co próżno szukać na polskim rynku). Tak więc, najogólniej mówiąc, można było mieć obawy przed premierą najnowszej powieści. Nie było wielu przesłanek napawających optymizmem, nie wyglądało to różowo. Różu nie brakuje jednak w Pełni piękna, która jak twierdzi sam pisarz, jest książką o kobietach i dla kobiet. Czy rzeczywiście jest to powieść wyłącznie dla dam? Nie sądzę. Śmiem jednak twierdzić, że mimo tego, iż daleko jej do najlepszych dzieł autora, to jest ona najlepszym, co napisał od czasu Pigmeja, czyli od siedmiu lat.

Według badań, około dwudziestu procent kobiet, nigdy nie przeżyło orgazmu, natomiast aż ponad dziewięćdziesiąt procent przyznaje, że co najmniej raz w życiu orgazm udawało. Penny Harrigan nie ma tego problemu. Penny Harrigan to główna bohaterka tej historii. Penny Harrigan marzy o karierze prawniczki i o tym, by ktoś w końcu dostrzegł i docenił szarą myszkę z Omahy. Penny Harigan jest brutalnie gwałcona na sali sądowej, już na pierwszej stronie omawianej powieści; co gorsza – nikt nie ma zamiaru jej pomagać. Jest jedyną kobietą w budynku.

Linia produktów pielęgnacji osobistej Pełnia Piękna. Produkt numer 6435: Maczuga Małżeńskiej Miłości. Zazwyczaj zasilało ją sześć baterii typu D.

Szybki skok o kilka miesięcy wstecz i wracamy do Penny. Penny to dwudziestopięcioletnia stażystka w najbardziej prestiżowej kancelarii na Manhattanie – Broome, Broome i Brillstein. Dziewczyna, jak wiele innych, przyjechała do Wielkiego Jabłka z małej, zabitej dechami wioski, z jednego z tych amerykańskich stanów, które nikogo nie obchodzą; przyjechała z kieszeniami pełnymi marzeń. Jednak póki co pieszczotliwie nazywana „Dziewczyną z Omahy” lub „wieśniarą” Penny nie odgrywa w firmie większej roli, do jej głównych zadań należą podawanie kawy (Szybciej, dziewczyno z Omahy!) oraz przynoszenie krzeseł na zebrania w kancelarii (To było niedorzeczne. BB&B było największą firmą w kraju, a zawsze brakowało im miejsc do siedzenia. Niczym podczas gry w gorące krzesła na weselu). Jednocześnie Penny próbuje nawiązać nowe przyjaźnie w wielkim mieście (Dziewczyno kocham Twoją figurę retro. Uwielbiam też to, że nie masz problemu ze swoimi grubymi udami). No i tak spędzając całe dnie na byciu popychadłem, pewnego razu, po raz kolejny taszcząc kubki z kawą, Dziewczyna z Omahy przewraca się za drzwiami sali konferencyjnej. Po chwili szoku Penny spostrzega swoje odbicie w drogim, wypolerowanym bucie, unosi głowę i wtedy ich spojrzenia się krzyżują, między dwojgiem ludzi przelatuje niezauważalna iskra; mężczyzna podaje Dziewczynie dłoń i z uśmiechem na twarzy pyta, czy może jej pomóc. Nie jest to jednak zwykły mężczyzna, to Cornelius Linus Maxwell, najbogatszy człowiek na Ziemi, który jako dziecko dorobił się w branży informatycznej, stając w miarę upływu lat na czele najpotężniejszego imperium na świecie. Nasz miliarder posiada również ciekawy przydomek – Fallus Maxwell, a to z uwagi na jego liczne romanse, w tym między innymi z królową Brytyjską (nie, nie z Elżbietą), prezydentem Stanów Zjednoczonych (nie, nie z Obamą, prezydentem jest kobieta) czy ze zdobywczynią czterech Oscarów, francuską megagwiazdą kina i współczesnym symbolem seksu.

Linia produktów pielęgnacji osobistej Pełnia Piękna. Produkt numer 218: Różdżka Rozkwitłej Rozkoszy. Kiedy będziesz jej używać, nie zapominaj o współczynniku tarcia i używaj jej tylko z Balsamem Swobodnego Poślizgu.

