Muzyka,Recenzje

Rozwijając skrzydła – Great Line – “Słowa” [recenzja]

Kolejny uczestnik Must Be The Music zalicza fonograficzny debiut. Nie będę kadził i mówił o Great Line jako odkryciu krajowej sceny, bo tak nie jest. Zespół stylistycznie porusza się po dosyć wyeksploatowanym i zużytym terytorium. Co więc w takiej sytuacji ma uczynić niedoświadczony, zaczynający swoją sceniczną drogę zespół? Stworzyć paru kandydatów na przeboje – i tego Great Line są całkiem blisko. Czy tak się stanie, to się okaże już po wakacjach.

Słowa – tak zatytułowany jest pierwszy album formacji pochodzącej ze Śląska. Sądzę, że ci, którzy lubią muzykę zespołów takich jak Enej, Poparzeni Kawą Trzy, a nawet Koniec Świata tudzież Akurat spokojnie odnajdą coś dla siebie w twórczości Great Line. To wprawdzie grzeczny, ułożony kawałek pop rocka, lecz zagrany momentami z werwą, energią, czasem nawet z polotem, co pozwala nadrobić tym samym pewne braki w kompozycjach zawartych na Słowach.

Great Line na powierzchnię wypłynął kompozycją Dziewczyna Made in Poland, którą to właśnie wykonał w trakcie emisji programu Must Be The Music. Oczywiście musiał się ten hit znaleźć na Słowach, chociaż niepotrzebnie na płycie wydłużono ten numer o pierwsze, niby-balladowe, trzydzieści sekund. Moim zdaniem ten zabieg jest z grubsza pozbawiony sensu. Dziewczyna… najlepiej brzmi, gdy zaczyna się uderzeniami perkusji, do której natychmiast dołączają dźwięki gitar i dęciaków. Właśnie takie żwawe, lekkie, wesołe granie doskonale wychodzi muzykom Great Line. Tylko do mnie przyjdź dzięki temu dobrze wprowadza słuchacza w nastrój płyty, z drugiej strony zespół potrafi przesadzić z taką konwencją, jak w mdłym, trochę górnolotnie opisującym granie w kapeli ­Great’osteronie.

Great Line – Tylko do mnie przyjdź (Official Video)

Natomiast największą wartością na Słowach są balladowe momenty, w których postawiono na nastrój. Najpierw zacznę od Oni, w którym przewodni motyw gitary w połączeniu ze słowami wokalisty Dawida Nagieta, stanowi jeden z bardziej magicznych momentów płyty. Podobnie jest z Niekochaną nocą, chociaż niepotrzebnie na płycie te kompozycje umieszczono obok siebie, bo pod koniec przydługiej Niekochanej nocy napięcie trochę siada. Szczególnie że kolejny utwór utrzymany jest w konwencji reggae. Mowa o bujanym Dla P. (chociaż tutaj zespół sięga także po ska), który dla mnie jest zdecydowanie najsłabszym momentem na płycie. Nigdy się nie przekonam do takiego grania. Reggae w wykonaniu polskich zespołów, szczególnie takich jak Great Line, które okazjonalnie sięgają po tę szufladę stylistyczną, zawsze będzie dla mnie brzmieć sztucznie i nienaturalnie.

Na szczęście tego typu dźwięki na Słowach są w zdecydowanej mniejszości. Zespół potrafi również skutecznie uderzyć w poważniejsze tony, jak w 16, gdzie bardzo się może podobać gęste, gitarowe tło w drugiej części utworu. W ogóle płyta Słowa się podoba, są na niej momenty, które powinny na dłużej zagościć w głowach i w sercach słuchacza. Great Line na płycie przygotował kandydatów na przeboje (Dziewczyna Made in Poland, Tylko do mnie przyjdź), jest parę bardziej melancholijnych momentów (Oni, 16), są i totalne pomyłki (Great’tosteron, Czerwiec, Dla P.). To wszystko składa się na blisko godzinną porcję melodyjnego pop rocka na przyzwoitym, średnim poziomie, jednak ze zdecydowanymi widokami na przyszłość, bo panowie z Great Line grać potrafią, i to dobrze.

Fot.: MJM Music

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.