Seriale,Wielogłos

“Ślepnąc od świateł” – odcinek 7 – wrażenia

ślepnąc od świateł
ślepnąc od świateł

Jesteśmy właśnie po seansie przedostatniego odcinka Ślepnąc od świateł… I co tu dużo mówić – działo się, oj, działo. Choć zauważamy, że ten odcinek różnił się odrobinę od poprzednich. Twórcy postawili nieco bardziej na ciągłość fabularną, na co zdecydowanie wpływ ma to, jak rozwija się wątek Kuby. Nasz główny bohater natomiast wydaje się być już niemal na samym dnie – jedyna przyjaciółka się od niego odsunęła (z oczywistych względów), policja ściga go z niesamowitą zawziętością, pragnąc obarczyć go wszystkimi – również nie jego – winami, do tego na plecach czuje oddech Daria, a w tle majaczy Jacek, Stryj i Maluch. Czy Kuba ma jeszcze szansę wypić całe piwo, jakiego sobie nawarzył i nie zakrztusić się nim na śmierć? Sylwia i Patryk, choć zwracają uwagę na pewne niedoskonałości siódmego odcinka, obejrzeli go z przyjemnością i z wypiekami na twarzy, na finał natomiast czekają z niecierpliwością.


Sylwia Sekret: Ten odcinek był nieco inny od wszystkich poprzednich – a przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Wszystkie z dotychczasowych epizodów były w jakiś sposób wielowątkowe. Fakt, że wątki te się prędzej czy później ze sobą przeplatały lub bezpośrednio łączyły, ale przez długi czas widz skakał pomiędzy nimi – nie było do pewnego (zazwyczaj kulminacyjnego) momentu jako takiej fabularnej ciągłości. Tymczasem przedostatni odcinek ukazuje nam niesamowitą jak dla tego serialu ciągłość. Niemal cały czas obserwujemy Kubę – jego problemy i zmagania z tym, co się wokół niego wyprawia. Są bodajże dwie sceny, które odstają od tego schematu, a których kulminacyjną jest finałowa, prowadząca zresztą bezpośrednio – jak możemy przypuszczać – do kwintesencji finałowego epizodu. Ty również zauważyłeś tę niecodzienną dla Ślepnąc od świateł ciągłość i nieprzeskakiwanie między wątkami?

Patryk Wolski: Masz rację, oglądając, miałem wrażenie, że nic mnie nie rozprasza i cały czas byłem skupiony na tym, co robi Kuba. Może dlatego odcinek jako całość bardzo mi się podobał, chociaż trudno tu jednoznacznie pokazać, że na ekranie działy się fajerwerki. Ale ja mimo wszystko powiedziałbym, że takich malutkich scen odrywających nas od głównego wątku było więcej – wróciliśmy przecież do mistycznych wizji Kuby, do tego na ekran powrócił na chwilę Cezary Pazura jako morderca-celebryta, no i jest Dario. Co nie zmienia faktu, że było ich jak na lekarstwo, i o ile wcześniej zawsze na nich czekałem i liczyłem na jak najwięcej emocji z nimi związanych, tak tutaj absolutnie to nie przeszkadzało.

Sylwia: Tych “wizji” Kuby w ogóle nie biorę pod uwagę, mówiąc o wątkach fabularnych – są one dla mnie czymś zupełnie odrębnym. Ale skoro już pryz nich jesteśmy, to jest coś, o czym chciałam wspomnieć już wcześniej, ale zawsze jakoś zbyt płynnie, przy każdym odcinku, schodziliśmy z tematu na temat. Nie wiem, czy może też tak miałeś, ale mnie wspomniane wizje bardzo się z czymś kojarzyły. Sceny (które ostatnio zajęły miejsce tych bardziej mrocznych), w których Kuba (sam, z Pauliną, z Paziną lub z kimś niezidentyfikowanym) przebywa na pięknej, słonecznej plaży czy po prostu w jakimś kurorcie, swoją konstrukcją i stroną wizualną, a także oderwaniem od rzeczywistości i samym miejscem akcji, bardzo przypominają mi również oderwane jako tako od wątku głównego sceny z Dnia Świra, w których Adaś Miauczyński przygnieciony rzeczywistością, wyobrażał sobie siebie na plaży, a w tle słuchać było szum morza.