Kopciuszek i książę umawiają się na randkę. Według Penny nie było to jednak zbyt owocne spotkanie, ona trajkotała jak najęta, a on wyłącznie zadawał pytania, non stop zapisując coś w swym nieodłącznym notesie. Następnego dnia Dziewczyna z Omahy znajduje się na pierwszych stronach wszystkich liczących się w Stanach Zjednoczonych gazet! Dwa dni później dochodzi do drugiej randki i właśnie wtedy para po raz pierwszy ląduje w łóżku. Aktywny udział Corneliusa-Fallusa jest w tym niewielki, za to Penny przeżywa najprawdziwszą rozkosz, uczucie, o którego istnieniu nie śmiała nawet marzyć. Okazuje się bowiem, że młody miliarder testuje na niej produkty swojego własnego pomysłu, produkty mające odmienić życie wszystkich kobiet (Miliard mężów za chwilę pójdzie w odstawkę)! Dziewczyna z Omahy, po kilku kolejnych testach, podczas których osiągała tak niewyobrażalne podniecenie, że zagrażało jej życiu, wie już, że produkty linii pielęgnacji osobistej będą prawdziwym hitem, zaczyna jednak snuć podejrzenia co do pobudek kochanka. Tak samo myśli  Maxwell, który już widzi oczyma wyobraźni tłumy kobiet zabijające się o małe, owinięte wstążką, różowe kartoniki, za które – złaknione wrażeń – zapłacą ostatnim centem, ze swojej pięknej różowej karty klubu Pełni Piękna. Bądźmy jednak szczerzy, czy Wy, Drogie Panie, nie poszłybyście kupić zachwalanego przez koleżanki towaru, który reklamuje się w taki oto sposób*…

A billion husbands are about to be replaced.

Everything you've ever wished for.

Linia produktów pielęgnacji osobistej Pełnia Piękna. Produkt numer 223: Jaszczurzy Jęzor. Prosty, ale i genialny teleskopowy przedłużacz języka. Silikonowa proteza skalibrowana jest tak, aby zwiększać zasięg podczas stosunków oralnych i umożliwiać intensywne pieszczoty szyjki macicy.

„Chuck Palahniuk od zawsze pisze tę samą książkę!”, „Chuck Palahniuk to psychol bazujący na jednym tylko pomyśle”. To tylko niektóre z określeń stosowanych przez sceptyków twórczości pisarza i nawet jako wyznawca, muszę przyznać trochę racji, tyle tylko, że po pierwsze – zależy jak się na to spojrzy, po drugie –  Pełnia piękna różni się trochę od pozostałych książek autora. Czasem in plus, czasem niekoniecznie; nie udało się również Palahniukowi uniknąć kilku starych błędów, jednak po kolei. Przede wszystkim – TAK, Chuck Palahniuk już się nie zmieni i zawsze będzie wiadomo, jaki wydźwięk będzie miała jego powieść, będzie nawet wiadomo, jak mniej więcej to wszystko się ułoży, ponieważ szkielet generalnie zawsze jest ten sam. Jednak tym, co zachwyca takich jak ja, są szalone pomysły i sposób przelania tego szaleństwa na papier, niby nadal tak samo, a jednak za każdym razem inaczej. W omawianej powieści na przykład ginie prezydent Stanów Zjednoczonych. „O nie, jaki spoiler!! Nie można podawać takich szczegółów!” – tak mógłby zareagować ktoś czytający te słowa, jednak uspakajam: u pisarza jest to nieistotny szczegół, bardziej zwraca uwagę to, że tytułowa bohaterka od zawsze śledzona jest przez tajemniczych mężczyzn w garniturach, którzy już wielokrotnie ratowali ją z opresji. Jej zdaniem jest to coś normalnego, uważa, że panowie to rządowi agenci bezpieczeństwa i że każdy mieszkaniec USA takich prywatnych ochroniarzy posiada. I ten właśnie fakt podany jest przez autora jakby od niechcenia, zdanie gdzieś w środku monologu, jakby taki tok myślenia panny Harrigan był czymś oczywistym. W tym właśnie tkwi geniusz. Palahniuk tworzy historie z często oderwanych od siebie obrazków, kreuje światy, w których rzeczy uważane w naszym prawdziwym świecie za „normalność” czy też takie, które powinny być traktowane poważnie, są jakimś tam tłem, natomiast sami bohaterowie lektur myślą i zachowują się, jakby to, co powszechnie uznawane jest za dewiację lub odchył od normy, było czymś naturalnym. Cały ten chaos układa się jednak w spójną całość, a przesłanie jest zazwyczaj o wiele bardziej brutalne niż wskazywałby na to pozornie luźny styl autora.

Linia produktów pielęgnacji osobistej Pełnia Piękna. Produkt numer 216: Wegeostrzynka. Robot kuchenny, który szybko przekształca dowolne warzywo w narzędzie erotyczne. Nadaje się zarówno do bakłażanów jak i ziemniaków.

