ganbare

Shatto dori – ulice ztrzaśniętych drzwi – Katarzyna Boni – „Ganbare! Warsztaty umierania” [recenzja]

Ganbare! – to najpopularniejsze od pięciu lat słowo w Tohoku – północno zachodnim regionie Japonii zniszczonym przez tsunami. Posługują się nim politycy, artyści, przedstawiciele władz, a nawet media. Wszyscy wołają Ganbare! Dajcie z siebie wszystko! Trzymajcie się! Walczcie! Czasem motywuje to do działania, niekiedy powoduje samotność. Granica między tym, kiedy potrzebujesz zachęty, a tym, kiedy potrzebujesz pomocy, jest bardzo cienka. Okazuje się, że by nauczyć się żyć, trzeba najpierw nauczyć się umierać. Tak, umierać. Dlatego też część Japończyków uczęszcza na warsztaty z umierania. To ważne zajęcia, zwłaszcza jeśli mieszka się na terenie, gdzie nie sposób zapanować nad naturą. A pamiętać należy, że każde tsunami jest inne.

Tsunami to nieokiełznany żywioł. Zmieniło coś, co wydawało się niezmienne – wygląd wybrzeża. Powierzchnie, które kiedyś pełniły funkcję użytkową, wciągnęła woda. Wysokie fale zabierały wszystko, co napotkały na drodze, od roślinności, przez przedmioty codziennego użytku i domy, po ludzi. Skały nie wyglądają już tak samo, kamienie na plaży nie brzmią w ten sam sposób, drzewa nie chronią przed wiatrem, zmienił się widok – zamiast linii lasu jest linia morza. Nic w tym cichym północnym świecie nie jest takie samo. Tylko cykady brzmią jak dawniej. Podobno w ich muzyce słychać głosy zmarłych. Do dziś mieszkańcy, którzy do morza mają spory kawałek, nadal czują zimny, przenikający do szpiku kości wiatr, pachnący oceanem.

W jaki sposób zatem przebłagać Pacyfik? Ofiarami, dlatego Japończycy czczą wielu bogów w małych świątyniach albo po prostu przed kamieniami, na których wyryto ich znaki. Amaterasu, boginię słońca, oświetlającą ziemię i dającą życie uznaje się za najważniejszą. Tsukiyomi odpowiada za fazy księżyca, noc, a co ważniejsze za przypływy i odpływy. Nie można zapomnieć też o Susanoo, niepokornym bogu wiatru, burz i sztormów – opiekunie oceanów. Wynika z tego, że Oceanem Spokojnym rządzi wiele bóstw. Ale czy władcy podwodnych królestw, połowów, zatok mają siłę, by ochronić mieszkańców? A może to kara za nieposłuszeństwo?

Jedno jest pewne, tsunami zawsze zaskakuje ludzi i zawsze jest inne. Tym razem ziemia zatrzęsła się o 14.46. Inaczej niż dotychczas. I zamiast ruszać się na boki, gwałtownie podskoczyła. Trwała też zdecydowanie dłużej, bo aż sześć minut (zazwyczaj ok. trzydzieści sekund). Choć dla wystraszonych ludzi była to cała wieczność. O 15.10 ocean pokonał wały. Brudna, spieniona woda podniosła łódki i wypełniła ulice. Nie było żadnej wielkiej fali, która spektakularnie załamałaby się nad miastem. Tylko wzbierająca woda. Jakby do oceanu ktoś wrzucił wielki kamień i teraz woda przelewała się przez brzegi. Lżejsze przedmioty zostały porwane od razu i razem z falą szły w głąb miasta. Pięć sekund później wody było tyle, że przesuwała zaparkowane na ulicach samochody. Ciężarówki wirowały na powierzchni wody jak plastikowe zabawki. Oto obraz kataklizmu, na który nie sposób się przygotować. Skutki w Onagawie są opłakane. Woda zabrała ponad pięć tysięcy budynków – czyli siedemdziesiąt procent miasta. W miejscowości Ishinomaki zginął co dziesiąty człowiek. Czterdziestometrowa fala najbardziej uderzyła jednak w prefektury: Fukushima, Miyagi i Iwate.

Katarzyna Boni w swojej książce pokazuje nam inny obraz Japonii. Oblicze naznaczone kataklizmem, zniszczeniem i strachem – mimo zapewnień, że jest tam bezpiecznie. Opowiedziane tu historie wzbudzają w czytelniku wiele różnych emocji – od przygnębienia po współczucie. Bo ludzie, o których czytamy, każdego dnia starają się przezwyciężyć stratę i odbudować swoje życie sprzed tragedii.

Fot. Agora

ganbare

Write a Review

Opublikowane przez

Magdalena Kurek

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.