Natomiast te mroczniejsze wizje, zwłaszcza te, w których głównymi bohaterami są dzieciaki, bardzo kojarzyły mi się ogólnie z twórczością Łukasza Orbitowskiego.

Patryk: Tak! Tak jak w Dniu świra, mamy tutaj bohatera, który nie radzi sobie z rzeczywistością i przechodzi do krainy marzeń, gdzie wszelkie problemy znikają, a on jest bezpieczny. Zauważ również, że o ile na początku te “wypoczynkowe” wizje były rzadkie, tak pod koniec serialu pojawiają się one znaczne częściej, podkreślając tym samym coraz większe zagubienie bohatera.

Sylwia: Zagubienie i kompletną klapę w tym, co bohater budował zapewne przez lata. Teraz Kuba ma przechlapane. Łagodniej chyba nie da się tego nazwać. On nie traci gruntu pod nogami – on go już dawno nie ma i chwyta się usypujących mu się pod dłońmi skrawków ziemi. Jego świat runął. Jeśli Kubuś kiedykolwiek łudził się, że udało mu się w nim, w środku, zbudować jakiś azyl, w którym skutecznie stawia opór brzydocie i miernocie zewnętrznego świata, to teraz chyba jak nigdy widzi, że grubo się pomylił. Nie ominęło go nic i on sobie niczego nie oszczędził. Zamiast zafundować sobie wycieczkę do Argentyny, do tej jego upragnionej Atlantydy, wykupił sobie bilet do wielkiego znaku zapytania, który tworzą rozgniewani gangsterzy i owładnięci furią i chęcią schwytania go policjanci. Nic przyjemnego.

Patryk: Kuba jest już skończony i chyba tylko cud może wyrwać go z tego chaosu. Jego pracodawca wymaga od niego szybkiego załatwienia sprawy z Maluchem i tutaj już czuć, że o ile Jacek (którego nota bene w ogóle nie widzimy na ekranie, tylko słyszymy telefoniczną rozmowę) wcześniej wydawał się być na przyjacielskiej stopie z Kubą, tak teraz zachowuje się jak gorliwy przełożony, który po prostu oczekuje efektów. A można odnieść wrażenie, że główny bohater bardziej się skupia na wyjaśnieniu własnej sprawy, czyli utraty wszystkiego, co miał. Nadal podejmuje szalone decyzje i wciąż biega ze spluwą po mieście, porzucając raz na zawszę pozę opanowanego dilera, który wszystko załatwia na spokojnie, a do brudnej roboty Jacek ma innych ludzi. Kuba nie tylko wymknął się spod kontroli samemu sobie, ale również swoim mocodawcom, którzy wcześniej nie mieli z nim problemu.

Sylwia: Tak swoją drogą dziwi mnie nieco, że Jacek wymaga od Kuby pewnych rzeczy i załatwiania niektórych spraw. Myślałam, że ma od tego jednak swoich ludzi, o wiele bardziej zaprawionych w bojach, i że jednak zdaje sobie sprawę z tego, że Kuba, choć może dilerem od celebrytów i polityków jest świetnym, to jednak jako “gangsta” radzić sobie będzie kiepsko i jako taki twór może jedynie Jackowi i jego imperium przysporzyć więcej problemów niż pożytku.

Patryk: Nie zapominajmy, że główny człowiek od brudnej roboty, czyli Stryj, zniknął nam z obiektywu kamery w niewyjaśnionych okolicznościach. Swoją drogą, liczę na to, że ten wątek w finałowym odcinku jeszcze wróci, bo jest to dla mnie na ten moment największą zagadką serialu.

Sylwia: Masz rację, ale nie wierzę też, że był do jedyny taki człowiek Jacka. Chyba że przeceniam go jako gangstera ;).

Patryk: Chociażby wigilia udowadnia, że Jacek ma spore zaplecze, ale odnoszę wrażenie że na potrzeby krótkiego serialu zawężono jego wykidajłów do minimum.