Beautiful You (tytuł oryginalny) to oczywiście kolejna książka, w której Palahniuk bazuje na dobrze znanym schemacie, jednakże jest kilka punktów, które tę konkretną powieść wyróżniają. Pierwszym, co rzuca się w oczy stałemu czytelnikowi, jest brak charakterystycznych dla pisarza chórów, czyli zdania bądź kilku zdań powtarzających się w trakcie lektury kilku-, a nawet kilkunastokrotnie, celem podkreślenie pewnych istotnych kwestii. Druga sprawa to… brak mocnych, zapadających w pamięć cytatów pokroju: Podróż donikąd też zaczyna się od pierwszego kroku**. Każda książka autorstwa Chucka Palahniuka, jaką posiadam w domowej biblioteczce, jest cała pozakreślana, autentycznie, w praktycznie każdej więcej jest stron z zaznaczonymi cytatami niż tych bez. W przypadku Pełni piękna na palcach jednej ręki policzyłbym zakreślone kartki. Nie brzmi jak zmiany na lepsze? Zdecydowanie nie, tym bardziej, gdy dodamy do tego co,ś co niestety zdarzało się już pisarzowi z Portland, czyli przeszarżowanie z fantazją. Tutaj jest tak samo, pomimo że bez cytatów i chórów, 2/3 tej książki jest kapitalne, z aspiracjami na czołowe dzieło w bibliografii Palahniuka. Jednak kiedy jest już tak pięknie… stary dobry Chuck dokłada postać (Szarobrodej) Baby, zamieszkującej jaskinię w Himalajach, po raz kolejny również zupełnie niepotrzebnie wprowadzając wątek pradawnych legend, przypowieści itd. Wspomniany pomysł z Babą, nie jest niczym specjalnie odbiegającym od „norm” książek autora, jednak dokładnie tak jak miało to miejsce w Przeklętych oraz Potępionych, było to popłynięcie w złym kierunku.

Spokojnie, spokojnie, znajdą się i plusy, i to takie, które pozwalają mi traktować Pełnię piękna jako światełko w tunelu odnośnie tego, ile paliwa zostało jeszcze w baku Chucka Palahniuka. Przede wszystkim jest to książka zdecydowanie bardziej poetycka, jest lżejsza od poprzedniczek. Rzecz jasna, jak zawsze znajdzie się u twórcy Fight clubu kilka wynaturzeń, jednak całość to swego rodzaju love story. Tragic love story. Pisarz jak zwykle nabija się z konsumpcyjnego podejścia do życia, o dziwo tym razem oszczędza Kościół, zastępując go rozważaniami na temat tego, jak bardzo dążymy do samozadowolenia i jakie mogą być tego konsekwencje. Kolejnym plusem są świetne nawiązania do popkultury – znajdziemy tu i Gwiezdne wojny i Kill Billa, przede wszystkim jednak Beautiful you to w połowie satyra na Zmierzch50 twarzy Greya, w połowie minimalistycznie wykręcona historia o Kopciuszku. Powiedzmy.

Linia produktów pielęgnacji osobistej Pełnia Piękna. Produkt numer 241: Wybuchający wulkan. Wibrator z czterema otworami wewnętrznymi. Każdy służy jako zbiorniczek, który można wypełnić płynem uwalnianym w możliwej do zaprogramowania podczas zabawy ilości – czy to kawą, jeśli chodzi o szybki przepływ energii, czy syropem na kaszel, gdy potrzeba czegoś bardziej euforycznego. Nawet antybiotykami. Albo olejkiem eterycznym, który w miarę potrzeby, zapewniałby dodatkowe nawilżanie.

Są i tacy, którzy zakochani w Fight clubie, zarzucają Palahniukowi, że na tym właśnie tytule się skończył, że nie napisze już nic tak dobrego. Pomijając fakt, że najbardziej znany tytuł nie jest nawet w TOP3 najlepszych książek autora, zgadzam się z tym, że autor nie napisze już takiej książki. Ostatnią napisaną w stylu  Fight clubu były Niewidzialne potwory. Było to szesnaście lat i jedenaście książek temu. Nie trudno więc w takim przedziale czasowym zauważyć, że pisarz zamiast nadal pisać o tym, jak fajowa jest śmierć, przerzucił się na satyrę, na powieści lżejsze stylowo. Pełnia piękna to trochę takie zdziwaczałe porno dla ubogich i – uwaga – jest to komplement! Nie jest to czołowa pozycja autora, nie jest też jedną z najgorszych, to Palahniukowy średniak, czyli i tak powyżej poziomu większości innych autorów. Po raz pierwszy chyba pisarz aż tyle rozprawia o kobietach, biorąc poniekąd udział w dyskusji na temat feminizmu i wbrew temu, co może sugerować powyższy tekst – pokazuje w tym klasę. Autor po raz kolejny przewrócił świat do góry nogami, tym razem przy pomocy tych, bez których życie mężczyzn nie miałoby sensu.

Nigdy w historii ludzkości nie było lepszego czasu, by być kobietą.

* Po raz pierwszy wrzucam w opinię o książce zwiastun ją promujący. Tym razem zrobiłem jednak wyjątek z uwagi na to że… identycznie opisane są w książce reklamy serii Pełnia Piękna, wyświetlane w telewizji i w samej powieści. Dosłownie ktoś przeniósł na ekran słowa z książki. Mnie się spodobało ;).

** Cytat z Rozbitka

Fot.: Wydawnictwo Niebieska Studnia

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.