Książki,Recenzje

Stop stereotypom – Tony Kosowski – „Nie każdy Brazylijczyk tańczy sambę” [recenzja]

nie kazdy brazylijczy
nie kazdy brazylijczy

Tony Kossowski w swojej relacji z podróży pokazuje, że chcieć to móc. Bo wyprawa przez Brazylię, Boliwię i Peru wzięła się właśnie z marzeń dwudziestotrzylatka i wydawałoby się małych, poczynionych kroków. I tak podróż z ośmiotygodniowego wyjazdu wydłużyła się dwukrotnie. Książka zgodnie z obietnicą przeniesie nas na Mundial w Brazylii, do faveli w Rio de Janeiro, do wnętrza peruwiańskiej puszczy oraz na pakę boliwijskiej ciężarówki. Wraz z autorem podejmiemy pracę na statku w drodze do Iquitos, zwiedzimy Czerwoną Planetę, będziemy wysadzać skały dynamitem, jak również w mało komfortowych warunkach (bez domu, komputera i Internetu) pisać pracę inżynierską. To również doskonała okazja, by zagłębić się w różnorodność kulturową, rasową, etniczną i językową Ameryki Południowej. Wychwycić jej kontrasty, odmienności i podobieństwa.

Zanim ciekawość podróżnika doprowadziła autora do Ameryki Południowej, wszystko zaczęło się od wyjazdu na Erasmusa do Portugali. To właśnie tu poznał znajomych z odległej części globu. Potem wszystko potoczyło się już błyskawicznie. Od informacji o wolontariacie, przez oficjalną rozmowę na Skypie, rozwiązanie testu o FIFA w języku portugalskim,  po oficjalną nominację od organizatorów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej, które odbywały się w 2014 roku w Brazylii. Siedząc już w samolocie, tak wspominał tamten moment: Niezależnie dokąd leciałem i co mnie miało spotkać, byłem szczęśliwy. Wiedziałem, że w tym momencie robię ogromny krok naprzód w swoim życiu, i gdyby dwa i pół roku wcześniej ktoś mi powiedział, że jako inżynier mechatroniki wyruszę w podróż na inny kontynent, nigdy w życiu bym nie uwierzył. A teraz byłem na najlepszej drodze do spełnienia kilkunastu marzeń na raz.

Przed wyjazdem wiele osób ostrzegało go przed czyhającymi na niego niebezpieczeństwami. Gdyby Tony miał się ich trzymać, to absolutnie nie powinien odwiedzić Rio i Sao Paulo, a tym bardziej faveli, gdzie porwania, kradzieże, napad z bronią w ręku i strzelaniny to codzienność. Mieszkańcy należący do najbiedniejszej grupy społecznej mieli handlować narkotykami i okradać każdego turystę. Podobno każda pomoc Brazylijczyka zawsze jest szczegółowo wyceniona. Brazylia jawiła się mu więc jako kraj, w którym nikt nie pali papierosów, bo wszyscy od małego wciągają kokainę, a pieniądze na to mają z okradania turystów, do których podbiegają na bosaka z pistoletem, ale tylko do tych, którzy mają zwyczajną fryzurę, bo inni mogą należeć do gangu. Policja tam nie jest potrzebna, ponieważ wszystko kontrolują baronii narkotykowi, którzy dbają o bezpieczeństwo swoich folwarków, ludzi oraz banków. Największy kraj Ameryki Południowej, przedstawiony przez jego obywateli, w zestawieniu z Europą prezentował się zatem groteskowo. Okazało się, że ludzie tam mieszkający doskonale znali autostop i chętnie pomagali przyjezdnym, ponadto chętnie sami podróżowali, nie oszczędzając na przyjemnościach i ciesząc się każdą chwilą. Autor na własnym przykładzie pokazuje, że nie warto powielać stereotypy, ale promować prawdziwe oblicze Ameryki Południowej.

Tony Kosowski, a właściwie Przemysław Śleziak, w fascynujący sposób przedstawia czytelnikowi zarówno odwiedzane miejsca, jak i ludzi, których spotyka każdego dnia swojej podróży. Okazuje się że, dobrych ludzi można spotkać dosłownie wszędzie i z reguły to właśnie ci, którzy za dużo nie mają, potrafią okazać serce i podzielić się tym, co mają, z drugim człowiekiem. I tak oferują miejsce do spania oraz posiłek. Dla strudzonego, bez grosza przy duszy, przemierzającego autostopem tysiące kilometrów wędrowca to szczyt marzeń. Sam Tony zastanawia się kilkukrotnie, czy to, na co się odważył, było szczytem odwagi czy też głupoty? Koniec końców cała wyprawa to zbiór wciągających historii i zapierających dech w piersiach miejsc, które sprawiają, że chce się samemu wybrać w drogę.

Fot.:  Muza

Podobne wpisy:

Avatar

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!