Sylwia: Skoro Stryja póki co nie ma, wróćmy do Kuby, Do biednego, zaszczutego, pobitego Kuby… Ale czy aby na pewno powinniśmy go żałować? No właśnie… Przy tym odcinku, zwłaszcza podczas sceny przesłuchania naszego dilera, w mojej głowie zaczęło rodzić się sporo pytań. Zaczęłam zastanawiać się, czy w ogóle powinnam w jakikolwiek sposób litować się nad Kubą i, na przykład, pałać jakąś antypatią do prokuratora. I doszłam do wniosku, że o ile dilera nie żałuję, bo sam wybrał sobie takie, a nie inne życie, o tyle większy dylemat mam przy prokuratorze i wszystkich tych, którzy stworzyli taką nagonkę na postać graną przez Kamila Nożyńskiego. Zgadzam się z ich zawziętością w poszukiwaniu dilera, bo to również problem, który muszą wyeliminować. Rozumiem zasadność tego, że przez Kubę chcą dotrzeć do tych, którzy w najwyższej mierze odpowiadają za handel narkotykami w Polsce, natomiast jedna rzecz nie daje spokoju – wypuszczenie Mariusza F. i zrobienie z jego dostawcy jedynego kozła ofiarnego, złożonego na ołtarzu mediów społecznościowych. Zatrzymanie Kuby i wymierzenie mu kary – zgadzam się; wykorzystanie dilera do dotarcia do szefów przestępczego, narkotycznego światka – zgadzam się; wypuszczenie osoby, która bezpośrednio przyczyniła się do śmierci ciężarnej kobiety i nazywanie mordercą jego dilera – nie, nie, nie. Nie mam teraz na celu wytykanie nieścisłości w serialu, bo wiem, że ukazuje on jedynie rzeczywistość i to właśnie jej się sprzeciwiam i jej nie rozumiem. Piszę o tym natomiast dlatego, że chciałam zwrócić uwagę na to, że dzięki serialowi problem zostaje poruszony i że twórcy skłaniają widza do rozmyślań na ten temat.

Patryk: Tutaj oczywiście już wchodzimy w kwestię moralności, która od samego początku serialu budzi wątpliwości. Pomimo całej sympatii do odgrywanych przez aktorów postaci, mamy przecież cały czas do czynienia z ludźmi spod ciemnej gwiazdy, którzy w obronie swoich interesów wyrzucają ze swojego słownika takie słowa jak “litość” czy “skrupuły”. Świetnie, że poruszyłaś kwestię oceny Kuby ogólnie jako człowieka, bo faktycznie – pomimo tego że kibicujemy mu jako bohaterowi, to powinno pojawić się pytanie, czy powinniśmy. Od razu przypomina mi się tutaj Breaking Bad, gdzie w sumie mamy taki sam typ postaci, a jednak niektórych lubimy, chociaż mogli się przyczynić do cierpienia innych osób. A sam fakt, że Fajkowski został tak po prostu wypuszczony na wolność pokazuje niestety, że sprawiedliwość to tylko konstrukt społeczny, który można naginać, a nie do którego należy się bezwzględnie stosować. Nawet nie jestem pewien, czy wzruszające wyznanie celebryty na wizji było szczere, czy tylko było elementem przedstawienia.

Sylwia: Z tym że Kubuś jakoś tak niespecjalnie robi cokolwiek, by w ogóle ktokolwiek go polubił. Jest to jak mniemam zagranie celowe, bo pewnie jego plan był taki, by nie wciągać nikogo w popaprany świat, w który sam wkroczył, ale cóż – jako dorosły facet powinien wiedzieć, że to tak nie działa.

Zanim przejdziemy do podsumowania, do którego zapewne się zbliżamy, i naszych oczekiwań względem wielkiego finału, chciałam wspomnieć jeszcze o dwóch rzeczach. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale mnie rzuciły się w oczy podczas oglądania siódmego epizodu dwie spore nieścisłości, które zapewne zostały przeoczone podczas montowania lub machnięto na nie ręką (mam nadzieję, że mimo wszystko to pierwsze). A w zasadzie, jeśli mam być szczera, sama zauważyłam jedną, a na drugą, podczas seansu, zwrócił mi uwagę mąż. Pamiętasz scenę, w której Kuba jedzie z Maluchem samochodem? Były właściciel Betlejem każe się Kubie przypiąć kajdankami i ten, nie mając za bardzo wyjścia, robi to – przypina się do górnego uchwytu, który znajduje się nad siedzeniem pasażera, nad szybą. Jednak kiedy panowie się zatrzymują, a Maluch każe Kubie wysiąść, ewidentnie widać, że nie robi on żadnego ruchu, by go wyswobodzić, a diler jakimś cudem wysiada z auta bez najmniejszego problemu, mając ręce skute kajdankami tak, jakby cały czas miał je położone na kolanach.

