Filmy,Patronat,Recenzje

Rosjo, mamy problem… – Ernesto Daranas – “Sergio i Siergiej” [recenzja]

Sergio i Siergiej
Sergio i Siergiej

Rok 2019 w kinie rozpoczynamy między innymi filmem Sergio i Siergiej w dystrybucji Mayfly. To ciepły i przyjemny film, opowiadający inspirowaną faktami, ale wciąż fikcyjną, opowieść o kilku silnych mężczyznach z różnych stron świata, którzy wspólnymi siłami doprowadzili do ściągnięcia z kosmosu radzieckiego kosmonauty. Pierwotnie polska premiera zaplanowana była na końcówkę roku 2018, jednak dobrym posunięciem było przełożenie daty premiery na styczeń 2019, ponieważ dzięki temu miłośnicy kina mogą wejść w nowy rok dobrą, sympatyczną i skłaniającą do przemyśleń opowieścią.

Profesor i wykładowca marksistowskiej filozofii, Sergio, jest z zamiłowania radiowcem-amatorem. Z pensji nauczycielskiej próbuje utrzymać swoją kilkuletnią córeczkę, dojrzałą matkę oraz siebie. Sergio napisał książkę, jednak w związku ze zmianami, jakie przechodzi Kuba, publikacja została wstrzymana. Niestety, to nie koniec złych wieści dla sympatycznego mężczyzny. Jego alternatywna forma zarobku (nauczanie języka rosyjskiego) właśnie przestała mieć sens, ponieważ właśnie rozpadł się Związek Radziecki. To oczywiście zaledwie jeden z wielu problemów, które zaczną zalewać mieszkańców Hawany oraz pozostałych miejscowości Kuby, ponieważ upadek ZSRR będzie główną przyczyną kryzysu gospodarczego.

Jako radiowiec-amator Sergio również nie ma łatwego życia. Władza zaczęła uważnie przyglądać się wszystkim miłośnikom radia w obawie o udział w spiskach z wrogami ojczyzny. Sergio z miejsca staje się osobą wyznaczoną do bacznej obserwacji za sprawą przesyłki od korespondencyjnego przyjaciela ze Stanów Zjednoczonych, Petera, który wysyła przyjacielowi przekaźnik radiowy, maskotkę dla córki, pieniądze oraz inne gadżety.  Obaj panowie mają czyste zamiary, będąc po prostu miłośnikami technologii oraz sympatyzując ze sobą, jednak paranoja władz przybiera niezdrowy obrót, sprawiając niemałe problemy zarówno Sergiowi, jak i Peterowi.


Peter to Polak, który od kilkudziesięciu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. Tak jak Sergio jest miłośnikiem radia, ale jego dziennikarska przeszłość czyni z niego niebezpieczną personę w mniemaniu CIA. W przeszłości przez wiele lat utrzymywał korespondencyjny kontakt z ojcem Sergia, jednak nigdy nie dane mu było usłyszeć jego głosu, czego nie chciał powtórzyć z synem dawnego przyjaciela. Serdeczną relację tej dwójki może zachwiać osoba Siergieja Asimova – kosmonauty znajdującego się w zepsutej stacji orbitalnej Mir, który przez przypadek nawiązuje kontakt ze swoim kubańskim imiennikiem. Zestresowany mężczyzna nie rozumie, dlaczego komunistyczna partia nie sprowadzi go na Ziemię, a jego nieoczekiwanymi wybawicielami mogą okazać się właśnie Peter i Sergio. Sergio chciałby pomóc kosmonaucie, prosi więc o pomoc Petera, który początkowo nie chce wyrazić zgody na pomóc osobie o radzieckiej narodowości…

Fabuła poprowadzona została w sposób lekki, zwiewny i przystępny. Twórcy nie przykładają dużej uwagi do aspektów politycznych, społecznych i gospodarczych, nakreślając je jedynie, dając tym samym sygnał, że doskonale rozumieją powagę tematów, które są integralną częścią ich opowieści, jednak wolą skupić uwagę na swoich bohaterach i ich osobistych problemach. Wiele scen to jawne wyśmiewanie paranoi władz i ich “problemów” na najwyższym szczeblu – na tyle jawne, że jeden z przedstawicieli władzy w swoich domysłach będzie się unosił w stanie nieważkości, niczym Siergiej w stacji Mir. Chyba wyraźniejszego sygnału świadczącego o tym, że dla twórców nie jest to temat przyziemny, być nie może.


Aktorstwo to jeden z najsilniejszych elementów filmu Sergio i Siergiej. Każdy aktor z trójki kluczowych postaci wnosi do produkcji coś innego – Ron Perlman, grający Petera, pokazuje najwyższy poziom aktorstwa, wynikający z największego obycia i doświadczenia; Héctor Noas, wcielający się w kosmonautę, wykonał świetną emocjonalną i fizyczną robotę, grając w odosobnieniu w stanie nieważkości; z kolei posiadający najwięcej ekranowego czasu Tomás Cao, odgrywający tytułowego Sergia, wnosi niezbędny luz, szeroki uśmiech i cały ocean ciepła. Drugi plan wypada równie dobrze i nie można mieć do aktorstwa żadnych zastrzeżeń.

Kwestie techniczne może nie powalają na łopatki i widać, że w scenach kosmicznych budżet był niski, z drugiej strony należy pamiętać o tym, że mamy do czynienia z produkcją niekomercyjną. Z drugiej strony, Sergio i Siergiej unika błędów, których nie ustrzegły się hollywoodzkie blockbustery, jak choćby łopocząca flaga na stacji kosmicznej. Dysponując niewysokim budżetem, twórcy musieli z pewnością nagimnastykować się, jeśli chodzi o odpowiednie ustawienie kamery oraz ekspozycję, żeby zminimalizować nieprzyjemny dla oczu efekt taniego CGI i ta sztuka wyszła nad wyraz udanie. Podobała mi się również zabawa kolorystyką. Kuba kojarzy się z barwnym krajem i to skojarzenie zostało fajnie zestawione z codzienną szarością zwykłych mieszkańców.


Sergio i Siergiej jest przytulną i przystępną wariacją na temat zmian ustrojowych, kryzysów gospodarczych i wyścigu kosmicznego wynikającego z Zimnej Wojny. Przede wszystkim jednak to film o ludziach, ich pozornie drobnych sprawach, problemach, pasjach i zwykłej ludzkiej życzliwości, wobec której odległość nie ma żadnego znaczenia. Komediowy rys, który wypełnia tę produkcję, pozwala widzowi szybko się zrelaksować i skupić przede wszystkim na bohaterach. Bardzo przyjemne kinowe wejście w 2019 rok!

Reżyseria 7
Scenariusz7
Aktorstwo 7
Kwestie techniczne 6
Emocje6.5
6.7Ocena ogólna

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Wielbiciel kina i audiobooków. Nie pogardzi dobrą muzyką, serialami, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com