Niewidoczne życie sióstr Gusmao

Smutek tropików – Karim Aïnouz – „Niewidoczne życie sióstr Gusmao” [WIOSNA FILMÓW – RECENZJA]

Na pierwszy rzut oka Niewidoczne życie sióstr Gusmao w reżyserii Karima Aïnouz sprawia wrażenie melodramatu. Jest to jednak wrażenie nie tylko mylące, ale i nie oddające sensu i ciężaru tej opowieści wprost z parnego Rio de Janeiro. Ten film oferuje widzowi znacznie więcej, niż tylko łatwe wzruszenie i ubolewanie nad trudnym losem wyzyskiwanych matek, żon i kochanek. Niewidoczne życie sióstr Gusmao to ociekający melancholią hołd złożony wszystkim „niewidzialnym” kobietom, które okradziono z tożsamości i marzeń w imię tradycji, honoru, dobrego imienia i innych uświęconych bzdur. Ten film za pomocą tak nieoczywistych środków wyrazu, jak leniwie snująca się narracja pokazująca ciche, codzienne dramaty, zwyczajni bohaterowie i sączący się zewsząd „smutek tropików”, pokazuje to, czego nie oddają elokwentne manifesty. Ciche tragedie, o których świat nigdy nie usłyszy. I robi to bez cienia egzaltacji czy emocjonalnego szantażu.

Bez oczyszczenia

Oś fabularna Niewidocznego życia sióstr Gusmao jest niemal tak banalna i naiwna, jak fabuła pierwszej lepszej telenoweli. Dwie zżyte ze sobą i pragnące lepszego życia siostry, utalentowana muzycznie Euridice (Carol Duarte) i marząca o wielkiej miłości Guida (Júlia Stockler), w wyniku wyjątkowo pechowego zbiegu okoliczności oraz ludzkiej podłości i fałszywie rozumianego honoru, zostają rozdzielone na zawsze. A ponieważ darzą się szczerym i wielkim uczuciem, nie ustają w wysiłkach, by się odnaleźć i nie tracą nadziei, mimo że lata lecą, a młodość przemija bezpowrotnie. Naiwność i niestrawny lukier – powiecie. Paradoksalnie telenowelowa fabuła w oprawie muzyki autorstwa Benedikta Schiefera i w obiektywie Hélène Louvart nabiera mocy emocjonalnego tsunami. W tej porażająco smutnej opowieści nie ma jednak miejsca na oczyszczające katharsis. Jak w życiu. Nikt nie zapłaci za grzechy, winni nie zostaną ukarani, cierpienie nie uszlachetnia, a siostrom złamano życia zupełnie bez sensu.

Niewidoczne życie sióstr Gusmao

Brazylijski film jest wielkim oskarżeniem patriarchatu i mizoginizmu w ich najbardziej prymitywnej formie. Potępieniem kultury, której zasadniczym elementem jest podporządkowanie „autorytetom”. Krytyka ideologii opartej na „wartościach rodzinnych” i świętości podstawowej komórki społecznej. Która, tak naprawdę, jedynie sankcjonuje władzę mężczyzn. Niewidoczne życie sióstr Gusmao to wolnościowy manifest, który obywa się bez krzyków i chwytliwych haseł. Pokazuje przygnębiającą beznadziejność codziennej wegetacji. Konieczność przeżywania cudzego życia, wypełniania cudzych rozkazów, spełniania cudzych pragnień. Takie współczesne, oswojone, niemal niedostrzegalne niewolnictwo „niewidocznych” kobiet, które zdążyły zapomnieć kim właściwie były.

Bardziej tragiczny wydaje się być los młodszej z sióstr, obdarzonej talentem muzycznym i marzącej o karierze pianistki, Euridice. Jej ambicje skutecznie stłamszą, najpierw ojciec, a potem mąż. Uwikłana w beznadziejny związek, w nie swój los, wydaje się być znacznie bardziej nieszczęśliwa i spętana niż starsza Guida, której przypadł w udziale los kobiety upadłej. Co – przewrotnie – dało jej w ciężkim, wypełnionym harówką życiu choć namiastkę wolności.

Niewidoczne życie sióstr Gusmao

Tropikalne więzienie

Obrazu kompletnej beznadziei dopełnia Rio de Janeiro lat 50. minionego wieku, pokazane jak duszne, tropikalne więzienie. Ciężko tam żyć i oddychać, mimo pięknych okoliczności przyrody. Nie ma stamtąd ucieczki. A marzenia o innym życiu to tylko mrzonki, za które słono się płaci. To świat, w którym mężczyźni mają całkowitą władzę nad kobietami. Tym światem rządzi dualizm. Na jednym biegunie jest dominujący, pełen mentalnej i fizycznej przemocy świat mężczyzn. Na drugim rozmyty, rozmarzony świat „sióstr”. Te dwa światy nigdy się nie spotykają. Chyba, że w celach prokreacyjnych. Bo i po co miałby się spotykać? Męski świat pokazany jest jako skostniały, autorytarny, bezlitosny, wykluczający. Nieludzki.

Niewidoczne życie sióstr Gusmao

Niewidoczne życie sióstr Gusmao to film bardzo zmysłowy, cielesny, momentami przytłaczający. Feeria barw i dźwięków atakuje widza nieustannie, nie dając chwili wytchnienia. Egzotyczny raj momentami wydaje się być koszmarem. Transową atmosferę filmu podbija hipnotyczna, przeraźliwie smutna muzyka i zmysłowe, intensywne, utrzymane w jaskrawych barwach, skoncentrowane na detalach zdjęcia. Które są zresztą przepiękne. Większość kadrów nadaje się do powieszenia na ścianie, a sposób ich zaaranżowania, mający podkreślić alienację bohaterek i ich brak przynależności, niedopasowanie, kojarzy się z obrazami Hoopera.

Aktorzy grają niezwykle emocjonalnie, ale pomimo tego całego rozedrgania w filmie dominuje cisza. Cisza i pustka niespełnionego, zmarnowanego życia. To kino kontemplacyjne, wyciszone pomimo pozornej zmysłowości. Kino, które nie przyniesie ulgi, oczyszczenia ani pocieszenia. Odbieram Niewidoczne życie sióstr Gusmao jako artystyczne oskarżenie kostycznego konserwatyzmu. Obraz Karima Aïnouz w przystępnej formie melodramatu, daje świadectwo rozpaczy wszystkich sióstr tego świata. Świadectwo tym dotkliwsze, że przybrało formę sztuki, nie manifestu.

Fot. Aurora Films


Przeczytaj także:

Recenzja filmu Oficer i szpieg

Recenzja filmu Towar

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.