Druga sprawa, już nieco mniej rażąca, ale jednak – Kuba śpi poobijany w celi i śni mu się Dario wpychający mu ręce do ust, po chwili mężczyzna się budzi, a z jego ust wypływa spora ilość krwi. Kiedy jednak w następnej scenie widzimy to samo pomieszczenie z nieco dalszej perspektywy, bo Kuba wstaje, by podsłuchać rozmowę policjantów, na jego posłaniu nie ma ani kropelki krwi, a niemożliwe, by była ona niewidoczna. Nie wiem, czy wcześniej serial ustrzegł się takich błędów, czy ja ich nie zauważyłam, ale w tym odcinku ewidentnie było to pewnym zaniedbaniem.

Patryk: Tę drugą sprawę również zauważyłem i był to typowy błąd, którymi skalane są nawet największe produkcje filmowe (np. Matrix ma mnóstwo takich głupotek). Szczerze mówiąc, sprawy z kajdankami nie wyczułem, może dlatego, że za dużo się tam działo – spostrzegłem oczywiście, że Kuba przypiął się do górnego uchwytu, ale później mi to umknęło. Wydaje mi się że są to jednak kwestie na tyle rzadkie w tym serialu, że jesteśmy w stanie to wybaczyć – nie zrujnowały one przecież ogólnego odbioru odcinka, są raczej ciekawostką udowadniającą, jak skomplikowaną sprawą jest montaż i nie zawsze uda się wszystko wychwycić.

Sylwia: To fakt – te błędy, czy też może raczej nieścisłości, nie zrujnowały absolutnie odbioru odcinka, który dostarczył nam sporo emocji i pozostawił sporo pytań co do finału. Najważniejsza (uwaga, spoiler) względem ostatniego epizodu wydaje się być kwestia naszego ukochanego Daria. Jakimś cudem powstały z martwych (czy ktokolwiek wierzył, że ten skurczybyk da się tak po prostu zakopać przez jakichś chłystków?) Dario wraca i coś czuję, że będzie to naprawdę powrót w WIELKIM stylu. Raczej nie odkryję tu Ameryki, kiedy powiem, że wydaje mi się, że wesele córki Jacka nie będzie wcale tak idealne, jak to sobie Jacuś wymarzył…

Patryk: Nie wiem jak Ty, ale mnie to wydarzenie trochę skonsternowało. Dario to postać kluczowa dla tego serialu i podejmując taką a nie inną decyzję, twórcy zawęzili sobie dalszą fabułę do dwóch wariantów. Pierwszy zakłada, że postać Jana Frycza już nie wróci, co dla widza staje się sytuacją niewybaczalną i serial wtedy mógłby być oskarżony o zamknięcie jego wątku naprędce, jakby nie mieli innego pomysłu. I powiedzmy sobie szczerze, nikt by tego nie chciał, i oglądając siódmy odcinek, od razu wiedziałem, że możemy się spodziewać tąpnięcia w ostatnich minutach seansu. Drugi wariant zakłada, że w cudowny sposób Dario wróci i spuści na Warszawę taką ulewę, jakiej nikt jeszcze nie widział. Oba te rozwiązania nie brzmią dla mnie najlepiej, bo jako widz zostałem pozbawiony elementu zaskoczenia, którymi do tej pory szczycił się Dario – nigdy nie mogliśmy się spodziewać, jaki będzie jego następny ruch. Oczywiście pragnę zaznaczyć, że sama decyzja bohaterów serialu co do walki z Dariem i poradzeniem sobie z nim jest jak najbardziej słuszna – jeśli ktoś ci bruździ, to gangster nie ma przecież skrupułów i posunie się do wszystkiego. Przeszkadza mi tylko to, że mroczny bohater serialu z człowieka bezbłędnie szalonego i gotowego na wszystko urósł do rangi cudotwórcy, na którego nie ma sposobu. Bo, powiedzmy sobie szczerze, z sytuacji w której się znalazł, bardzo trudno się wygrzebać (hihihihi).

