Sansara

Ścieżki wolności Hindustanu – Patrick Deville – „Sansara”

Wędrówka Patricka Deville’a w poszukiwaniu niepoprawnych awanturników musiała go w końcu zaprowadzić do Indii. Ten ogromny kraj może się pochwalić wszak nie tylko ogromną populacją, ale również i skomplikowaną przeszłością, która w młyńskim kole zdarzeń przemieliła niejeden żywot dzielnych ludzi. Francuski pisarz, niczym Plutarch w Żywotach sławnych mężów, zestawia ze sobą sylwetki dwóch bojowników o niepodległość Indii – każdy z nich podążający ścieżką wolności inaczej. Dla ich kręgu kulturowego jest jednak znacznie ważniejsza wędrówka –  tytułowa sansara, czyli wędrówka duszy – i w tym kontekście można się zastanawiać, który z nich był bliżej nirwany.

Ten region świata od zawsze budził we mnie ciekawość, ale i wrażenie, że jest to zupełnie inny świat, którego nie będę w stanie pojąć. Próba wniknięcia w Historię Indii to jak nurkowanie z kamieniem zawiązanym u szyi, bo szybko można się pogubić w tym gąszczu dziwnie brzmiących dynastii, których nazwy trudno nawet wymówić. Rządy Persów, muzułmanów, Mogołów (nie mylić z Mongołami), wreszcie Europejczyków – to ogromny, kipiący tygiel Historii, który w końcu zawrzał po II wojnie światowej. Nie oczekiwałem, że na około 150 stronach Sansary Patrick Deville wyłoży mi traktat o dziejach Indii, bo wydaje się to być niemożliwe. Jego telegraficzne skróty starają się łatać luki w wiedzy, ale nie zawsze okazują się skuteczne. W związku z tym, czytanie jego najnowszej nie-powieści wiązało się z częstą koniecznością szukania informacji na własną rękę. Jego historyczną narrację prędzej można nazwać jako zbiór ciekawostek, jak na przykład to, że pierwsze poważne powstanie narodowowyzwoleńcze (tzw. bunt sipajów) było spowodowane nabojami przechowywanymi w tulejach nasączonych wołowym lub wieprzowym łojem.

Kto jednak czytał poprzednie książki Patricka Deville ten wie, że to jego bohaterowie są najważniejsi. Sansara to żywoty dwóch mężów, nie można jednak powiedzieć, aby obydwaj byli sławni. I to bardzo ciekawe, że Patrick Deville zdecydował się akurat na takie połączenie. Wybór Mahatmy Gandhiego nie budzi wątpliwości, gdyż stał się on międzynarodowym symbolem pokojowej walki o wolność. Wielokrotnie więziony i ostatecznie zamordowany, obrósł niemal nimbem świętości, a jego skromny strój i strajki głodowe tylko pomagały w kreowaniu go na męczennika. Inaczej jednak potoczyły się losy innego bojownika o wolność Indii, który nie słowem a bagnetem postanowił walczyć o niepodległość swojego kraju. Pandurang Khankhoje, jak udowadnia Patrick Deville, to człowiek zapomniany nawet wśród swoich. Jego imieniem nie nazwano żadnego lotniska, placu czy budynku użytku publicznego, a dopiero w 2022 roku doczekał się swojego pomnika – i to nie w Indiach, ale w Meksyku. Jak do tego doszło, właśnie opowiada Sansara.

To właśnie Pandurang Khankhoje jest jedną z tych sylwetek, które z przepastnych annałów Historii Patrick Deville lubi wygrzebywać na światło dzienne. Dołącza on do grona takich szalonych dusz jak William Walker czy Pierre Brazza, dla których świat wydaje się ciągle za mały. A może, zgodnie z doktryną tytułowej sansary, jest to jedna z podróży po kręgu życia, która wymaga młodzieńczej odwagi? To by wyjaśniało, skąd ta przebojowość i determinacja w ich czynach, ale też i przekonanie o słuszności swoich czynów. Khankhoje jest jednak trochę inny niż wspomniani wcześniej bohaterowie poprzednich książek Patricka Deville. Ten zapalony bojownik o wolność, przekonany o konieczności siłowej walki z ciemiężycielem, już na samym początku postawił na złe karty i będzie za to pokutować na wieloletnim wygnaniu. W tym miejscu autor nie może sobie odpuścić zaproszenia do stołu dodatkowych gości, których losy i czyny przecinają się z głównymi bohaterami Sansary. Tak jak Pandurang Khankhoje podczas Wielkiej Wojny błędnie założył, że drogą do wolności jest sojusz z Niemcami, tak podczas kolejnej wojny inny działacz niepodległościowy uzna, że państwo Hitlera będzie lepszym sojusznikiem. Czasami dewiza „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem” nie zawsze przynosi spodziewane owoce.

Tułaczka Khankhoje nie okazuje się być wieczną walką, jakiej można by się spodziewać bo bohaterach, w których lubuje się Patrick Deville. Zaskakująco, w czasie gdy coraz większy rozgłos zyskuje przywdziewający proste, chłopskie ubrania Gandhi, Pandurang osiada na stałe w Meksyku i zajmuje się rolnictwem. Czytając Sansarę nie mogłem jednoznacznie stwierdzić, czy jego losy można ostatecznie uznać za szczęśliwe, czy też całe swoje długie życie – bo, w przeciwieństwie do innych awanturników Deville’a, umarł staro i w swej ojczyźnie – widział jako porażkę. Jego młodzieńcza decyzja naznaczyła całą dalszą przyszłość, zamykając mu niektóre ścieżki, otwierając jednocześnie nowe, zupełnie niespodziewane drogi. Jest coś fascynującego w tym, jak te dwie sylwetki bohaterów ze sobą rezonują. Zapalczywy pacyfista umierający od kuli ekstremisty jeszcze większego, niż Pandurang Khankhoje był za młodu. Czy to jest ta ironia losu, ten chichot Historii, który tak wspaniale potrafi zauważać w swoich książkach Patrick Deville? Jego błyskotliwa obserwacja zdarzeń, umiejętność ich łączenia, splatania i znajdywania punktów stycznych wciąż budzi mój podziw i nawet jeśli Sansara w pewnych miejscach była dla mnie niezrozumiała, to wciąż magia autora dawała o sobie znać.

Fot.: Noir Sur Blanc

Sansara

Overview

Ocena
6 / 10
6

Write a Review

Opublikowane przez

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *