sługi wojny

Struktura DNA kina – Mariusz Gawryś – „Sługi wojny” [recenzja]

Po trzech latach od premier Sług bożych Mariusz Gawryś wprowadza na ekrany kin kolejny tytuł z owym serwilistycznym rzeczownikiem w tytule, co w jakimś zamierzeniu miało być luźną kontynuacją tamże zaprezentowanych wątków. Ostatecznie jednak owo powinowactwo sprowadza się właśnie do podobieństwa tytułów, ulokowania akcji we Wrocławiu oraz do przyjętej konwencji opowieści. W obu przypadkach mamy do czynienia z policyjnym thrillerem. O ile poprzedni film Gawrysia był jednak czymś na kształt mistycznego kryminału w wersji kościelnej rodem z narracji Dana Browna, o tyle tutaj twórca operuje strukturą thrillera medycznego. Także w odniesieniu do filmu Sługi wojny rezultat jest mizerny.

Dwoje policjantów (w tych rolach mający swoje przysłowiowe 5 minut w polskim kinie Piotr Stramowski i szerzej nieznana Maria Kania) zostaje wyznaczonych do rozwiązania zagadki śmierci znanego lekarza – specjalisty od transplantologii, nadto zasiadającego w gremiach pewnej szemranej fundacji zajmującej się badaniami nad szpikiem kości. Z faktu, że bohaterowie reprezentują płeć męską i płeć żeńską, ma wynikać swoista screwball comedy podlana sucharami i drętwymi bon motami rzucanymi na lewo i prawo przez każde z nich, utrzymanymi obowiązkowo w knajacko-plebejskiej konwencji policyjnych żartów. Nadto ów zabieg ma na celu wypracowanie kompletnie zbędnego wątku romansowego, który w żadnej mierze nie służy prezentowanej fabule, a znajduje ujście jedynie w kilku, notabene strasznie banalnych, choć w jakiejś mierze na standardy naszego kina odważnych, scenach erotycznych.

sługi wojny

Sam koncept wyjściowy mający za przedmiot zagrożenia związane z bioterroryzmem był nawet pomysłowy, świeży i aktualny w kontekście nowych zjawisk globalnych, które do tej pory nie znalazły się w polu zainteresowania filmowców w ogóle na świecie. Cóż z tego, skoro tonie to wszystko w kompletnie niewiarygodnej fabule najeżonej dziurami logicznymi i stekiem nieprawdopodobnych sytuacji oraz relacji, wśród których należy wymienić choćby wspomniany już wcześniej niewiarygodny i niezrozumiały motyw miłosny. Notabene sam tytuł jest nieadekwatny do treści. Nie mógłbym nie wspomnieć w tym miejscu o niedorzecznościach prawnych, jak się bowiem okazuje, jest to kolejny polski film, któremu przydałaby się konsultacja prawnika, albowiem sposób potraktowania procedury karnej w tym miejscu, w tym w szczególności fakt niesporządzania z wykonywanych czynności jakichkolwiek protokołów, woła o pomstę do nieba.

sługi wojny

Mógłbym oczywiście spuścić kurtynę miłosierdzia na te błędy, gdyby fabuła była choć trochę wciągająca, gdy tymczasem w tym filmie na każdym kroku wieje potworną nudą, a obraz, który miał być wciągającym akcyjniakiem, zawiera ledwie dwie niezgrabne i wtórne sceny akcji, przy czym jedna z nich to pościg po dachach wrocławskich kamienic, tj. formuła, która nie grzeszy oryginalnością i pojawiła się już w dziesiątkach filmów. Z braku pomysłów na poszczególne sceny całość jest szpikowana przewlekłymi pogawędkami między bohaterem granym przez Stramowskiego a jego przełożonym, w których ten pierwszy przy butelce whisky łopatologicznie tłumaczy szefowi postępy w śledztwie, zaś ten drugi z niedowierzaniem marszczy brwi i kwituje te rewelacje frazą Aż tak? Względnie poszczególne sekwencje służą promocji hightechowych atrakcji turystycznych stolicy Dolnego Śląska. Również poziom samego aktorstwa w produkcji Sługi wojny pozostawia wiele do życzenia, co dotyczy także pary głównych protagonistów. Wyjątek stanowi postać odtwarzana przez Pawła Królikowskiego w roli jowialnego pułkownika Wojska Polskiego, która wnosi do filmu sporo humoru, niemniej pojawia się na tyle późno, że nie zmienia fatalnego odbioru fabuły Gawrysia. 

sługi wojny

Fot.: Kino Świat 

Film obejrzeliśmy dzięki Cinema City

sługi wojny

sługi wojny

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • Tak żenujący film, że aż szkoda na niego słów i czasu. Aż trudno jakimś cenzuralnym przymiotnikiem określić podpoziom dialogów w tym „filmie”.

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.