Sylwia: Moim zdaniem element zaskoczenia nadal jest, bo przecież nie mamy zielonego pojęcia, co zrobi Dario. A ten – jak wiemy – jest nieprzewidywalny i nieobliczalny. Ale fakt, że sama sytuacja z jego wyjściem z tych nieziemskich tarapatów była może ciut przesadzona? Za cholerę nie pamiętam też, jak to było z Dariem na tym etapie w powieści Żulczyka, ale chyba nie było w ogóle czegoś takiego.

W każdym razie ja chętnie zobaczyłabym, jak doszło do tego “cudu”, z nadzieją na to, że twórcy wyjaśnią to całe wygrzebanie się w miarę sensownie. Czy Dario jedynie udawał nieprzytomnego, podczas gdy go zakopywali? Bo jeśli nie, to nie wiem, jak udało mu się przeżyć – przykryty ziemią w całkiem jak na zimowe warunki głębokim grobie.

Z dwojga złego wolę jednak takie rozwiązanie, niż jakby Dario miał umrzeć dla serialu – to dopiero byłaby niepowetowana strata.

Ale przyznaj, że – pomijając już fakt, iż wyszedł cało – scena jego powrotu była świetna!

Patryk: Wydaje mi się, że w książce w ogóle tego nie było – inaczej bym to po prostu zapamiętał. Wrócił jednak kapitalnie.

Sylwia: Siódmy odcinek to w zasadzie nagromadzenie wszystkich problemów Kuby i wciągnięcie go w bagno, z którego raczej nie wygrzebie się tak, jak Dario. Jestem szalenie ciekawa, jak twórcy zakończą tę historię, bo po pierwsze po prostu zżera mnie ciekawość, a po drugie – jakimś cudem nie pamiętam, jak kończy się literacki pierwowzór… więc można powiedzieć, że będę miała podwójną niespodziankę. A trzeba przyznać, że sporo wątków jest wciąż otwartych, dlatego jest spore pole do popisu. Z drugiej strony obawiam się jednak, czy aby nie zostało za dużo do pokazania, wytłumaczenia i domknięcia. Mamy przecież wesele córki Jacka, które na pewno zostanie pokazane; mamy policjantów, których priorytetem jest Kuba; mamy Stryja, który gdzieś zniknął i zapewne pojawi się w finale; mamy tajemniczych ludzi, którzy napadają na Malucha; mamy Daria z misją zemsty; mamy również zranioną Pazinę, do której Kuba pisze SMS-a w akcie chyba ostatecznej desperacji. Jest sporo osób i wątków, które trzeba pokazać i jakoś sensownie spleść w całość. Mam tylko nadzieję, że finał nie pozostawi wrażenia niedosytu.

Patryk: Przed nami już tylko jeden odcinek i jestem pewien, że twórcy nie dadzą plamy – za dobrze sobie dotychczas radzili. Pomimo że trochę ponarzekałem na decyzje podjęte przez twórców, nie mam wątpliwości że czeka nas miażdżący odcinek, który wiele rzeczy wyjaśni. Masz absolutną rację, że jest jeszcze dużo niedopowiedzianych rzeczy, które proszą się o wyjaśnienie. Nieprawdopodobne się wydaje, aby w jedną godzinę to wszystko zamknąć, ale nie mówimy przecież o przypadkowej zbitce ludzi, którzy naprędce wymyślili sobie, że zrobią fajny serial; mamy do czynienia ze skrzętnie zorganizowaną zbitką ludzi, którzy wiedzą, co robią. Chociaż oczywiste jest, że zamknięcie serialu zawsze budzi wśród fanów zarówno ekscytację, jak i obawę przed tym, czy spełni on ich wygórowane oczekiwania. Czekamy!


Serial możecie oglądać na kanałach HBO oraz w serwisie HBO GO